Szukając formuły do dzisiejszego tekstu, zastanawiając się w jakie słowa ubrać to, co narzuca się po przeczytaniu tekstu Łukasza Warzechy o Sikorskim - uznałam, że należy napisać wprost, po polsku, kawa na ławę:
Tekst Warzechy jest obrzydliwy.
Wielu w Salonie 24 pisało o tym, czym i kim stają się dziennikarze w zależności od tego w jakim miejscu znajdą zatrudnienie. Nie użyję słów grubych, choć przy ich pomocy można by krócej rzecz ująć – ale postaram się pokazać, jak można zgubić własną moralność, jak się zdaje, nawet o tym nie wiedząc.
Czy to oznacza, że uważam Łukasza Warzechę za dziennikarza, który zgubił własną moralność?
Tak.
Tak uważam.
Czy człowiek moralny, dziennikarz etyczny, dziwiłby się, jak Warzecha, że jego kolega, inny dziennikarz prowadząc autorski program na antenie publicznej telewizji nie chciał „wbijać szpil” zaproszonemu gościowi?
Czy przyznawałby się do „poczucia zawodu”, że ze swoim gościem, autor programu „poradził sobie słabo”
Warzecha tak więc pojmuje rolę dziennikarza w mediach publicznych?
Na zapraszaniu gości do swoich audycji po to by „wbijać im szpile” I nie „słabo radzić sobie z nimi”? By nad gościem górować i „się wykazać””
A dziennikarza, któremu być może nie przychodzi do głowy, że gości zaprasza się po to by im przywalić, ale po to by opinia publiczna czegoś się z tych spotkań dowiedziała - Warzecha „usprawiedliwia” mówiąc, że „...albo on (Bronisław Wildstein}.sam nie był w formie, albo Sikorski był tak znakomicie przygotowany”.
Warzecha gorączkowo podejmuje się niejako ZA Wildsteina nadrobić to wszystko czego nie uczynił Wildstein. Tylko, że Warzesze nie jest do tego celu potrzebny gość.
Warzecha wie co mówić i jak zaprezentować postać, której nie gości. Wie z góry, z założenia, jakby to wynikało z jego stosunku pracy i stosownej do tego umowy.
I „leci” w swoim tekście tym wszystkim, co znamy już na pamięć z pisowskich i eseldowskich agitek partyjnych, stosownie do założenia „niszcząc” gościa Wildsteina, stawiając swoje umiejętności dziennikarskie wyżej od umiejętności Wildsteina, który „dał się pobić” Sikorskiemu, ubolewa, że sam nie mógł zadać Sikorskiemu „kilka trudnych pytań”. Kilka „trudnych pytań” zadaje więc sam sobie i sam na nie odpowiada.
Warzecha swoją etykę dziennikarską zgrillował i częstuje nią kogo popadnie na Facebooku.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)