44 obserwujących
96 notek
152k odsłony
  1999   0

Relacja spod Krzyża

Pod Pałacem pojawiali się również ludzie, którzy chcieli wesprzeć swoją obecnością. Nie odzywali się, czasem tylko skinieniem głowy ujawniali swoje przekonania w trakcie dyskusji. Na boku mówili, że nas popierają, że się modlą, że tak nie powinno być. Po prostu przychodzili i stanowili przeciwwagę dla drugiej strony. Obok tych mniej aktywnych pojawiali się też bardziej żywiołowi, jak na przykład około 40-letni mężczyzna, który zapytał odważnie młodego radnego Platformy Obywatelskiej (który trzymał transparent o dziele szatana) ile mu płacą i kto płaci, bo on też chciałby sobie dorobić. Pytał tak długo, aż chłopak odburknął coś zezłoszczony, na co ten zareagował gromkim śmiechem i powiedział – „Jesteś egoistą!”.

TO NASZ TEAM

Grupa przeciwna dzieli się na: kpiących obserwatorów, uczestników jarmarku, dyskutantów normalnych, dyskutantów betonowych, poszukiwaczy poklasku, prowokatorów, szczekaczy, agresorów słownych, agresorów fizycznych oraz totalnych świrów, którzy przyciągani tym niecodziennym zjawiskiem ściągają chyba z najdalszych zakątków miasta. Kpiący obserwatorzy stoją w oddali i wymrukują pod nosem takie sformułowania jak – „wstyd, żal, żenada, pośmiewisko, patrzy cały świat, co my tu robimy, chodźmy stąd”. Uczestnicy jarmarku podnoszą na ramionach swoje roześmiane niewiasty, aby te mogły zrobić lepsze zdjęcie, poruszają się w grupach, chętnie klaszczą i buczą, zbierają się pod transparentami „swojej drużyny” i za żadne skarby nie wypowiedzą się do kamery. Są raczej niegroźni. Pojawiają się głównie popołudniu, około 18 (czyli po pracy i obiadku), aby móc pochwalić się za tydzień w dyskotece, że też widzieli tych fanatyków, a Jolka to nawet podeszła całkiem blisko i ledwo przeżyła, bo ją wyzwali od żydówek, masonek i lesbijek. Będzie co opowiadać przy kebabach. Największa zabawa byłą, kiedy tacy klienci, ośmieleni duchem chwili i tryumfem jasności nad ciemnotą postanawiali włączyć się do dyskusji. Rozmowy z nimi były dla mnie zawsze swego rodzaju relaksem. Do osobistych sukcesów zaliczam chwilę, kiedy młoda dziewczyna odciągała swojego faceta wplątanego w rozmowę ze mną o istnieniu i nieistnieniu samolotu prezydenckiego i odpowiedzialności Kancelarii Premiera za przygotowywanie wyjazdów Prezydenta.

Ludzie z którymi mogłem normalnie dyskutować byli najcenniejszymi rozmówcami. To z większością z nich przechodziliśmy na ty, to z nimi podawaliśmy sobie dłonie na zakończenie rozmowy. Niestety nie było takich rozmów zbyt wiele. Ale były. Bo byli tam ludzie, którzy mówili – jesteśmy przeciwko Krzyżowi, a po 10 minutach rozmowy przyznawali mi rację w ponad połowie moich argumentów. Zdarzało się tak, że mówiłem – „Słuchaj, przecież ty się zgadzasz ze wszystkim, o co walczą tam ci ludzie spod Krzyża, przecież ty jesteś po tej stronie.” „No nie przesadzaj, bo mi zrobisz obciachu” – słyszałem niepewny głos. „Dziękuję Tomek, że mogliśmy porozmawiać, normalnie, rzeczowo” – powiedział młody chłopak, którego odprowadziłem kilkaset metrów od Pałacu, gdzie szedł ze swoją grupą na dyskotekę. Szliśmy i dyskutowaliśmy. Co jakiś czas w rozmowę wchodzili jego koledzy i koleżanki,  wszystko na poziomie, spokojnie, bez osobistych wycieczek. „Mamy różne zdania, rozumiem Twoje stanowisko, szanujemy się, ale mnie nie przekonasz. Spokojnej nocy, trzymajcie się!” – rzucił mi na odchodne. To prawda, ludzie pod Krzyż nie przychodzili zmieniać poglądów, a już na pewno nie betonowi dyskutanci. Na rozmowy z nimi szkoda było czasu. Powtarzali utarte kliszki odnośnie katastrofy, Krzyża, śledztwa itd. Żadne racjonalne wytłumaczenia nie pomagały. Jeden z takich rozmówców zaczął się nawet odwoływać do Marksa i Engelsa. W takich momentach przerywałem.

Ci, którzy szukali poklasku również pojawiali się pod Krzyżem, bo wiedzieli, że tu zwrócą na siebie uwagę. Spektrum takowych cudaków było bardzo szerokie – począwszy od sobowtóra Elvisa Presley’a, który nic konkretnego do powiedzenia nie miał, a skończywszy na różnego rodzaju menelni, która zachęcana brawami i błyskami fleszy tańczyła i podrygiwała ku uciesze gapiów.

Jedną z bardziej groźnych grup byli prowokatorzy. Ci ludzie potrafili przyjść, włączyć się do modlitwy, śpiewać, a nawet płakać, aby potem w odpowiednim momencie (np. przy dużej widowni lub w obecności kamer) zacząć lżyć, przeklinać i zachowywać się w sposób zupełnie nienormalny. Jeden z takich mężczyzn leżał kilkanaście minut wśród zniczy, rzekomo płacząc i zawodząc, a potem zaczął rzucać mięsem na lewo i prawo. Czasem takie osoby próbują kręcić się wokół nieformalnych twarzy, liderów, bądź najaktywniejszych uczestników protestu, aby zdobyć ich zaufanie i zaatakować w najmniej spodziewanej chwili. Na wszelki wypadek oglądaliśmy zdjęcia takich prowokatorów, aby przez pomyłkę nie dać się wmanipulować w ich show.

Lubię to! Skomentuj130 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale