Właśnie skończyłem czytać książkę Leszka Szymowskiego „Zamach w Smoleńsku”. Na ponad 250 stronach młody dziennikarz śledczy analizuje potencjalne motywy, przebieg i zacieranie śladów po hipotetycznej zbrodni smoleńskiej. Całość wspiera obszernymi cytatami wypowiedzi takich osób jak: Bogdan Święczkowski (były szef ABW), Romuald Szeremietiew, Antoni Macierewicz, Małgorzata Wasserman, Jacek Świat, Jarosław Kaczyński i wielu innych. Dużą część rozmów stanowią te przeprowadzone bez zgody na ujawnianie tożsamości rozmówców; bardzo często możemy natknąć się na podpisy typu: były członek komisji weryfikacyjnej WSI, były agent ABW, major Agencji Wywiadu, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu. Z jednej strony mnogość tych wypowiedzi daje poczucie rzetelności i wszechstronności analizy, z drugiej jest łatwym sposobem na przemycenie informacji, których nie sposób zweryfikować. Książkę czyta się jednym tchem, obfituje w daty, nazwiska, liczby. Autor podzielił swój wywód na trzy główne części, które zatytułował odpowiednio: anatomia upadku, anatomia matactwa oraz anatomia zbrodni. Każda z nich zawiera pięć, sześć rozdziałów. Ostatnie karty Leszek Szymowski przeznaczył na skany kilku protokołów z przesłuchań prokuratorskich i zdjęcia.
W pierwszej części autor przedstawia czytelnikom fakty związane z katastrofą rządowego Tupolewa. Poznajemy sylwetkę kapitana Arkadiusza Protasiuka, który w oczach swoich zwierzchników i kolegów jawi się jako pilot najwyższej klasy. Wspomniany jest brawurowy wyczyn kapitana, który w styczniu 2010 roku przez 14 godzin ręcznie pilotował TU-154M na trasie Puerto-Rico – Warszawa z powodu awarii autopilota. Z książki dowiadujemy się również, że major Protasiuk z 3531 wylatanych godzin, aż 2907 spędził na pokładzie „Tutki”.
Leszek Szymowski prezentuje także szokujące fakty odnośnie remontu polskiego samolotu. Brak procedur przetargowych, powiązanie pomiędzy właścicielem zakładów dokonujących naprawy, a premierem Putinem, wybranie oferenta, który żądał najwyższej ceny, nieuzasadniony zużyciem samolotu trzeci z rzędu remont, koszty naprawy około piętnastokrotnie przewyższające wartość rynkową maszyny, czy w końcu powiązanie zwycięskiego oferenta z WSI i GRU. Całości obrazu dopełnia informacja o notorycznych awariach rzekomo wyremontowanego Tupolewa w kolejnych tygodniach po odebraniu go z zakładów na Samarze, storpedowanie przetargu na zakup nowoczesnych Embraerów (o koszcie nieznacznie przekraczającym koszt naprawy), czy w końcu zestawienie katastrof samolotów Tu-154, w których mimo analogicznych do Smoleńska warunków większość pasażerów przeżyła. W dalszej kolejności autor próbuje dowieść, że rządowy Tupolew nie mógł ulec takim uszkodzeniom po uderzeniu w błotnistą ziemię i młode drzewa. Podpiera się analizą profesora Mirosława Dakowskiego, który opierając się na prawach fizyki wykazał, że tezy, dotyczące przyczyn katastrofy zawarte w raporcie MAK są „anty-fizyczne” i „anty-logiczne”. Szymowski bada również zdjęcia i filmy z miejsca katastrofy, które w ocenie pirotechnika Roberta T., byłego pracownika Biura Ochrony Rządu pozwalają z dużym prawdopodobieństwem postawić tezę o wybuchu na pokładzie Tupolewa tzw. bomby próżniowej.
