44 obserwujących
96 notek
152k odsłony
  1987   0

Relacja spod Krzyża

Najliczniejszą grupę za dnia stanowili szczekacze. To dosyć osobliwe zjawisko, polegające na tym, aby w sile 5 – 6 osób otoczyć kogoś o odmiennych poglądach i zarzucać go pytaniami, bez dawania szansy na odpowiedź na którekolwiek z nich. Obrazki młodych dziewczyn, napierających słownie na starszą kobietę przywodziły mi na myśl tylko takie skojarzenie – sfora ujadających psów. Im nie chodziło o poznanie motywów. Nie chcieli tego. Dziewczyny, których przykładem się tu podpieram miały gotowe tezy i tematy, z których od Krzyża potrafiły przeskoczyć nawet do dyskusji nad istnieniem Boga oraz wyższością wykształconej młodzieży nad starszymi ludźmi. Hau, hau, hau - słyszałem wokół siebie. Jedna przez drugą, jeden przez drugiego. Mocniej, głośniej, odważniej. „A czemu to, a czemu tamto? A czy pani? A czy pani mąż? A czy uważa pani? Ale przyzna mi pani racje, że...?” Niektórzy rozmówcy odchodzili, co czasem nie było łatwe, bo sfora nie chciała wypuścić dobrze rozgrzanej ofiary. Czasem atakowani nie wytrzymywali inwektyw pod własnym adresem i reagowali złością, przekleństwem. Wydawało się, że dzikie stado tylko na to czeka! Prawie słyszałem wycie do księżyca, kiedy starsza kobieta odepchnęła od siebie ręce przytrzymujących ją dziewczyn i powiedziała dosadnie – WON! Co godne odnotowania, każdy z takich szczekaczy, grupowych, bądź indywidualnych, z którym rozmawiałem, po pięciu minutach rozmowy wiercił się, jak na rozżarzonych węglach i przy pierwszej lepszej okazji po prostu ode mnie uciekał. Dziewczyny, o których pisałem wcześniej każdego następnego dnia poznawały mnie i pozdrawiały wesołym „cześć!”, ale żadna nie chciała ze mną rozmawiać. A kiedy podchodziłem do nich, gdy atakowały koleją osobę zwyczajnie dawały sobie spokój i zmieniały miejsce. Również pewien arogancki rudzielec przetrwał dialog ze mną przez zaledwie trzy minuty. Po prostu odszedł w trakcie dyskusji w stronę grupy, gdzie średnia wieku przekraczała spokojnie 60 lat. Był pod Pałacem każdego dnia. Cel miał prosty – szczekać.

Wieczorem szczekacze stawali się bardziej napastliwi. Podchodzili do grupy modlących się i bez wstydu pukali w plecy, pociągali za rękawy, zaczepiali. „Proszę pani, chcemy porozmawiać. Czemu pani nie chce z nami rozmawiać? Proszę nam wyjaśnić! Ale czemu nas Pani ignoruje?!” – prowokowali. Również wieczorem dochodziło do eskalacji różnych form agresji. Nagminne były wykwintne wyzwiska kierowane w kierunku modlących się - „mohery, oszołomy, pejsy, pedały, debile, fanatycy, szantażyści”, jak również skandowane hasła – „krzyż do kościoła” lub pojedyncze okrzyki w stylu „je*ać krzyż” lub „niech każdy postawi tu swój krzyż!”. To przykre, że „młodzi, wykształceni, z dużych miast”, ośmieleni alkoholem urządzali sobie rozrywkę kosztem ludzi starszych. Jest to znamienne i trzeba to podkreślić - nawet najbardziej fanatyczne modlitwy i przykuwanie się do Krzyża nie może być porównywane do słownej i fizycznej agresji. To są dwie zupełnie różne rzeczy, które niektórzy z moich rozmówców starali się postawić na tym samym poziomie, argumentując, że po każdej ze stron mamy do czynienia z przypadkami skrajnymi. Fałsz! Godzinne śpiewanie pieśni religijnej na kolanach nie jest tym samym, co splunięcie komuś w twarz lub kopanie zniczy.

Agresja fizyczna pojawia się nocą. To wtedy dochodzi do najbardziej przerażających scen, które potem określa się ładnym słowem - zamieszki. Nic z tego. To nie zamieszki. Czasem to prawdziwa walka. A raczej obrona. I strach. Poczucie osamotnienia. Bezsilności i złości. Dlaczego oni to robią? W czym my im przeszkadzamy? To napięcie pod Krzyżem trwa od około północy do trzeciej, czwartej nad ranem. W weekendy dłużej. Jest więcej chętnych do pokazania, co to nie ja i więcej chętnych do oglądania takiego występu. Jest więcej alkoholu we krwi i o dziwo mniej policji. I tylko po stronie Krzyża wciąż te same osoby. Ci sami ludzie, którzy nie mogą skoczyć do „Przekąsek, zakąsek” naprzeciwko, aby zjeść kanapkę, strzelić dwie kolejki wódki i wrócić. Muszą być, bo w każdej chwili wataha zapijaczonej sitwy może wylecieć z tłumu i rzucić się na modlące się kobiety albo młodych chłopców trzymających transparenty. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Ciągle w napięciu. Aby zrozumieć atmosferę spod Krzyża, trzeba tam być w nocy. Ja byłem trzy noce i podziwiam tych, którzy są tam każdego dnia po zmroku.

Plac przed Pałacem Prezydenckim przyciąga też wariatów. Byłem świadkiem, jak pijany, a może pod wpływem narkotyków młody człowiek biegał nocą bez koszulki, wykrzykując jakieś niezrozumiałe słowa, wykonując dwuznaczne gesty, tarzając się po chodniku i zapraszając wszystkich do walki. Bezzębny tańczący bezdomny wspaniale wpisywał się w ten korowód groteski ze wczesnych godzin porannych. A w tle wciąż pobrzmiewała cicha melodia jakiegoś Psalmu...

Lubię to! Skomentuj130 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale