Dawno, dawno temu był sobie kraj. Położony w strategicznym punkcie, na skrzyżowaniu handlowych dróg i szlaków, którymi maszerowały na podbój świata armie imperiów. Nie miał spokojnej historii. Niedawno powrócił na mapę świata - jego mieszkańcy, w krwawej walce, dzięki poparciu światowego mocarstwa, po długich latach niewoli wywalczyli swobodę - ale już niedługo potem podupadł, szarpany wewnętrznymi sporami. Niedawny sojusznik okazał się wrogiem, wprowadził do kraju swoje wojska, a na władcę narzucił parweniusza, zbrodniarza i obcoplemieńca. Elita narodu poszła na kolaborację z zaborcą, a religijni gorliwcy zwrócili się przeciw politycznym liderom: powstały dwa stronnictwa, tracące siły we wzajemnych walkach, gotowe zasługiwać się zagranicznym wrogom, by tylko pognębić pobratymczych rywali. Lud milczał i ubożał, uciskany wciąż nowymi daninami i pogardzany - tak przez obcych, jak przez własnych wielmożów. Wielu rzucało ojcowiznę i ruszał w świat, szukać szczęścia na ziemiach ludów, którym poszczęściło się bardziej.
I właśnie wtedy, kiedy wydawało się, że wszystko stracone, w jakiejś zapomnianej, podstołecznej wioszczynie, w grocie, służącej za pasterską zagrodę, dziewczyna z biednej rodziny urodziła Dziecko.
I już nic nie było takie samo.
Niech to Dziecko, którego słowa będą dziś w tysiącach kościołow powtarzać ludzie, nie mający pojęcia, kim byli ówcześni władcy, uczeni i wodzowie, i gdzie stały królewski pałace tamtych czasów, przyjdzie dzisiaj i do Was. I niech Wam błogosławi.
Aby działa się chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)