W kolejnym rozdziale pojawiają się zeznania porucznika Artura Wosztyla, który 10 kwietnia wylądował w Smoleńsku z dziennikarzami. Mówi on o problemach związanych z infrastrukturą lotniska i nieprawidłowym działaniem radiolatarni. Dodatkowo Szymowski dowodzi, iż w momencie uderzenia o ziemię silniki samolotu nie pracowały oraz że komenda, która padła w kokpicie brzmiała „Podchodzimy”, a nie „Odchodzimy”. Pojawia się również poszlaka zerwania linii energetycznej. Dość nieprawdopodobna jest rozmowa autora z anonimowym oficerem ABW, który dysponuje zdjęciami wykonanymi przez amerykańską agencję NSA, na których widać Tupolewa, który wylądował, a następnie eksplodował.
Oczywiście nie brakuje w „Zamachu w Smoleńsku” drobiazgowej analizy słynnego filmu „1.24” nagranego zaraz po upadku Tu-154M. Pojawia się też wątek włączonych telefonów komórkowych niektórych pasażerów, a także retoryczne pytania o to, dlaczego w sobotę na lotnisku w Smoleńsku tak szybko pojawiły się służby ratunkowe, stacjonujące w znacznej odległości.
W części opatrzonej tytułem „Anatomia matactwa” Szymowski skrupulatnie wylicza elementy, które według niego prowadziły do zaciemnienia i manipulacji śledztwem. Przywołuje postaci fałszywych świadków, rzekomych autorów wspomnianego wcześniej filmiku „1.24”, a także osobę Nikołaja Krasnokuckiego, który z niewiadomych przyczyn znajdował się na wieży kontroli lotów w czasie podejścia maszyny z polskim prezydentem. Autor przypomina również o bezprecedensowej zmianie zeznań rosyjskich kontrolerów.
Jednym z ważniejszych według mnie rozdziałów książki jest ten zatytułowany „Kompromitacja państwa”. Szymowski drobiazgowo przedstawia w nim wszystkie zaniedbania, z jakimi mieliśmy do czynienia po katastrofie – chaos, opieszałość, wybór Prokuratury Wojskowej a nie Prokuratury Generalnej, niezabezpieczenie miejsca katastrofy, zaniedbania przy sekcjach zwłok, wybór konwencji chicagowskiej, klasyfikacja lotu jako lotu cywilnego, brak zabezpieczenia wizyty przez BOR, itd. Przedstawia kluczowe nazwiska szefów służb, prokuratorów i odsłania przed nami ich zaskakującą, wcale niedawną przeszłość. To wszystko sprawia, że smoleńska układanka to coraz drobniejsze puzzle, które tworzą zaskakującą i przerażającą całość.
Autor zawarł w książce również wątek zalutowanych trumien, których nie można otwierać, bo zabrania nam tego…prawo rosyjskie, a których otwarcie pozwoliłoby zweryfikować tezę o wybuchu bomby. Przywołuje dramatyczną relację córki posła Wassermana, która jako jedyna wiele godzin musiała odpowiadać na kuriozalne pytania podczas pobytu w Moskwie celem identyfikacji zwłok swego ojca. Szymowski stawia tezę, że stało się to dlatego, że nieżyjący minister odegrał kluczową rolę w rozbijaniu rosyjskich struktur służb specjalnych w Polsce.
W ostatniej części rozdziału traktującego o anatomii matactwa autor rozprawia się z „kłamliwym komitetem” MAK i przedstawia działanie machiny dezinformacyjnej, która została uruchomiona już 10 kwietnia.
