1500 – dziękuję za Pana komentarz, zwłaszcza za przełamanie niechęci – rozumiem, ze wpływ na to przełamanie miała potrzeba wyrażenia Pana niezgody z kilkoma moimi tezami, zwłaszcza z porównaniem przeze mnie braci Kaczyńskich z Niesiołowskim.
Mogłabym skwitować to krótko: każdy dostrzega i zwraca uwagę na co innego.
Ale spróbuję powiedzieć więcej.
Ludzie kierują się w swoich ocenach sympatiami politycznymi – czego i Pan się nie ustrzegł, dokonując swoistego zaprzeczenia swoim własnym słowom. Zwrócił Pan bowiem uwagę na fakt, że prymitywne kpiny z nazwisk, tuszy, kotów itp. nie przystoją ludziom kulturalnym – a sam złośliwie podkreśla i przeciwstawia salową i kowala, rodziców Tuska, inteligenckim zawodom rodziców braci Kaczyńskich.
Muszę wytykając Panu ten nieczysty chwyt, będący w istocie demagogią, zwrócić uwagę na pewną ciągłość postaw, zaczętą przez rodziców ( których ponoć nie należy „wyciągać” w charakterze argumentów używanych ani „za” ani „przeciw” – a co zapoczątkowali bracia Kaczyńscy mówiąc o domach i rodzinach swoich przeciwników politycznych) – a kontynuowaną przez synów. Otóż rodzicom Kaczyńskich stalinowska władza zafundowała studia, przy czym ojcu Kaczyńskich coś, co studiami trudno raczej nazwać – należy raczej mówić o przyspieszonym szkoleniu zakończonym uzyskaniem dyplomu ukończenia studiów, zafundowano im nadzwyczajne jak na powojenną Warszawę warunki życia, pracę, pewną przyszłość dla ich dzieci, łącznie z karierą ”naukową” na komunistycznych kierunkach studiów tworzonych wyłącznie w celu zabezpieczania sobie przez komunę posłusznych i zindoktrynowanych kadr. Biorąc pod uwagę, że rodzina Kaczyńskich od dawna była mocno związana ze służbą Rosji , że członkowie rodziny pełnili wysokie stanowiska w systemie zaborców – przyjęcie przez rodziców braci Kaczyńskich oferty nowej władzy o rodowodzie wschodnim – nie dziwi. Dla ludzi wychowanych w tradycjach serwilistycznych, uznających konieczność dziejową jaką była podległość Polski – było to niewątpliwie całkowicie naturalne. Faktem jest, że rodzice braci Kaczyńskich ofertę stalinowców przyjęli i korzyści z niej czerpali, stając się członkami NOWEJ ELITY, jaką tworzył na swoje potrzeby narzucony Polsce system.
Rodzicom Tuska albo takiej oferty nie złożono, albo z niej nie skorzystali.
Dlatego koniunkturalizm był tym co zadecydowało o wyniku, gdy przed drugą turą wyborów prezydenckich Andrzej Lepper, w dwóch niemal identycznych listach, oferujących poparcie i głosy swojego elektoratu, zwrócił się do obu kandydatów – syn „salowej i kowala” bez wahania ofertę odrzucił, a synowie „inteligentów” z nadania władzy, ofertę przyjęli, dokonując haniebnego zakupu stołka prezydenckiego za cenę koalicji i stołka wicepremiera dla oferenta.
Skutki, na szczęście, okazały się takie, jakie się okazały.
Wytoczona przez braci Kaczyńskich , również jak za komuny, wojna przeciw środowiskom inteligenckim jest dowodem ich świadomości, że do tych środowisk nigdy nie należeli, że mają kompleksy i jak wszyscy mali ludzie ( bynajmniej nie mam na uwadze wzrostu) usiłują jeśli nie mogą uzyskać naturalnego szacunku – uzyskać poważanie metodą zastraszania, przymusu, szantażów teczkowych, nielegalnych działań prokuratury i podległych im tajnych policji.
Polska inteligencja, generalnie, temu naciskowi nie uległa. Choć jak i za czasów rewolucji październikowej znalazła się wśród niej część koniunkturalistów, ludzi ulegających sile władzy, poddających się urokowi prymitywnego dzierżymordstwa wspieranego wulgarną retoryką, takimż językiem, kłamliwą propagandą, wrzaskiem gomułkowskim i pozostałymi atrybutami, w których kluczową rolę odgrywała pogarda dla „ciemnego luda”, który wszak kupuje to co mu się kupić każe. Serwilizm części inteligencji podczas rewolucji francuskiej – dziś budzi takie samo zażenowane zdziwienie, jak serwilizm inteligencji wobec władzy Lenina i Stalina.
Upadek rządu Kaczyńskiego – to prosta konsekwencja użycia przez niego kłamstwa jako głównego narzędzia w polityce i wsparcie się nie na narodzie, a na serwilizmie. Nie szukanie sojuszników w inteligencji, w światłej części społeczeństwa, a wbrew niej żerowanie na prymitywnych instynktach i głupocie. Prosty mechanizm wszystkich rewolucji. Ale mechanizm zdewaluowany i nieskuteczny we współczesnym świecie. Upadek rządu Kaczyńskiego – to prosty dowód jego antyinteligenckości – wystarczy przejrzeć listę ludzi jakimi się otoczył i jacy dostarczali nam nieustannie kompromitujących dowodów na swój prymitywizm, brak patriotyzmu, wulgarną pogoń za stołkami i kasą.
Inteligenckość – To z pewnością nie czysto formalny dokument poświadczający ukończenie studiów, ani tytuł „naukowy” przyznany w dość specyficznych okolicznościach i równie specyficznej dziedzinie. To nie kwestia czystego zaśpiewania hymnu własnego państwa – a nieznajomość SŁÓW tego najważniejszego dla Polaka tekstu. To nie przypadkowe błędy językowe a brak patriotyzmu odzwierciedlający się w pogardzie dla rodzimego języka, którego nie chciało się nauczyć dostatecznie dobrze i dlatego człowiek stojący na czele Rzeczypospolitej Polskiej, nie umie nazwy swojego państwa prawidłowo odmieniać, państwa którym kieruje, i jako kierujący tym państwem narzuca naukę o symbolach tego państwa i szacunek dla tych symboli, egzekwowany także przez stanowione prawo.
Jest różnica między Niesiołowskim a braćmi Kaczyńskimi. Nie tylko w niekwestionowanej inteligenckości Niesiołowskiego, która stawia braci Kaczyńskich na antypodach, także ze względu na przeszłość osobistą, opozycyjną, na bilans zasług i poniesione koszty dla wolnej Ojczyzny.
Inteligenckość – to etos, trudny do zdefiniowania, ale łatwy do odczytania, do oceny.
To coś co kazało polskiej inteligencji w 1863 roku zrywać się do ku wolności, podczas gdy przodek Kaczyńskich uzyskiwał w tym czasie medale i stopień pułkownika za wierną, oficerską służbę w carskim wojsku .
Inteligenckość – to czarny strój polskich kobiet, które nie zajmowały się osobiście handlem nieruchomościami dla zysku, pozostawiając tę dziedzinę głównie żydowskim pośrednikom, a czym nie pogardzała przodkini braci Kaczyńskich.
Inteligenckość – to tradycja, przenoszona w sposób tak naturalny jak oddychanie - miłość do własnego języka, kultury, obyczaju, historii – pielęgnowane i nakłaniające do postaw czasem straceńczych z całą świadomością przyjętego balastu polskości, nie pozwalające na wybór koniunkturalny, gwarantujący lepszy byt materialny.
Szanowny Panie, spłyca Pan temat do próby udowodnienia na przykładach wziętych z „bieżączki” wydarzeń czegoś, czego udowodnić Pan nie potrafi. Proponuje Pan argumentację na poziomie dyskusji w Salonie 24 toczonej przez kiepskiej jakości dyskutantów, którą doskonale charakteryzują wykłady świętej pamięci Jana Tadeusza Stanisławskiego – profesora mniemanologii stosowanej „O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkanocnymi”.
Czystą mniemanoligią jest prezentacja Pana ocen, przypisywanie złej woli ludziom upominającym się o prawdę, dawanie wyrazu pogardy dla równości wobec prawa wszystkich obywateli, świadome pomniejszanie i nieuprawnione przypisywanie złych cech oponentom braci Kaczyńskich.
Ma Pan oczywiście do tego prawo – są Panu z nieznanych mi powodów bliscy, budzą w Panu pozytywne emocje – ale proszę wybaczyć – więcej w tym „chciejstwa” niż konkretów, więcej sympatii i antypatii niż uzasadnionych rzeczywistością faktów.
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (48)