Radoslaw Purski Radoslaw Purski
332
BLOG

Pytanie o sens i szczęście

Radoslaw Purski Radoslaw Purski Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Filozofowie a bywa tez, ze i zwykli obywatele, nieskalani nawykiem zawodowego myslenia, zastanawiaja sie nad sensem istnienia i recepta na wieczne szczescie. Pytanie krazy w glowach ludzi od setek juz lat i jakos szalenie trudno dopasowac do niego wlasciwa i jednoznaczna  odpowiedz.

 

Istnieje, oczywiscie, kilka wersji odpowiedzi.

Czlonkowie trupy Monthy Pythona w filmie pt “Meaning of Life” wyjasniaja o co, tak naprawde, w zyciu biega: otoz, trzeba byc milym dla innych, dobrze sie odzywiac i segregowac odpadki.

 Nieco inaczej do sprawy podchodzi nieslawny prezydent USA Richard Nixon; wedlug jego slow, sensem zycia jest walka i cierpienie. Walka, ktora trzeba prowadzic meznie, nawet bez cienia nadziei na wygrana i cierpienie, ktore jest nieodlacznym i nieuniknionym elementem tejze walki wlasnie.

Przypomina nam sie jeszcze jedna mysl: Jack Palance, grajacy spalonego sloncem kowboja i samotnego jezdzca prerii, w filmie “Sultani westernu”, powaznie unoszac w gore wskazujacy palec, mowi: w zyciu liczy sie tylko jedna, jedyna rzecz – ale sam musisz wykombinowac co to takiego.

Tyle gwiazdy ekranu i polityki. A co na to zwykli obywatele i szeregowi emigranci?

Faktem jest, ze dla niektorych pelnia szczescia i sens bytu zawiera sie gdzies pomiedzy kolejnym “overtajmem” w fabryce a nastepnym “holidejem” w Polsce – slowem, by zyc szczesliwie potrzebne jest tylko lozko do spania, stol do jedzenia i nowa linka od sprzegla w dziesiecioletnim samochodzie.

Czyli najesc sie, wyspac, wypic i zapalic.

Sa jednak i tacy, ktorzy mysla cokolwiek szerzej a horyzontu nie ogranicza im jedynie kolor lakieru i skorzanych obić w nowo zakupionym, choć przechodzonym już przez los, BMW.

 

Jasna strona zycia

 

Jeden z naszych rozmowcow, Polak bywajacy w Anglii od lat, przypomina sobie pewna historie.

-Trzynaście lat temu pracowalem w, niestniejacej juz, eleganckiej restauracji “Le Palais du Jardin” w Covent Garden w Londynie. Tuz obok wejscia wieczorami koczowal zwykle pewien bezdomny. Bywal tam tak czesto, ze stal sie, niejako, stalym elementem krajobrazu, ktory wtopil sie w luksusowe tlo okolicy. Pewnej deszczowej, listopadowej nocy przystanalem jak zwykle, zeby poczestowac go papierosem i odstapic pare drobnych. Wymienilismy pare ogolnych uwag o zyciu – czlowiek ten sprawial wrazenie dosc bystrego i byla to szalenie ciekawa pogawedka. Mialem kiepski nastroj, bylem cokolwiek przybity powtarzalnoscia moich dni i zmeczony straszliwie po calodziennym galopie. A on popatrzyl na mnie i zaczal spiewac na cale gardlo bardzo znany song: Always look on the bright side of life. Poczulem sie tak, jakbym dostal obuchem w leb. I uderzyla mnie nagla mysl: jakaz sile wewnetrzna, spokoj ducha i optymizm zyciowy musi miec ten czlowiek, ktory siedzac na mokrym chodniku i majac w perspektywie noc pod golym niebem, jest w stanie mowic, ba! spiewac takie rzeczy! Zaznacze tylko dla porzadku, ze typ ten byl absolutnie trzezwy. Wiec tak sobie mysle: moze w zyciu liczy sie wewnetrzna sila i spokoj ducha wlasnie? Czyli peace of mind?

