Korzystanie z dobrych wzorów, opartych na znajomości psychologii zachowań tłumu, czy tłumku, uczenie się konsekwencji nawet od maluczkich – to cecha w polityce niezmiernie przydatna.
Tak, jak przydatny jest monitoring mediów, zwłaszcza w wykonaniu tłumem bądź tłumkiem sterujących.
Bo oto okazuje się, że monitoring owych szesnastu portali internetowych. dziesięciu partii politycznych a także trzydziestu pięciu nazwisk konkretnych osób – może przynieść nieoczekiwane konsekwencje w postaci krytyki zachowań tłumu czy tłumku. Nawet sprzeczne z intencjami i najszczerszym przekonaniem. Ale konieczne by nie dostać się na języki narodu, którego lekceważyć nie można i którym sterować się za bardzo nie da.
Okazuje się bowiem, że to, co daje efekty w przypadku spraw małych i pozornie nieważnych – działa w sprawach dużych i poważniejszych. I odwrotnie.
„Tłumoki” bowiem, czyli aktywni uczestnicy tłumu czy tłumku charakteryzują się najczęściej potrzebą pyszczenia. Pyszczenie owo uwarunkowane jest ilością „tłumoków”. Im ich więcej, tym pyszczenie głośniejsze i groźniejsze. „Tłumoki” pyszcząc usiłują zmusić tych, przeciw którym pyszczą do zachowań sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem i interesem społecznym lub wlasnym ale zgodnych z ich, „tłumoków” osobistą korzyścią, najczęściej zresztą liczoną w wymiernych polskich złotych.
Tak właśnie jest z liderami związkowców, którzy zarabiając podwójne pensje i wiodąc dniami w zacisznych gabinetach a nocami w uroczo zacisznych domach żywot daleki od tego, do którego predestynują ich wyuczone zawody (które z rozkoszą porzucili by reprezentować tych, którzy je zmuszeni są wykonywać) – pyszczą w obawie by przypadkiem nie spaść do poziomu życia swoich podopiecznych.
Opuszczają w tym celu swoje zaciszne gabinety i uroczo zaciszne domy, zrzucają błyszczące na co dzień letnie garniturki a la poseł Suski, nakładają świeżo kupione robociarskie kaski i odblaskowe kamizelki, zamieniając się w obrońców interesów klasy robotniczej, według znanych i niezapomnianych wzorców made in ZSSR, tak chętnie prezentowanych w II Rzeczypospolitej.
Prywatny właściciel nie daje gwarancji utrzymania związkowców na swoim garnuszku, tym bardziej na sporym garze pełnym fruktów.
Gwarancje te prawem kaduka, znanym dłużej żyjącym Polakom, jako socjalizm z ludzką twarzą, który odziedziczyliśmy w spadku po komunie wraz z pozycją opozycji, a przynajmniej tej jej części, która ową ludzką twarz, umiejętnie przeflancowała na własne oblicza – dają jedynie spółki z udziałem Skarbu Państwa.
„Postawienie się” stoczniowych związkowców przeciw rządowi i pyszczenie pod domem premiera i jego rodziny skrytykował prezydent. I słusznie, chociaż bez przekonania. Jednak z wiedzą, że nawet najgłośniejsze pyszczenie kończy się, gdy napotyka nieustępliwą konsekwencję, taką, jaką w ciągu minionych dwóch lat ku utrapieniu prezydenta wykazywał premier.
Popyszczą, popyszczą...a potem buzia w ciup by nie powiedzieć ….w kubeł.
To jak z banerami pewnego portalu w Salonie 24. Ileż to było pyszczenia – buńczucznych zapowiedzi, że „prędzej odejdą stąd a nie ustąpią”, że „zaprowadzą swój porządek”, że „będą walczyć” do ostatniej literki banerowego kodu HTML - i co?
I nic. Cisza!
Cisza - panowie i panie.
Banery znikły. Pyszczenie – jak nożem uciął.
Buzie w ciup.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)