Marek Raczkowski, ekspert od wtykania polskich flag w psie odchody w "Przekroju" z 8 sierpnia w bezwzględny sposób wyraził swoje przekonanie o winie polskiej załogi samolotu rządowego Tu-154M 101, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Jego rysunek zamieszczony na połowie strony przedstawia kokpit ze wskaźnikami opisanymi w języku rosyjskim. Na szybie wisi ściąga, pozwalająca przetłumaczyć cyrylicę na litery naszego alfabetu. W centralnym punkcie tablicy przyrządów wściekle mruga napis, który po odszyfrowaniu brzmi "PULL UP!". I tyle wystarczy, by rozśmieszyć czytelników pisma. Bo nie ma znaczenia, ile godzin na Tupolewach wylatał kapitan Protasiuk, nie ma znaczenia, że załoga porozumiewała się po rosyjsku bez problemów, nie ma znaczenia, że od dnia wypadku wiemy, że informacja o barierach językowych była kłamstwem. Dla pana Raczkowskiego to wszystko czcze gadanie. Podłość. Marność. Żal.
Kilka miesięcy temu w tygodniku "Wprost" Piotr Najsztub przeprowadził wywiad z Raczkowskim. Tam rysownik powiedział: "Wszystkie rysunki robię przeciw Kaczorom. Nawet, jak ich jeszcze nie było, to już je robiłem przeciwko nim. Moje wszystkie rysunki są przeciw temu, co oni reprezentują." A więc wszystko jasne. Przeklęci w oczach "artysty", bo zginęli z Kaczyńskim. Nieuki. Tłumoki. Winni. Można pluć na polski mundur, można deptać polskie dystynkcje sponiewierane w smoleńskim błocie, można szargać dobre imię polskich oficerów. Można wszystko. Dzisiaj. Jeszcze.
Kto da więcej?



Komentarze
Pokaż komentarze (35)