| W WARSZAWIE WYBORY PREZYDENTA BYŁY SFAŁSZOWANE. DOWÓD | ![]() |
![]() |
| Wpisał: Aneta Goska | |
| 05.12.2010. | |
|
W Warszawie wybory Prezydenta były sfałszowane. DOWÓD
od: Aneta Goska
[uwagi proszę do mnie; proszę też o zawiadomienie p. Bieleckiego i Klubu PiS; ja tego nie potrafię, choć spróbuję.... md]
Mini analiza występowania głosów nieważnych w obwodach w funkcji poparcia danego kandydata, przy wyborze Prezydenta W-wy.
Na wykresie ilustruję następujący związek: - ilość głosów oddanych na danego kandydata w funkcji ilości głosów ważnych oddanych w danym obwodzie. Występowanie stosunku głosów ważnych/nieważnych powinno być w miarę przypadkowe, wiec punkty na takim wykresie powinny być rozmieszczone "płasko". Trudno sobie wyobrazić, jakikolwiek społeczny mechanizm, który tłumaczyłby, dlaczego w obwodach, w których jest stosunkowo dużo głosów nieważnych, względnie większym niż średnie poparciem cieszyła się p.Gronkiewicz; i odwrotnie obwody, w których bardziej niż średnio popierany był p. Bielecki miały by więcej głosów nieważnych. Do analizy przyjęłam wszystkie obwody powszechne, w których wybierany był Prezydent W-wy, wyniki ściągnęłam ze stron PKW. PKW nie udostępnia w jednej tabeli wyników dla obwodów i odsetka głosów ważnych, przygotowałam zestawienie. Wykresy przygotowałam dla 4 pierwszych kandydatów, dodałam linie trendów (aproksymacja liniowa) - parametry fitowanej linii podane są w tabelkach pod wykresami Wykres dla Bielecki Waltz Wykres dla Olejniczak-Mikke Wyniki są ciekawe... Szczególnie w przypadku Bieleckiego i Waltz istnieje jakiś "mechanizm"/tendencja porządkująca pojawianie się głosów nieważnych, z jakiegoś powodu w obwodach, w których Waltz dostawała stosunkowo dużo głosów, jednocześnie odsetek głosów ważnych był wysoki, odwrotnie było dla Bieleckiego. W dużo mniejszym stopniu ten mechanizm unieważniania głosów występuje dla Olejniczaka i Mikke, nawet jeżeli uwzględni się, że kandydaci ci dostali mniej głosów i znormalizuje się współczynniki kierunkowe (przez średnią ilość głosów). |
Wspomniana wcześniej dynamika zmian społecznych oraz opisywane tutaj stopniowe przełamywanie monopolu mediów znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach wyborów. Przyjrzyjmy się na spokojnie liczbom bezwzględnym, by zrozumieć jak wielu Polaków wewnętrznie przełamało już propagandowy ucisk systemu oraz dostrzec, że – wbrew propagandzie – jest to proces wzrostu, a czas działa na naszą korzyść.
Liczba głosów na partie i kandydatów na prezydenta w milionach
wybory parlamentarne 2005: frekwencja – 40%; PiS – 3,2; PO – 2,8
wybory prezydenckie 2005, I tura: frekwencja 50%; Lech Kaczyński – 4,9; Donald Tusk – 5,4
wybory prezydenckie 2005, II tura: frekwencja 51%; Lech Kaczyński – 8,3; Donald Tusk – 7,0
wybory parlamentarne 2007: frekwencja – 54%; PiS – 5,2; PO – 6,7
wybory prezydenckie 2010, I tura: frekwencja 55%; Jarosław Kaczyński – 6,1; Bronisław Komorowski – 7,0
Zasadnicza część tego przyrostu- od 3,2 mln zwolenników PiS w 2005 do 6,1 mln głosów oddanych na Jarosława Kaczyńskiego w 2010 -
to przyrost nie w grupie aktywnych, a w tej wielomilionowej szarej masie nieaktywnych, o których w gruncie rzeczy wiemy niewiele. Jest to wynik bardzo znaczący wobec faktu, że PiS jest partią antysystemową, z którą walczą wszyscy.
Jako pierwsi nowy przekaz polityczny przyjmują osoby najbardziej intelektualnie odważne i otwarte. Proces zmian nie objął jeszcze tzw. lemingów, które najlepiej czują się w stadzie. Gdy to nastąpi, proces ten może przyjąć charakter lawinowy. Chcielibyśmy oczywiście, by to nastąpiło jak najszybciej. Jest to szczególnie ważne w warunkach ewidentnej dekoniunktury w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego. Geopolityczne wakacje się skończyły.
( )





Komentarze
Pokaż komentarze (4)