Sypnęło protestami. Na koniec wakacji odbyła się manifestacja rodziców i dziadków w Gdyni, później kolejny marsz w Warszawie, a na wtorek 28 października zaplanowano w Toruniu pokojowy protest „Stop alienacji rodzicielskiej i pomówieniom”, który od godzin rannych do południa przewidziano na ul. Chocimskiej 16 (wraz z przemarszem ulicami miasta). Organizatorzy wystosowali petycję do ministra sprawiedliwości, sądu rejonowego oraz pełnomocników, w której domagają się zaprzestania przyjmowania przez sądy pomówień jako faktów, skonkretyzowania działań sądów przeciw uleganiu manipulacjom prowadzącym do izolowania dzieci od rodziców oraz większej odpowiedzialności pełnomocników, spośród których cześć celowo eskaluje konflikty między stronami. To przerażające, iż w Polsce trzeba domagać się postulować o normalność!
Natomiast kilka dni przed toruńskim protestem odbyła się w sejmie konferencja - trochę inna niż te „salonowców” – pod hasłem „Dobro dziecka w okresie rozpadu rodziny”. Owszem, mimo rozpadu rodziny można zadbać o w miarę optymalne warunki dla dzieci. Inicjatorem konferencji w sejmowym budynku był poseł Marcin Józefaciuk. Zabrakło tam jednak profesorów pedagogiki, psychologii i socjologii, którym podobno tak bardzo zależy na „dobru dzieci”. Pojawić się tam nie było „wygodnie”, bo temat śliski i „niesalonowy”? Zresztą parlamentarzyści też spotkanie zlekceważyli; w sali było dostępnych 100 miejsc, a sporo krzeseł pozostało pustych. Zdecydowaną większość obecnych stanowili przedstawiciele środowisk rodziców i dziadków doświadczających przemocy w formie alienacji rodzicielskiej. Tymczasem posłowie i senatorowie pieją często o „dobru dziecka”, którym grają, ponieważ pojęciem, które jest niezdefiniowane, łatwo można grać.
Nawet minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, który otwarcie deklaruje dążenie do zatrzymania alienacji rodzicielskiej, nie uznaje za potrzebne definiowania pojęcia „dobra dziecka”, aby nadal sędziowie mogli oceniać, co będzie tym „dobrem” zależnie od sytuacji. Tyle że to mamy teraz i swawola trwa. A konsekwencje skrajnej uznaniowości spadają na słabszych rodziców i dzieci. W przypadku nawet skrajnie błędnych decyzji sędziów, które uda się później udowodnić, w praktyce dzięki immunitetowi zawodowemu pociągnięcie ich do odpowiedzialności staje się niemożliwe. Jednak tuż za zachodnią granicą w Niemczech nie ma takiego immunitetu oraz istnieje przestępstwo „nadużycia prawa przez sędziego”, jeśli wydane orzeczenie doprowadzi do wyrządzenia szkody.
Poseł Marcin Józefaciuk – chociaż należy do największego klubu parlamentarnego czyli Koalicji Obywatelskiej i zaczął być widoczny w mediach z tematem przeciwdziałania alienacji rodzicielskiej, nie ma przełożenia nawet na koleżanki i kolegów klubowych. Bo mówi o zjawisku, jakie podobno nie istnieje, choć są jego ofiary. Owszem, w wielu państwach zjawisko alienacji rzeczywiście nie istnieje, ponieważ tam sądy szybko radzą sobie z jego początkami – rodzic jest karany, kiedy zaczyna gierki dzieckiem. W Polsce znaczna część sędziów rodzinnych co najmniej jest bierna wobec takich symptomów, a nawet sprzyja. Dla niektórych sędziów uzasadnionym jest odmowa przez dziecko kontaktów z rodzicem, gdyż dwa lata temu nie pozwolił nadmiernie korzystać na wakacjach z telefonu. A zwykłe drobne nieporozumienia są wyolbrzymiane do rangi traum dziecięcych. Kto miał okazję rozmawiać z dziećmi po doświadczeniach traumatycznych wie, iż mówią zupełnie inaczej niż dzieci, będące ofiarami manipulacji dominujących matek albo ojców. Widocznie sędziowie rodzinni w znacznej części nie mają potrzebnej wiedzy i doświadczeń. Ale decydują o losach ludzi i dają wodzić się za nos prawdziwie przemocowym zaburzonym rodzicom, którzy chcą odciąć dzieci od drugiego rodzica.
Więcej o alienacji rodzicielskiej (omówienia zjawiska, wywiady oraz komentarze) na You Tube (linki do dwóch kanałów tutaj poniżej i w pierwszym komentarzu pod tekstem)
„Wnikliwy Kanał”: https://www.youtube.com/watch?v=yIUPRgdSNq8
„Psychospołecznym Okiem”: https://www.youtube.com/watch?v=276tEnxkLIE
Tylko głośnie ujawnianie patologii w życiu publicznym może powoli, lecz wreszcie zacznie zmieniać klimat społeczny wobec zjawiska izolowania dzieci od rodziców pod fałszywymi pretekstami - ale w majestacie prawa. Niestety, żadna korporacja zawodowa - w tym zwłaszcza ani prawników ani psychologów czy terapeutów - nie ma interesu, aby to zmienić. Bo załamie się koniunktura na rynku. Na szczęście zdarzają się w tych środowiskach także uczciwi ludzie, którzy dobro dziecka potrafią postawić na pierwszym miejscu. Dobro dziecka w kontekście warunków prawnych to nic innego jak troska o prawidłowy rozwój fizyczny, psychiczny i duchowy w kontakcie z najbliższymi (o ile krewny nie został skazany za udowodnione konkretne przestępstwo). Owszem, uczciwi pracownicy wymiaru sprawiedliwości oraz sektorów pomocowych też chcą pracować i zarabiać, lecz bez wspierania patologii dla eskalacji własnych zysków. Warto również takich zauważać i wspierać. Inaczej nic nie zmieni się przez następnych wiele lat. Mimo protestów i obiecanek.
Rafał Osiński





Komentarze
Pokaż komentarze (1)