-Tak chyba wlasnie jest. Mnie pojecie szczescia kojarzy sie ze stanem spokoju wewnetrznego, ktory wyplywa z poczucia zycia w zgodzie z wlasnym sumieniem – zgadza sie Grzegorz Torzecki, kiedys emigrant w Wielkiej Brytanii a obecnie mieszkajacy w Warszawie operator filmowy, wspolpracujacy z TVP i autor dwoch ksiazek.

 

Patenty na szczescie

 

Pytani o recepte na szczescie, niektorzy z nas bez wahania znajduja wlasciwa odpowiedz.

-Milosc absolutna!- mowi dr Katarzyna Lazorko, pracownik naukowy Politechniki Czestochowskiej. W Wielkiej Brytanii bywala wielokrotnie i wkrotce znowu zamierza odwiedzic Wyspy w celach turystycznych.

-A ja odpowiem troche przewrotnie. Ludzie maja rozne patenty na szczescie i swoje wlasne szczescia. A dla mnie, szczytem marzen jest sytuacja, kiedy nikt z butami nie wlazi w moj dobrostan. Zero ingerencji – czyli zyj i daj zyc innym – mowi Elzbieta Klima, studentka psychologii w St Mary at Twickenham University/College w Londynie.

Kazda proba jest pierwszym krokiem ku porazce – twierdzi Homer Simpson, bohater popularnej kreskowki. Gdyby jednak trzymac sie kurczowo tego powiedzenia to swiat, prawdopodobnie, stanalby w miejscu. A przeciez cel zyciowy to dobra rzecz. I dobrze jezeli w naszych dzialaniach zmierzajacych do osiagniecia celu i szczescia sprzyja nam...szczescie wlasnie.

-To jest historia mojego zycia. Urodzilem sie pod szczesliwa gwiazda. Problem w tym, ze pod ta sama gwiazda byl jeszcze inny facet i on zebral wszystko co najlepsze – usmiecha sie smutno jeden z naszych rozmowcow, Polak mieszkajacy na stale w Bristolu.

 

Londyn-miasto samotne

 

Anna pracuje jako Teaching Assistant w jednej z londynskich szkol. Od ponad dziesieciu lat mieszka w poludniowo-zachodnim Londynie. Jest tu juz tak dlugo, ze zdazyla skutecznie nasiaknac atmosfera miejsca i wyrobic sobie jednoznaczny poglad na sens zycia oraz szukania szczescia w wielkim miescie.

-Jestesmy szczelnie zamknieci w naszych pokojach, z oknem na swiat w postaci facebooka i naszych telefonicznych list kontaktow.  

Kurczowo trzymamy sie wyjsc ze znajomymi, ktorych tu wszyscy obsesyjnie nazywaja "friends"…

Ja jednak nauczylam sie  ostroznosci w nomenklaturze, skoro tylu juz wykruszylo sie jak jesienne liscie w palcach. Polskie jesienne liscie.
Bycie "busy" wydaje sie powodem do dumy i doskonalym dowodem na to, ze przeciez jestesmy "ok", ze jestesmy szczesliwi.

Wielkie, piekne miasto. Samotne i przytlaczajace
Tylko noca - kiedy zwalnia tempo wiecznie spieszacych skads i dokads tlumow, kiedy milkna telefony od znajomych i od przyjaciol, kiedy juz tylko od czasu do czasu slyszysz z ulicy odglos walizki, czyjegos powrotu z podlondynskiego lotniska...wtedy...zakrada sie mala tesknota – mowi smutno Anna.

 

Matematyczny wzor na szczescie

 

Jest takie powiedzenie: optymisci wierza ze swiat stoi przed nimi otworem, pesymisci, z kolei, wiedza gdzie jest ten otwor...

Czy istnieje cos takiego jak “wrodzony optymizm” lub “wrodzony pesymizm”? Czy jest to w ogole mozliwe, ze rodzimy sie z zaprogramowana genetycznie dawka szczescia w naszym organizmie? Otoz wedlug niektorych psychologow tak wlasnie sie dzieje.

