Motto:
Stwierdzono powtarzające się przypadki ukrywania uchodźców Żydów u Polaków (...) pouczam, że kto udziela Żydom uchodźcom pomieszczenia i żywności, lub sprzedaje Żydom środki żywnościowe będzie karany śmiercią. Pouczenie jest ostateczne.
Opowieść zamieszczona we wczorajszej notce na blogu Gruenefee, z opisem polskich katolików biegnących wieszać Żyda zaraz po porannej modlitwie, przypomina mi ponurą anegdotę.
Jestem akurat po lekturze ksiązki Ewy Kurek "Dzieci Żydowskie w klasztorach". Autorka podsumowuje w niej swoje długoletnie badania nad zagadnieniem ratowania zagrożonych dzieci żydowskich przez polskie zakonnice.
Książka opisuje, jak w trudnych warunkach wojny, w warunkach wysiedleń, biedy, głodowych przydziałow żywności i stałego zagrożenia przez niemiecki terror, który nie tylko doprowadził do zagłady Żydów, ale zdziesiątkował polski Kościół, zakonnice, żyjące w co najmniej 190 klasztorach ocaliły życie co najmniej 1200 dzieci żydowskich. Co najmniej, bo są to liczby minimalne, jednoznacznie potwierdzone.
Opisuje, jak potem dzieci te albo powracały na łono żydowskiej wspólnoty - często odbierane przez przypadkowych ludzi, bo rodzice zginęli albo zaginęli, albo pozostawały wśród Polaków.
Dla pozostałych w Polsce, koniec wojny i odnalezienie nowej rodziny nie były wcale zakończeniem całej wojennej historii, nie oznaczały, że będą mogły żyć nie niepokojone. Poszukiwano ich nadal.
W roku 1995 napisał do mnie Naczelny Rabin Polski Pan Menachem Pinkas J(...) i poprosił o spotkanie, podczas którego zażądał ode mnie wydania mu adresów tych dorosłych dziś i mieszkajacych w Polsce ludzi, którzy jako dzieci żydowskie uratowani zostali przez polskie zakonnice. Na moją grzeczną, ale stanowczą odmowę Rabin zareagował złożeniem mi następującej propozycji: - Może pani oczywiście na tym zarobić, ja nie chcę nic za darmo, dostanie pani 500 dolarów "od łebka" - powiedział.
Moje tłumaczenia, iż nie interesują mnie pieniądze, że w żadnym wypadku nie będę łowić żydowskich "łebków", bo nie znajduję moralnego, ani żadnego innego prawa, które usprawiedliwiałoby takie działania, nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Jednocześnie wiek i urząd Naczelnego Rabina Polski wymagały okazania mu należnego szacunku. Dlatego w kilka miesięcy później doprowadziłam do spotkania Pana Rabina z Prof. Władysłąwem Bartoszewskim, ówczesnym Ministrem Spraw Zagranicznych RP. W obecności Pana Profesora stanowczo oświadczyłam, że nie tylko Pan Rabin nigdy nie otrzyma ode mnie adresów tych ludzi, ale nie mogłabym ujawnić nawet Ojcu Świętemu. (...) Ludzie ci w dzieciństwie przeżyli już dość tragedii. Dlatego dziś oni sami, ich dzieci i wnuki, mają prawo do spokoju.
Cytat z ww ksiązki Pani Ewy Kurek zamieściłem bez wiedzy Autorki. Nazwisko Naczelnego Rabina POlski pozwoliłem sobie wykropkować, bo jak widać z ostatnich komentarzy, zapisując nazwiska robię czasem pomyłki.




Komentarze
Pokaż komentarze (20)