Koniec konfliktu Michała Jarosa z Jackiem Sutrykiem
Na początek warto wiedzieć, że sympatii pomiędzy oboma panami nie ma. Sutryk uważa Jarosa za polityka, który niewiele może, a Jaros Sutryka za pewnego kandydata na kryminalistę. - Nie będę sobie z nim robił zdjęć – mówił Jaros współpracownikom.Miłości więc w tej relacji nie uświadczymy, jest za to pragmatyzm. A ten podpowiedział, że na konflikcie nikt nie zyska, za to współpraca może przynieść wzajemne korzyści. Popatrzmy na chłodno: do końca kadencji Sutryka zostały trzy lata i nie ma realnej szansy (próby referendalne zakończyły się klapą), żeby skrócić prezydenckie rządy. Jaros o tym wie i dlatego uznał, że lepiej współpracować, zamiast walczyć wiedząc, że nic ta walka nie da. W efekcie Sutryk w spokoju dokończy kadencje, a Jaros przygotuje się do przejęcia jako prezydent miasta.
Ale zanim będzie miło, to poleje się krew. Jaros stawia bowiem twarde warunki współpracy. - Warunkiem wyjściowym jest pozbycie się wiceprezydent Renaty Granowskiej, słyszymy. - To nie podlega negocjacjom.
Granowska to była partyjna koleżanka Jarosa, wyrzucona z Platformy Obywatelskiej za… podpisanie umowy koalicyjnej z Sutrykiem bez wiedzy partii (na tym dokumencie podpisał się również Bogdan Zdrojewski…). Niedawno Centralne Biura Antykorupcyjne weszło do biura powiązanych z jej mężem, sprawdzało też dokumenty urzędu. Chodzi o aferę śmieciową. - Z nią nie będziemy współpracować, padają ostre deklaracje.
Co z Renatą Granowską?
Sytuacja będzie ciekawa, bo sam Sutryk umierać za swoją zastępczynię nie będzie. Ostatnio publicznie ją rugał ws kobiecej piłki nożnej, a wcześniej mówił współpracownikom, że się na Granowskiej ogólnie zawodzi. W przypadku porozumienia z Jarosem pani Renata traci swój największy atut: wpływ na radę miejską. Teraz zarządza szóstką radnych, ale w przypadku porozumienia będzie mogła liczyć na jedną szablę, czyli Agnieszkę Rybczak, której mąż też miał niedawno wizytę CBA w sprawie śmieci. Reszta radnych – jeśli nadal chcą być w samorządzie – potulnie przejdzie na stronę Jarosa.
Ważą się też losy Michała Młyńczaka, drugiego z wiceprezydentów z KO. Tu jednak samorządowiec może liczyć na poważne wsparcie w postaci Grzegorza Schetyny, którego jest człowiekiem. Sam Schetyna ma dużo do powiedzenia, mimo że kolejny już raz wiele osób politycznie go uśmiercało. Schetyna zostanie głównym kadrowym w obozie Jarosa, ponieważ się na tym zna, a Jaros nigdy nie potrafił zadbać o swoich ludzi. Słyszymy o żądaniu stanowiska prezesa piłkarskiego Śląska Wrocław dla kogoś z ludzi obecnego senatora. Dodatkowo, sam Schetyna wymieniany jest jako przyszły prezydent miasta.
Grzegorz Schetyna przyszłym prezydenta Wrocławia?
Tak czy owak szykują się zmiany na stanowisku wiceprezydent(ów). Kto obsadzi wakaty? Przede wszystkim słychać o Igorze Wójciku, Edycie Skule, Mateuszu Żaku, Sebastianie Lorencu i Jarosławie Perducie. Wójcik podobno aż przebiera nogami żeby zostać wiceprezydentem. Jego minus jest taki, że raz już przebierał – kiedy miał zostać przewodniczącym rady miejskiej i zakończyło się to kompromitacją. Edyta Skuła to radna i adwokat (podobnie jak Młyńczak) i na tym listę plusów można zamknąć. Żak to radny z Psiego Pola, który marzy o Sejmie do którego pewnie trafi w przyszłym roku i wtedy znowu będzie trzeba szukać następcy. Perduta zaś to doświadczony urzędnik zajmujący się kulturą i sportem, w których to obszarach radzi sobie nieźle, choć jest skonfliktowany z Renatą Granowską. - Pytanie, czy sięgnąć po polityka, czy po sprawdzonego urzędnika – słyszymy. - No i pamiętajmy, że trwa dyskusja w KO, czy brać te obszary, którego mogą okazać się minami, czyli obejmujące śmieci czy szerokorozumiane budownictwo.
Pierwsze decyzje mogą zapaśc w połowie kwietnia.
Marcin Torz
Fot: Jacek Sutryk i Michał jaros w czasie misji gospodarczej na Tajwanie / X.com




Komentarze
Pokaż komentarze (4)