Warszawska reduta nr 54, wysadzona w powietrze przez wybuch prochowni w momencie, kiedy po złamaniu oporu nielicznej, odciętej od własnych sił załogi zajmowały ją wojska rosyjskie, przeszła do narodowej legendy. Stało się tak przede wszystkim dzięki opisaniu tragedii obrońców w genialnym, sugestywnym wierszu Adama Mickiewicza; dzięki niemu dowodzona przez majora Dobrzelewskiego placówka przeszła do historii pod nazwą Reduty Ordona.
Ponieważ literacki opis walki różnił się od jej rzeczywistego przebiegu w wielu szczegółach, legenda została poddana surowej krytyce przez polskich historyków. Opisy decydujących chwil szturmu różniły się w rozmaitych relacjach, dając podstawę do zaciekłej dyskusji i wysuwania licznych, przeciwstawnych argumentów.
Istota sporu leżała w tym, czy wysadzenie prochowni nastąpiło na rozkaz dowodzącego artylerzystami ppor Ordona (realizującego polecenia wyższego dowództwa, na wypadek upadku placówki), czy też było skutkiem losowego wypadku. Koniec końców, polska historiografia odniosła się do legendy surowo, wytykając niedociągnięcia obrońców i pisząc o wybuchu z niewiadomych przyczyn.
Druga strona konfliktu nie miała takich rozterek. Piszący oficjalną historię wojny roku 1830 rosyjski generał Puzyrewski, powołując się na relację niejakiego Launitza zapisał kanoniczną wersję wydarzeń: podczas ręcznego boju pewien polski oficer artylerzysta, szukając schronienia, ukrył się w składzie prochu. Pomimo nalegań żołnierzy poddać się nie chciał, a wtedy jeden z nich strzelił do niego i skład wyleciał w powietrze.
W skład załogi reduty wchodziło 43 artylerzystów, obsługujących 6 dział. Podporucznik Ordon przeżył eksplozję, a życie zakończył samobójstwem w wieku lat 77. Ocenia się, że eksplozja zabiła blisko setkę żołnierzy rosyjskich.
W roku 2009 prasa warszawska donosiła, że teren dawnej reduty nr 54 został zniszczony przez prowadzone w okolicy prace budowlane.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)