O ile kilkuletnie pasterzowanie abp. Marka Jędraszewskiego w Łodzi wydaje się raczej niewiele znaczącym epizodem w historii archidiecezji, bliżej wtajemniczeni wiedzą, że utarł nosa kilku księżom o zbyt silnej pozycji i przesadnych wpływach z czasów wieloletnich rządów abp. Władysława Ziółka. Natomiast równie stosunkowo niedługie kierowanie Metropolia Łódzką przez kard. Grzegorza Rysia będzie miało wpływ na co najmniej kilkanaście następnych lat.
Vacat na stolicy biskupiej w Krakowie ze względu na osiągnięcie przez abp. Jędraszewskiego wieku emerytalnego trwał rok – czyli bardzo długo jak na warunki polskie. Nie wiadomo, kto na pewno był proponowany Watykanowi jako kandydaci na następcę, lecz ostatecznego wyboru nie dokonano szybko. Jednak na pewno chętnych nie brakowało. Naturalnym następcą w Krakowie wydawał się od początku pochodzący stamtąd kard. Ryś, lecz on podkreślał, iż związał się z Łodzią i tutaj chce pozostać. Zarazem Ryś już wtedy był z nominacji papieża Franciszka członkiem watykańskiej dykasterii zajmującej się obsadą personalną diecezji na całym świecie. Zatem ma wpływy – także nieformalne, jak to w każdej instytucji bywa. Natomiast dla papieża Franciszka kard. Krajewski stał się „sztandarowym produktem”. Jako jałmużnik papieski przestał ograniczać się – inaczej niż poprzednicy – do organizowania błogosławieństw, lecz pokazał, iż dostojnik kościelny może działać bardzo bezpośrednio na rzecz najbardziej marginalizowanych społecznie; nawet udostępnił bezdomnym swoje mieszkanie (na co chyba niewielu z nas potrafiłoby zdecydować się) oraz złamał prawo, kiedy zdjął plombę na liczniku elektrycznym do pomieszczeń, gdzie przebywali. Prawdopodobnie kard. Ryś zdawał sobie sprawę, że Franciszek łatwo nie puści kard. Krajewskiego na stałe do Polski, jeśli kard. Ryś już wtedy objąłby biskupstwo w Krakowie. Owszem, dla Łodzi Ryś mógłby załatwić kogoś jakoś po swojej myśli, ale na pewno nie tak bliskiego jak przyjaciel Konrad Krajewski. Jakkolwiek to zabrzmi – pamiętając uczciwie o pełnym oddaniu kard. Rysia sposobowi myślenia i działaniom papieża Franciszka – śmierć poprzedniego papieża i objęcie władzy przez Leona XIV dało Grzegorzowi Rysiowi większą nadzieję, że decydując się jednak na powrót do rodzinnego Krakowa, uda się obsadzić już zaprzyjaźnioną Łódź zaufanym przyjacielem. Co więcej – zyskał ważny (bo kardynalski) głos w Episkopacie Polski. Chociaż ostatnia „akcja” z listem z racji 40. rocznicy odwiedzenia rzymskiej synagogi przez Jana Pawła II pokazała i tak mocne wpływy kard. Rysia w Konferencji Episkopatu Polski… Okazuje się, że list został rozesłany do parafii, mimo iż zamówiona opinia teologiczna u ks. prof. prof. Waldemara Rakocego raczej nie była pochlebna, skoro ks. Rakocy publicznie wskazuje bezpośrednio na brak logiki i błędy w argumentacji, jaką zawiera treść listu. Nie wykluczam, że kard. Ryś miał może dobre intencje przeciw antysemityzmowi, ale Konferencja Episkopatu Polski wypuściła bubel biblijno-teologiczny.
Teraz kard. Grzegorz Ryś będzie miał w episkopacie nowego silnego stronnika, który co prawda nie wypowiada się chętnie w kwestiach polityczno-społecznych, jednak jak już coś powie, to pokazuje, iż również ma tendencje progresywne Kościoła otwartego na różnorodności.
Ciekawe, jak będzie wyglądało pasterzowanie kard. Krajewskiego w Łodzi. Biorąc pod uwagę wiek innych hierarchów na ważnych polskich stolicach biskupich, będzie to jego przystanek docelowy na 13 lat aktywnego życia duszpasterskiego – obecnie ma 62 lata, a biskupi pełnią swoje funkcje zazwyczaj do 75 roku życia. Podobnie jak poprzednik, Konrad Krajewski ceni ruch oazowy „Światło – Życie”. Zresztą to była jego droga do kapłaństwa, którego duchowym ojcem był ksiądz Bogdan Nowacki. Ksiądz Krajewski – niezależnie od etapu watykańskiej kariery – regularnie odwiedzał księdza Nowackiego oprócz wizyt u własnej rodziny; to był stały punkt pobytów Konrada Krajewskiego w Łodzi.
