Co jakiś czas docierają mnie słuchy o tragediach finansowych rodzinnych domów dziecka, o dzieciach z domów dziecka które same zgłaszają się do gazet prosząc o to by je ktoś adoptował (!) i tym podobnych historach.
W moim rodzinnym mieście moje kumpele opiekują się lokalnym schroniskiem dla zwierząt. Czasem im pomagam i spaceruję z nimi z psami ze schroniska po okolicznym lesie.
Podobnie jest z dziećmi w domach dziecka. Ile jeszcze tych dzieci kisi się w takich placówkach? Aż 20- 25 tysięcy, i liczba ta nie spada, mimo że nawet Rumunia zbiła liczbę dzieci w takich placówkach aż o 25 %. Wielu z nich pewno wiele by dało nawet za rodziców-gejów, matki-dwie lesbijki, bo nie mają nikogo. Cały cynizm konserwatystów- domy dziecka są pełne niechcianych dzieci, ba, jest ich pełna Azja i Afryka, ale nie damy ich lesbijkom do wychowywania, bo one są "nieobyczajne".
Wyobraźmy sobie sytuację w której państwo dopłaca bogatym ludziom do klonowania ich zmarłych kotków i piesków, dopłaca aby te narodziły się na nowo bo tak chcą ich właściciele, podczas gdy schroniska są pełne niechcianych, odrzuconych zwierząt.
Tak, dopłacajmy do metod in-vitro. Zamiast lepiej zadbać o to co już mamy, lepiej poprodukować nieco więcej dzieci nawet jeśli zapładniać trzeba będzie na siłę, wbrew naturze. Wszak to jest przyrost naturalny.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)