Jednym niedopowiedzianym, zawieszonym w powietrzu znakiem zapytania, wyrazem twarzy pomiędzy zażenowaniem a wątpliwością i zgorszeniem – jednym niedokończonym pytaniem drobnej, niepozornej kobiety przekłuty został rozdęty balon samozadowolenia.
Cały program poszedł się „bujać”
Wszyscy jego uczestnicy udający coś, prezentujący coś, grający jakieś nieswoje role, wypełniający jakieś zadanie i starannie pod natłokiem słów skrywający istotę i sens swojego publicznego występu – wyszli po prostu na ....
Oceniając po kolei – Jan Pospieszalski, z pomysłem na promowanie „trzeciej strony płota”, która jakoś dziwnie korzenie zapuszcza po zdecydowanie jednej z dwu znanych nam stron rzeczonego płota – wypadł trochę jak skrzyżowanie Kuby Wojewódzkiego z Joanną Ja Tu Zadaję Pytania Lichocką i Elżbietą Jaworowicz, która przynajmniej pokazuje starannie wystudiowane ułożenie ładnych nóg. Pan Jan zamiast nóg prezentował buńczuczną energię, prężył muskuły i głos, panicznie dbając o czas...czas... czas, z którego sam ograbił i siebie i uczestników „Warto rozmawiać” jakimś ni w pięć ni w dziewięć filmikiem, który zapewne jego zdaniem, miał działać na odbiorcę podprogowo, pokazując, jak to obecnie w tej naszej Polsce jest źle i zderzając to „źle” z pełnym nadziei „Polska XXI”
Grzeczne i kulturalnie zadawane pytania młodych blogerów Salonu 24, więcej zawierały atencji do szanownych rozmówców niż prezentowały stanowisko młodych ludzi do polityki i polityków w szczególności. Ich obecność w programie miała zapewne wykazać reakcję i stosunek młodego pokolenia Polaków do propozycji, jakie właśnie do nich ponoć kieruje portal „Polska XXI” ze świeżo dostrzegającymi istnienie młodych ludzi i ich znaczenie w polityce – twórcami tego portalu. Świeżo, czyli po wielu latach czynnego uprawiania polityki, dopiero teraz zdającymi sobie sprawę ze znaczenia narzędzia jakim posługuje się młode pokolenie Polski – czyli Internetu.
Uświadomienie to wszakże nie przekłada się w najmniejszym stopniu na zrozumienie czym jest Internet dla pokolenia wyrosłego z klawiaturą pod palcami i monitorem przed sobą. Uświadomienie owo ogranicza się do postrzegania wyłącznie tej zewnętrzności, owej klawiatury i monitora – bez możliwości przeniknięcia głębiej. W świat pozornie tylko wirtualny i bez związku z rzeczywistością. O kształtowaniu tej rzeczywistości poprzez Internet – starsi panowie zdają się wiedzieć tyle, że wydaje im się ona podobna do wynajętej sali kinowej czy teatralnej na kolejne spotkanie przedwyborcze, gdzie komunikacja między sceną, na której są usadzeni a widownią ogranicza się do podawanych kartek z pytaniami, lub w najlepszym przypadku do wysłuchania pytania z podsuniętego i natychmiast zabranego mikrofonu – co w żargonie politycznym zwykło się nazywać ożywioną, albo wręcz burzliwą ( decyduje ilość braw po udzieleniu odpowiedzi) – dyskusją.
Coś jednak bohaterowie programu, politycy zaprzeczający własnej polityczności, czuli, że jest nie tak. Coś w ich słowach, uśmiechach, ułożeniu ciała w pozach sztucznego luzu i nadmiernym wychyleniu się w gotowości do wysłuchania pytań – było nieprawdziwego, sztucznego. Powtarzali to co można przeczytać na portalu, a raczej w gazecie internetowej, jaką jest „Polska XXI”, zapewniali o tym co już zostało powiedziane, nadrabiali miną wtrącając jakby mimochodem słówka z języka inernautów i...byli tym samym czym byli zawsze. Czym są polscy politycy w znakomitej swojej większości. Ludźmi skupionymi na sobie. Na swoich pomysłach, roli, znaczeniu, swoim pojmowaniu świata, Polski i polityki. Bez związku ze słuchaczami, widzami, społeczeństwem.
Byli dającymi posłuch i udzielającymi odpowiedzi. Ex cathedra.
Pojęcie interaktywnego kontaktu z odbiorcą idei, pomysłów, propozycji dyskusji, zawierające w sobie potrzebę sporu bezpośredniego, zwarcia, rozmowy, zejścia z piedestału własnych dokonań w przeszłości, rezygnacji z poczucia wyjątkowej pozycji w hierarchii społecznej, zarzucenia roli uprzywilejowanych wybrańców – słowem zaprzestania bycia politykiem w dotychczasowym rozumieniu tego znaczenia, rozumieniu jakie sobie sami politycy nadali – okazało się niemożliwe. I nawet nieco przerażające - sądząc po reakcji na kilka słów jednej drobnej i niepozornej kobiety. Słów, które więcej mówią o tym czym jest i czym będzie uprawianie polityki, jakie są i będą stawiane przed politykami wymagania i jakie muszą spełniać warunki by w polityce zaistnieć.
Bez nich najwartościowsze nawet idee, mielone na miałki pył – rozwieje po każdym programie następujący po nim zwyczajny blok reklamowy.
Panowie – czas zejść ze sceny, czas zacząć zaglądać „pod kreskę” i tam znaczyć swoją obecność!
Że trudne? A kto powiedział, że zawsze macie mieć łatwo?


Komentarze
Pokaż komentarze (26)