Tomasz Rakowski Tomasz Rakowski
4468
BLOG

Zakasłać papieża

Tomasz Rakowski Tomasz Rakowski Polityka Obserwuj notkę 32

 

Dziś rano uczestniczyłem we Mszy Św. w jednej z podlaskich parafii. Nabożeństwo zaczęło się trochę po godzinie dziewiątej. Kościół pełen do ostatniego miejsca. Na ulicach flagi polskie i papieskie. Wszystkie sklepy zamknięte na cztery spusty. Nigdy nie widziałem, żeby ksiądz tak się spieszył sprawując niedzielną Eucharystię. Ludzie uśmiechali się pod nosem, kiedy zniecierpliwiony, młody kapłan przyspieszał sztucznie kolejne wersy pieśni, wybijając z rytmu organistę i doprowadzając do totalnej desynchronizacji wszystkich śpiewających wiernych. Wszystkie słowa wypowiadał z prędkością spikera wojennego, który w obawie przed utratą połączenia stara się przekazać jak najwięcej. Zamiast czasochłonnego kazania ksiądz zachęcił wszystkich do obejrzenia transmisji z uroczystości beatyfikacyjnych Jana Pawła II. Na tej Mszy wszystko odbywało się w iście ekspresowym tempie. Tak bardzo zależało tym kapłanom, aby zdążyć na transmisję z Watykanu. Kolejne nabożeństwa zostały odwołane, aż do godziny szesnastej. Ten pośpiech, niecierpliwość miały w sobie coś bardzo pozytywnego, nastrajającego optymizmem. Tak samo jak wypełniona po brzegi świątynia i długie kolejki do Komunii Św. Jestem pewien, że tych, którzy nie pędzili do domu, aby uczestniczyć we Mszy Św, która wynosiła na ołtarze naszego Wielkiego Polaka było naprawdę niewielu. A może i nie było nikogo. 

Tu na Podlasiu, które wydało takich synów jak ksiądz Popiełuszko, czy ksiądz Suchowolec i które jest pogardliwie zaliczane do „Polski B” jest inaczej. Czy gorzej?

 

A w Trójmieście? Mam nadzieję, że liczne gdańskie Kościoły były dziś pełne, a ludzie z radością świętowali ten niezwyły dzień. Jan Paweł II szczególnie umiłował nasz region, to w końcu tu rodziła się „Solidarność”. Tłumy na Zaspie, wspaniałe kazanie na Westerplatte i ten przejmujący obraz wynajętych ludzi odwróconych tyłem do papieża pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Co z tego zostało dziś? W marcu tego roku miałem okazję uczestniczyć w gdańskim Areopagu – cyklu dyskusji, skupiających się wokół wybranego, wiodącego tematu. W tym roku motywem tym była „Sława”. Licząca tysiąc miejsc sala Polskiej Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance zgromadziła, przynajmniej teoretycznie, trójmiejską elitę. Dyskusja pomiędzy panami: Jerzym Bralczykiem, Włodzimierzem Cimoszewiczem, Andrzejem Nowakiem i Pawłem Śpiewakiem to temat na kolejny artykuł. Warto jedynie dodać, że jak zawsze profesor Nowak pokazał klasę. Reszta gości nie pozostała dłużna i również pokazała to, co zawsze. Debatę otwierało wystąpienie Metropolity Gdańskiego. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, rodowity podlasianin nawiązał do tematu panelu, opierając się na Piśmie Św. Mogę się zgodzić, że być może mówił za długo. Niemniej jednak było to interesujące i jak najbardziej na temat. Szok przeżyłem, kiedy ksiądz chciał rozpocząć wątek sławy, którą zdobył w świecie swoją postawą i czynami Jan Paweł II. Nagle zaczęły rozlegać się kaszlnięcia. Najpierw jedno, drugie, trzecie. Po krótkiej chwili kaszlała chyba cała sala. Czegoś takiego nie przeżyłem nigdy w swoim życiu. Po plecach przechodziły mi ciarki. Oto światli tego miasta pokazali, co sądzą o dalszej wypowiedzi kapłana. Ten, trochę speszony, po kilku chwilach zgrabnie zakończył swoje przemówienie, nie wracając już do zasług naszego papieża. Szok. Nie wiem, czy sala zareagowałaby tak samo na dowolny, nowy wątek rozpoczęty przez arcybiskupa. Wiem jednak, że kasłanie zaczęło się właśnie w momencie, kiedy miało paść kilka słów, dotyczących Jana Pawła II. Dlaczego tak się stało? Skąd takie dzikie, stadne zachowania? I to wobec takich osób? Czy tak szybko zapominamy?

 

Kilka dni temu wpadł mi w ręce najnowszy, kwietniowy numer „Kuryera Sopockiego” – bezpłatnego miesięcznika wydawanego w Sopocie i dystrybuowanego w „[…] m. in: Urzędzie Miasta Sopotu, restauracjach, pubach, aptekach, hotelach, kwiaciarniach, jak również na sopockich osiedlach - sklepach spożywczych i innych miejscach publicznych”. I kolejny szok. Oto na okładce zdjęcie z 1987 roku z sopockiego molo, po którym spacerują, w towarzystwie Ojca Świętego, biskup Tadeusz Gocłowski i prymas Józef Glemp. Zdjęcie w obsceniczny sposób zestawione z wypiętym tyłkiem wokalistki lat 80-tych – Sabriny. Czy to jest normalne? Przecież ktoś to zatwierdza, dopuszcza do druku. Czemu ma to służyć? Pokazaniu, gdzie tak naprawdę to wszystko mamy? Sam mogę się tylko domyślać. Być może należałoby zapytać u źródeł. I chyba tak zrobię.

 

 

A jeśli nie wszystkich ta beatyfikacja cieszy? Może już czas zmęczyć się papieżem Polakiem? Tym wspominaniem, gloryfikowaniem, tymi tłumami… Dziś premier Tusk zapytany, gdzie jest obecnie to dobro, które dał nam Jan Paweł II, powiedział, że niedaleko serca... Ciekawe czyjego? Czy ktokolwiek jeszcze pamięta, co Ojciec Święty dla nas zrobił i jak bardzo był oddany Polsce, jak bardzo ją kochał? Czy może nie warto żyć przeszłością? W dobie „tu i teraz” można odnieść wrażenie, że kremówki po 2,5 zł za sztukę, to wystarczające wspomnienie wielkich dokonań i poświęceń naszego Rodaka. Na pewno bardziej medialne niż Jego przesłanie. I na pewno dla niektórych ważniejsze.

 

www.kuryer.pl/images/stories/archiwum_pdf/kuryer_kwiecien2011_176.pdf

Od 2006 roku prowadzi własny biznes w branży IT. Zaangażowany w działalność społeczną i publicystyczną od 10/04.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka