Wraz z filmem „Pokłosie” Pasikowskiego, wrócił temat „Jedwabnego” i polskiej odpowiedzialności za Holokaust. Tło znane jest wszystkim czytelnikom. Gross, ogarnięty nienawiścią do Polaków jako grupy etnicznej, ( co wypełnia znamiona rasizmu) od wielu lat usiłuje w oczach świata i samych Polaków uczynić nas współwinnymi Holokaustu okresu drugiej wojny światowej. Próba, przyznajmy, przy współpracy wielu środowisk, łącznie z żydowskimi, w dużej mierze udana.
Już sam pomysł obwiniania o Holokaust grupy etnicznej, poddawanej w tym samym czasie fizycznej likwidacji, jest głupi, lub wręcz szalony. Jak jednak widać szaleństwo, czy głupota przegrywają z dziejową koniecznością. A ta wskazuje kierunek wyraźnie. W polskich obozach naziści masowo mordowali Żydów, do czego aktywnie przyczyniali polscy mieszkańcy.
Zawsze kiedy po raz kolejny, odnawia się dyskusja o naszej narodowej winie w mordowaniu Żydów, przychodzi mi na myśl Psar, bohater „Montażu” Volkoffa i jego Białe Księgi. W jednej z nich tyle samo miejsca poświęcono łamaniu praw człowieka w Sowietach co w USA.
Ten oryginalny sposób przedstawiania prawdy o wydarzeniach podczas drugiej wojny światowej przyświeca Grossowi.. A może jest jeszcze gorzej? Może w ogóle nie wspomina się o łamaniu praw człowieka w ZSRR? Bo i po co?
Polska 1941 roku była mentalnie tak ukształtowana, jak reszta ówczesnego świata. W USA i Europie święciła triumfy eugenika. Od lewicy po prawicę wydawało się, że kształtowanie nowego lepszego człowieka jest możliwe. Różnie tylko rozumiane, różne grupy społeczne skazywało na zagładę. Rasizm był normą tego świata, a nie wyjątkiem. W USA jednym z powodów sterylizacji było pochodzenie etniczne. W Sowietach mordowano zarówno całe grupy społeczne jak i narody.
Świat przesiąknięty był chorymi ideami i krwią ich ofiar. A ich propagatorzy nie wywodzili się z zabitych deskami wsi, ale z czołowych światowych uniwersytetów. Z mordowania zaś czynili nowoczesny przemysł.
Na tym tle naukowo podpartych systemów eliminacji niepotrzebnych ludzi, chcemy opisać prawdziwą historię, ale jednak lokalną w swym wymiarze. Jak to zrobić? Czy istnieje dobry sposób, by oddać hołd pomordowanym, potępić morderców, a równocześnie pokazać proporcje? No bo jak sprawiedliwie rozdzielić winę pomiędzy z jednej strony przemysłem mordu w którym udział brały przez lata, dziesiątki tysięcy instytucji i konkretnych osób wypełniających swoje obowiązki jak zwykłą pracę, a ogarniętymi szałem kilkudziesięcioma osobami, przypomnijmy, w wojennym czasie i pod okupacją?
Ile miejsca poświęcić Niemcom, Francuzom,Węgrom,Słowakom,Bułgarom,Rumunom? Czyli narodom biorącym czynny udział w przemyśle Holokaust.
Czy sprawiedliwie będzie, jeśli jednego zamordowanego przez Polaka, Żyda zrównoważymy jednym uratowanym? Ile w rozliczeniu ważą śmierci pomordowanych przez Niemców Polaków? Pomordowanych za pomoc Żydom właśnie? Czy w ogóle sam fakt mordowania Polaków przez Niemców za to że są Polakami, zdejmuje z nas choćby część odium przypisanego nam przez Grossa?
Bardzo jestem ciekaw filmu. Czy cokolwiek z tego co napisałem, znalazło się w filmie?
Czy Pasikowski poszedł na łatwiznę i nakręcił typową wiejską rozpierduchę, tylko z dużo bardziej tragicznym finałem? A całą złożoność ówczesnego świata sprowadził do wódki i skutków nadmiernego jej spożywania?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)