Jednak obłudne jest jednak akurat teraz podnoszenie larum. Przez dziesiątki lat panowało przyzwolenie na chlanie w ludowym wojsku polskim, co w latach dziewięćdziesiątych przeszło też do praktyki wojska już bez przymiotnika „ludowe”, lecz „polskiego” jak najbardziej. Im kto wyższy ma stopień, a dodatkowo jeszcze jakieś koneksje, tym na więcej może sobie pozwolić. Czy inaczej jest w cywilu?
Polacy chlali i nadal chlają, plasując się pod tym względem w niechlubnej czołówce wśród narodów europejskich, chociaż statystycznie w latach 2023-2024 spożycie na tzw. głowę mieszkańca nieznacznie spadło i wyniosło niespełna 9 litrów czystego alkoholu rocznie.
Nie ma usprawiedliwienia dla alkoholizujących się funkcjonariuszy, lecz równie słabe jest popisywanie się „mocną głową” podczas tzw. imprez integracyjnych organizowanych dla swoich pracowników przez rozmaite korporacje, kiedy szefowa może wreszcie nabrać śmiałości, aby spróbować dobrać się do rozporka nowego specjalisty w dziale, nie zważając, iż jest on w udanym stałym związku. Po wińsku wreszcie może… Ten „nowoczesny” wzorzec próbują naśladować również w sektorach ochrony zdrowia czy oświaty. Kiedy puszczą hamulce, psycholog chętnie podotyka koleżanki tam, gdzie wcale sobie nie życzą. Podobnie bywało także w praktyce niektórych redaktorów naczelnych w mediach; oni jednak nie potrzebowali nawet alkoholowego stymulatora, a mimo to dla części rodaków nadal są moralnymi autorytetami.
Zamiast uchwalania następnych procedur – przecież prawie wszystkich zatrudnionych od dawna obowiązują – trzeba zmienić myślenie, o co (plus przyzwoitość) najtrudniej.
Rafał Osiński
obraz: Michał Jarmoluk (Pixabay)



Komentarze
Pokaż komentarze (10)