- Szczęście to swoisty dobrostan, stan zadowolenia z życia, być może poczucie sensowności życia, wreszcie wewnętrzna, tętniąca radość – mowi Magdalena Torzecka, absolwentka psychologii na Uniwersytecie im Kardynala Wyszynskiego w Warszawie.

Pojecia szczescia nie da sie zdefiniowac w odniesieniu do tlumu. Jest to rzecz, ktora mierzy sie jak najbardziej indywidulanie.

-Slyszymy o ludziach, którym potrzeba tak niewiele, by poczuć się szczęśliwymi i o tych, którzy mając, zdawałoby się, wszystko, popadają w depresję? Źródłem szczęścia dla niektórych może być np. zaspokojenie potrzeby posiadania, dla innych potrzeby budowania relacji, dla innych jeszcze zaspokojenie tzw. potrzeb wyższych. Pamiętać jednak należy, że warunki wystarczające i konieczne do osiągnięcia szczęścia zmieniają się w ciągu życia. Na pewnym etapie pojawiają się np. nowe potrzeby i to, co dotychczas przynosiło zadowolenie, przestaje być gwarantem dobrostanu – mowi Magdalena.

Nie ma szans na to by stworzyc ogolna definicje szczescia ani na to by skatalogowac wszystkie czynniki, ktore mialyby sprzyjac jego osiagnieciu. Istnieje jednak pewna ciekawa hipoteza, ktora zaklada ze odczuwanie radosci wewnetrznej jest kwestia pewnych wrodzonych predyspozycji, mozna powiedziec, wrodzonego talentu do odczuwania szczescia.

Zalozenie to potwierdzałyby badania Davida Lykkena, prowadzone i opublikowane ponad dziesiec lat temu.

-Jeśli hipoteza jest trafna, możemy zakładać, że jeśli dwie osoby o różnych predyspozycjach do odczuwania szczęścia znajdą się w tej samej sytuacji życiowej, w tym samym środowisku społecznym, to wówczas szczęśliwszą będzie ta obdarzona większym genetycznym „talentem do odczuwania radości życia” – dodaje Magdalena.

Poniewaz naukowcy, badajac swiat, posluguja sie jedynie „szkielkiem i okiem”, nie dziwi zatem kompletnie fakt, ze oto zostal stworzony wzor na osiagniecie szczescia.

Jest to teoria Martina Seligmana, twórcy psychologii pozytywnej, zwanej nauką o szczęściu. Seligman skonstruował taką oto formułę szczęścia:

S = U + O + W

S – podstawowy poziom szczęścia

U – genetycznie uwarunkowana zdolność do przeżywania emocji pozytywnych (satysfakcji, zadowolenia, spełnienia, dumy, spokoju, optymizmu, nadziei, zaufania, uniesienia, radości itd.)

O – faktyczne okoliczności życiowe

W – wszystkie czynniki, które można kształtować wolą i poprzez ćwiczenie: myślenie, sprawności, zdolności i cnoty (mądrości i wiedzy, odwagi, humanitaryzmu, sprawiedliwości, umiaru i transcendencji).

-Teoria Seligmana niesie optymistyczne przesłanie: szczęścia można się nauczyć. Ale czyż nie zakrawa to na kolejną utopię? – usmiecha sie Magda.

- Zupelnie prywatnie powiem natomiast, ze warunkiem mojego poczucia szczęścia byłoby poczucie sensowności mojego życia i posiadanie celu, którego byłabym pewna i do którego chciałabym dążyć – celu, który byłby źródłem niewyczepującej się inspiracji i motywacji.

Czy zatem moze okazac sie kiedys, ze szczescie i sens istnienia to po prostu pojecia tozsame? Tak jak np szampon i odzywka w jednym?

A moze zycie i szczescie to jedynie „sen wariata sniony nieprzytomnie”, jak twierdzil Galczynski?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo