Renata Rudecka-Kalinowska Renata Rudecka-Kalinowska
116
BLOG

Faites vos jeux

Renata Rudecka-Kalinowska Renata Rudecka-Kalinowska Polityka Obserwuj notkę 158

W grze najwyższa stawka – urząd Prezydenta RP.

Dostęp do wiedzy, władzy, „ustawienia” siebie, bliskich znajomych i swojej rodziny na wiele pokoleń.

Możliwość potraktowania instytucji państwa bez zobowiązań wobec państwa poza typowymi obowiązkami o charakterze reprezentacyjnym.

Lub możliwość rezygnacji z osobistych korzyści na rzecz troski o rację stanu Polski – czyli zapisania się w historii jako mąż stanu.

 

Nie mieliśmy szczęścia do naszych wybieralnych prezydentów po 1989 roku.

Wszyscy oni wywodzą się z Magdalenki. Wszyscy bowiem brali udział we wzajemnym dogadywaniu się i tak się złożyło, że żaden „niemagdalenkowiec” w Pałacu Prezydenckim nie zasiadł.

 

Wszyscy nasi dotychczasowi prezydenci w ocenie społecznej nie wypadają najlepiej.

 

Lech Wałęsa – zniszczony zawistnym opluwaniem go przez obóz braci Kaczyńskich a także własną próżnością, wzbudzający najbardziej skrajne emocje - był jedynym prezydentem, którego nie można przypisać do żadnej partii, jedynym, o którym można powiedzieć, że był prezydentem wszystkich Polaków.

 

Aleksander Kwaśniewski – dwukrotny wybór na urząd zawdzięczający brakowi konkurencji i umiejętności swoistego wyciszenia społecznych emocji, był niewątpliwie prezydentem środowisk lewicowych, chociaż umiejętnie starał się pozyskać przychylność elektoratu, który w następnych wyborach przerzucił swoją sympatię i swoje głosy na następnego prezydenta, którym był:

 

Lech Aleksander Kaczyński. - Najgorszy z dotychczasowych prezydentów. Łączący w sobie wszystkie negatywne cechy poprzedników – (a nawet ich imiona!). Wybrany po udanym handlu Jarosława Kaczyńskiego z Andrzejem Lepperem, uzyskał wsparcie jego elektoratu w zamian za późniejsze wysokie stanowisko Leppera w nepotycznym rządzie prezydenckiego brata. Słaby. Nieudolny, Konfliktujący społeczeństwo. Prezydent jednej partii – czyli PiS a i to mający nawet w niej bardzo słabe poparcie.

 

W zbliżających się wyborach możemy spodziewać się, że poza Aleksandrem Kwaśniewskim nazwiska obu pozostałych prezydentów pojawią się na liście kandydatów.

Szanse obu są podobne, czyli żadne. Lech Kaczyński ma wprawdzie możliwość powiększenia swojego elektoratu, jeśli lewica nie wystawi dostatecznie mocnego kandydata i w II turze dojdzie do podobnego, jak w poprzednich wyborach handelku, (przypominającego obecną sytuację z wyborem rad nadzorczych w mediach przez koalicję PiS – SLD w KRRiT) – stołki w zamian za poparcie.

Jednakże jest mało prawdopodobne by wystarczyło to do zwycięstwa. Zwłaszcza, ze lewica zapewne wystawi takiego kandydata, który Lecha Kaczyńskiego może zdystansować w wejściu do II tury. Wówczas może dojść do zabawnej sytuacji, gdy elektorat PiS poprze na przykład Włodzimierza Cimoszewicza, „żeby tylko nie ten Tusk”.

 

Popularność premiera Tuska nie maleje. Wahania wyników sondażowych mieszczą się w granicach błędu statystycznego i są niezmiennie na bardzo wysokim, nieosiągalnym dla innych poziomie.

Z pozostałych potencjalnych kandydatów rozpaczliwe próby reanimowania Macieja Płażyńskiego, popieranego przez Polska XXI, jako męża opatrznościowego prawicy, który „przetnie i PiS i PO”, jak mówi dr Adam Wielomski – są jedynie dowodem rozpaczliwej nadziei i czepiania się przysłowiowej brzytwy. Być może w PiS znajdą się racjonaliści, którzy uznają, ze Płażyński ma większe szanse od Lecha Kaczyńskiego, ale z pewnością takich nie będzie w PO.

Udowadnia to sytuacja z kolejnym potencjalnym kandydatem: Andrzejem Olechowskim, którego odejście z PO nie pociągnęło za sobą przejścia wraz z nim ani jednego parlamentarzysty z klubu Platformy Obywatelskiej.

Ale niewątpliwie Olechowski jest jedynym, który może zamieszać na scenie przedwyborczej.

Wprawdzie sprytny manewr z posłużeniem się Piskorskim i przejęcie Stronnictwa Demokratycznego nie bardzo się powiódł z przyczyny wydobycia „kwitów” na Piskorskiego, jednak do wyborów jest jeszcze sporo czasu, by odpowiednią kampanią marketingową zatrzeć złe wrażenie. Jeśli Olechowski zdecyduje się na start w wyborach z poparciem SD – będzie to oznaczać, że zbierze głosy zdegustowanych obecną prezydenturą a nie popierających PO wyborców.

Nie bez znaczenia jest także „casus przegranego” - a za takiego uchodzi wśród Polaków zarówno sam Lech Kaczyński, jak i jego brat wraz ze swoją partią. Jarosław Kaczyński traktuje bowiem PiS wyłącznie jako zaplecze niezbędne do poparcia Lecha a tym samym dostarczające jemu, Jarosławowi, możliwości wpływów na scenie politycznej. Nikt bowiem nie ma wątpliwości, że Lech Kaczyński jest w swojej roli odpowiednikiem Kazimierza Marcinkiewicza. W obu przypadkach możemy mówić o „pociąganiu za sznurki” przez Jarosława Kaczyńskiego.

 

Olechowski ma tez szansę zebrać nieco głosów młodych ludzi, których może przyciągnąć „świeżość” nowego-starego bytu na scenie politycznej, zasobnego „w kasę” Stronnictwa Demokratycznego.

Jednakże nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytanie: Na czym zależy Olechowskiemu, który zapewne wie, że szans na wygraną prezydenturę nie ma. Czy chce wzmocnienia kandydata lewicy?

Czy też dąży do rozegrania wyborów parlamentarnych, gdzie może dojść do zaskakującej zmiany – czyli pojawienia się na scenie politycznej nowej, mocnej opozycji o lewicowym charakterze?

Jeśli przyjąć, że właśnie to jest celem Olechowskiego ( a przecież jest to także cel lewicy europejskiej) – to oznacza, że musi zostać wyparta dotychczasowa opozycja a przynajmniej jej główna siła, czyli PiS, musi zostać mocno zmarginalizowana.

Wybory prezydenckie w takim przypadku miałyby tylko służyć Olechowskiemu jako wskaźnik, jako możliwość policzenia popierających go i przyjęcia odpowiedniej strategii, jeśli uzna, że warto grać.

 

Tusk i PO wydają się nie mieć alternatywy. Wprawdzie przez nadchodzący czas kampanii może się wiele wydarzyć a łaska wyborców na pstrym koniu jeździ – jednak opierając się na tym co wiemy dziś – pula w wyborach prezydenckich, samorządowych i parlamentarnych przypadnie Platformie Obywatelskiej.

 

 

Virtual Pet Cat for Myspace Renata Rudecka-Kalinowska   Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, to byśmy nigdy niczego nie mieli/Jarosław Kaczyński/     "Będę konsekwentny w odzyskiwaniu dla ludzi PiS urzędu po urzędzie, przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendy po agendzie. Odzyskamy te miejsca, których obsada zależy od państwa. PiS musi tam rządzić. Trzeba jasno powiedzieć, że 16 miesięcy po wygranej PiS żaden działacz czy zwolennik naszej partii, który wykrwawiał się w naszych kampaniach wyborczych, nie może cierpieć głodu i niedostatku. Ci ludzie muszą w satysfakcjonujący sposób przejąć władzę w części sektora podlegającej rządowi". /Jacek Kurski na Zjeździe Wyborczym PiS,4 marca 2007w Gdańsku:/   &amp

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (158)

Inne tematy w dziale Polityka