Zdecydowanie najbardziej wartościowym i godnym uwagi jest rozdział zatytułowany „Anatomia zbrodni”. Autor przedstawia tam potencjalne motywy, które mogły przyczynić się do tego, że na Prezydenta Kaczyńskiego został wydany wyrok śmierci. Przypomina operację likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych oraz słynny aneks do raportu z weryfikacji WSI, po który do Pałacu Prezydenckiego miał udać się Bronisław Komorowski 10 kwietnia przed południem. Leszek Szymowski dokładnie opisuje sprawę elastycznej linii kredytowej, przywołując liczby, fakty i daty, i konkludując, że po śmierci wszystkich jej realnych oponentów, Polska, pomimo, że nie była w takiej potrzebie za dostęp do tej linii płaci 200 milionów złotych rocznie. Wart uwagi jest też wątek sprzedaży przez Polskę rakiet GROM do Gruzji, używanych później w konflikcie rosyjsko-gruzińskim oraz słynny wiec w Tbilisi. Jednak najbardziej zatrważającą potencjalną przyczyną (a realnym skutkiem) jest sprawa rosyjskiego gazu. Autor drobiazgowo przedstawia sekwencję wydarzeń, które doprowadziły do całkowitego uzależnienia Polski od dostaw z Gazpromu. Z lektury tego rozdziału możemy dowiedzieć się (jeśli jeszcze tego nie wiedzieliśmy), że brat prezydenta Miedwiediewa, Aleksander to wiceprezes Gazpromu, prezez Gazprom-Export i (w wyniku działań rosyjskich) prezes EuRoPol Gazu. Poznajemy skomplikowane z pozoru powiązania pomiędzy polskimi i rosyjskimi spółkami, śledzimy koronkowe operacje pozbawiania Polaków głosu decydującego i eliminacji alternatywnych źródeł dostaw, a na końcu doświadczamy upokorzenia, czytając o umorzeniu 1,2 miliarda złotych długu, jaki wobec Polski miał Gazprom i uzależnieniu naszego kraju od dostaw rosyjskiego surowca, do co najmniej 2022 roku (gdyby nie interwencja UE datą tą byłby rok 2037). Ten rozdział pokazuje, jak nisko Polska upadła i jak olbrzymi jest serwilizm „polskiego” rządu wobec Kremla.
Na sam koniec autor analizuje tajemnicze zgony, które miały miejsce po 10 kwietnia i które były wiązane z katastrofą rządowego samolotu, przedstawia operację rozdzielenia wizyt oraz prezentuje tzw. 10 najważniejszych kłamstw smoleńskich.
Pomimo interesującej i wciągającej lektury książka pozostawia pewien niesmak ze względu na zdjęcia i ich nieprecyzyjne opisy zamieszczone na jej końcu. Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem zamysł autora, który zdecydował się na prezentację zaledwie kilku fotografii – ta część jest w jej obecnej formie zwyczajnie zbędna. Pomyłką jest nazywanie części ogonowej samolotu, brakującym kokpitem i sugerowanie, że kolejne zdjęcie ma coś wspólnego z poprzednim, podczas gdy zostało wykonane z zupełnie innej perspektywy i przedstawia inny plan. Dziwię się także, że Leszek Szymowski zamieścił fotografię, którą opisuje, jakoby pochodziła z materiałów NSA –agencji amerykańskiej, gdy tymczasem jest to stop-klatka z relacji telewizji niemieckiej. Błąd w sztuce, brak czasu czy niepotrzebna ufność tym, którzy te „sensacyjne” zdjęcia dostarczali? Nie wiem. Wiem natomiast, że te materiały są najprostszym sposobem, aby zdyskredytować logiczną argumentację wielu aspektów tej książki. A szkoda.
Podsumowując – „Zamach w Smoleńsku” to pozycja, która pozwala na ugruntowanie wiedzy, a być może na poznanie nowych faktów, szczególnie dotyczących osób, które odegrały, bądź odgrywają jakieś role na scenie sztuki smoleńskiej. Rozdziały dotyczące zaniechań polskich służb po katastrofie, importu gazu z Rosji, konfliktu gruzińskiego i linii kredytowej to świetny materiał, który powinno się prezentować osobom sceptycznie nastawionym do hipotezy innej niż „błąd polskich pilotów”. Jednym słowem - lektura obowiązkowa. I na sam koniec powtórzę za Witoldem Gadowskim – pozycja Leszka Szymowskiego to bardzo poważne oskarżenie wymierzone w konkretne osoby. I jak do tej pory książka zupełnie przemilczana w mediach. I przez te osoby również. To zastanawiające.
wgadowski.salon24.pl/295545,szalenstwo-leszka-szymowskiego


Komentarze
Pokaż komentarze (45)