Stanęła przed ławą sądową panna yedna, skarżąc się na młodziana znaiomego, iż ią wieńca pozbawił. Zdziwił się sędzia, cóż za wieniec, którego sądem chce dochodzić. Panna rzecze, iż iei młodzian gwałt udziałał. Pytayą tedy, gdzie się ta krzywda stała. Ona rzecze, yako w pana oćcowej stodole. Napomniał ią zatem sędzia: trzeba było gwałtu wołać. Odpowie panna: Takoż y chciałam, alem od śmiechu nie mogła.
Staropolską zwykłą fraszką,
jurnym, tłustym witzem,
powiedzianym rozśmianym i pijanym licem...


Komentarze
Pokaż komentarze