Zastanawia, w jakim celu kierowca miałby na niego „donosić”? – właśnie takiego określenia użył Kamiński. A przecież jest członkiem koalicji rządowej. To znaczy, że w tym sosie nikt nikomu nie ufa. Nawet kiedy z marszałkinią polityk ma koleżeńskie relacje. Chociaż Małgorzata Kidawa-Błońska przejawia skłonności do "wpadek", to akurat nie dziwi, iż po takich publicznych insynuacjach zatelefonowała do Michała Kamińskiego z awanturą. Jednak miejmy nadzieję, że oburzony Kamiński nigdy nie podnosi głosu, a przynajmniej nigdy nie krzyczał na własnych współpracowników czy podwładnych. Przypomnijmy tylko, że kiedy był w PiS, uwielbiał jechać po przeciwnikach z opozycji. I nadal chętnie orze – tyle że obecnie PiS. Zresztą ma chociaż tego świadomość. Sposób narracji Michała Kamińskiego obrazuje szczera wypowiedź akurat wyjątkowo (w tym kontekście) chwaląca poprzedniego premiera, że „Morawiecki, na którego pluł od rana do wieczora” zainteresował się stanem jego zdrowia, kiedy przebywał w szpitalu.
W pierwszym odruchu zaczyna niepokoić, że Kamiński chyba zaczyna wpadać w myślenie paranoiczne, twierdząc, jakoby okólnik skierowany do kierowców senackich wynikał z zamiaru jego inwigilowania. Jednak może ze stanem zdrowia wicemarszałka wszystko w porządku. ZChN, PiS, PO i PSL to tylko najbardziej znane ugrupowania, z którymi związał się politylk. Były jeszcze mniejsze i mniej zapamiętane, ale już wymienienie tych najbardziej znanych potwierdza, iż to parlamentarzysta migrujący z bogatym doświadczeniem w różnych tzw. ”rozdaniach”. Dobrze zna polityczną kuchnię i ma świadomość, co można zrobić nawet „koalicyjnemu koledze”? W tym przypadku jednak wykazał się przesadną czujnością i poszedł w śmieszność…
Postrzeganie sprawy przez Michała Kamińskiego udowadnia, iż słabo szanuje publiczne pieniądze. Czy parlamentarzyście nie przyszło do głowy, że w czasie, kiedy służbowy kierowca nie jest potrzebny szanownemu wicemarszałkowi, mógłby wykonywać w swoich godzinach pracy inne zadania dla senatu? Niestety, polityk chyba raczej wierzy, jakoby posiadł senacki folwark i kierowca stanowił jego osobistą własność. Czy kierowca naprawdę powinien być do wyłącznej dyspozycji wicemarszałka nawet wtedy, kiedy plany na dany dzień nie wskazują na potrzebę korzystania ze służbowego samochodu?
A dla Małgorzaty Kodawy - Błońskiej przy okazji przyjacielska rada: jeśli służbowymi samochodami należącymi do senatu kierują tylko mężczyźni – jak wynika z treści maila – stanowi to złamanie zasady parytetów i równości. Dlatego trzeba pilnie dokonać zmian kadrowych wśród kierowców, aby zatrudniono również kierowczynie. Powodzenia!
Więcej komentarzy oraz wywiady na bieżące tematy zamieszczam na You Tube: @RafalOsinski-WnikliwyKanal
Rafał Osiński




Komentarze
Pokaż komentarze (2)