Co ciekawe, kard. Krajewski nie był grzecznym uczniem i dobrze ułożonym dzieckiem. Siostry felicjanki zajmujące się przygotowaniami dzieci do pierwszej komunii świętej w parafii Opatrzności Bożej w Łodzi nie dopuściły Konrada do tego sakramentu z grupą jego rówieśników. Istotne, aby ten dawny zadzior kard. Krajewskiego znalazł odzwierciedlenie w odważnych konkretnych decyzjach. Kard. Krajewski w dniu ingresu podkreślił, że nie może dalej być tak, iż pałac biskupi wygląda bardzo okazale, a po drugiej stronie archikatedry ubodzy otrzymują w niedziele ciepłe posiłki pod namiotem. Chyba jednak nowy metropolita nie otworzy szeroko drzwi do pałacu biskupiego, ponieważ tam posadzki są śliskie jak lodowisko i trzeba być nawykłym do stąpania po takich wypasionych podłogach, aby nie zrobić sobie krzywdy. Jakie podejmie konkretne kroki? Choć kard. Ryś – mimo słabszego wzroku – chyba także dostrzegał tę rażącą dysproporcję i przeznaczał niemałe środki na działalność charytatywną (również ze swoich osobistych oszczędności), to kard. Krajewski może postąpić, mocniej łamiąc schematy. W różnych aspektach kard. Ryś był mistrzem gestu, a kard. Krajewski ma pole do zadziałania z przytupem.
Współpraca nowego Metropolity Łódzkiego z Metropolitą Krakowskim jest pewna i potrzebna. Potrzeba jednak równoczesnej pełnej niezależności. Kardynał Krajewski – super organizator, który nie będzie tak często latał samolotem do Watykanu, ma pełne pole do podejmowania inicjatyw religijno-społecznych. Jednak największe wyzwanie stanowią sprawy personalne. Poza ostatnimi decyzjami odnośnie Krakowa i Łodzi, w zdecydowanej większości nowymi ordynariuszami diecezji są mianowani w Polsce ludzie z innych regionów, dzięki czemu narażenie na układy jest zdecydowanie mniejsze niż rządząc we własnym środowisku pochodzenia. Bo ta służba to też rządzenie i personalne decyzje, od których kard. Ryś w Łodzi starał się trzymać z daleka. Kard Krajewski raczej będzie dawał szanse niż rozstawiał po kątach, lecz warto, aby przyjrzał się, kto zasługuje na awans, kto może utrzymać dotychczasowe funkcje, a kto jest nieautentyczny (wręcz dwulicowy) bądź tak obrósł w pióra, że potrzebuje kopniaka dla zdrowia psychiczno-duchowego. Konsultowanie się z kolegami sprzed lat będzie nieuniknione, czasem korzystne, lecz często może stwarzać ryzyko do nadużyć i wtedy kard. Krajewski powinien mieć odwagę tupnąć i sprzeciwić się – jak łobuziak, choć już z życiowym doświadczeniem w dobrej sprawie.
Najtrudniejsze wyzwanie kard. Krajewskiego to pociągnięcie misji powołanej przez kard. Rysia Niezależnej Historycznej Komisji do spraw Zbadania Nadużyć Seksualnych w Archidiecezji Łódzkiej. Nominacja kard. Rysia do Krakowa została ogłoszona niedługo po tym jego kroku w Łodzi, a zatem musiał wiedzieć, iż takie „jajo” zostawia następcy – jajo, z jakiego nie wiadomo, co wykluje się. Niestety, najmniej wierzę w przymiotnik ,,niezależna” – czy dotyczy to Kościoła, czy jakiejkolwiek innej przestrzeni instytucjonalnej, bardzo trudno zachować niezależność, jeśli zespół powołuje szef danego podmiotu. Nie życzę tego kard. Krajewskiemu, jednak może okazać się, iż wyjdą sprawy dotyczące osób, które zna sprzed lat, kiedy mieszkał i służył w Łodzi. Wtedy będzie potrzebna super determinacja dla niezależności.
I chociaż nie zabraknie osób, które będą chciały interesownie „przytulić się” teraz do nowego metropolity (zwłaszcza obsypując pochlebstwami), dobrze, by jak każdy ksiądz diecezjalny pozostał sam: co prawda mając znajomych i współpracowników, ale zarazem otwartą głowę, iż sprawy mogą wyglądać inaczej, jak ten czy ów będzie próbował malować.
Wyzwanie dla Metropolity Łódzkiego to także słuchanie głosów nie tylko nurtu postępowców w Kościele, lecz również osób bardziej przywiązanych do tradycji – aby nie stał się biskupem jednego stronnictwa. Podczas ingresu w archikatedrze w pierwszej ławce pojawił się niespodziewany na tej uroczystości kapłan (niezwiązany z Łodzi ani chyba z kard. Krajewskim): redemptorysta Tadeusz Rydzyk. Jak być biskupem tak wielu środowisk? Metropolita Łódzki będzie musiał bardzo umiejętnie rozdawać karty.
Rafał Osiński


Komentarze
Pokaż komentarze (1)