Czy naprawdę ważne są te sprawy, które nadęci publicyści opisują jako ważne? Te, które od lat mieszczą się w schemacie spraw podawanych maluczkim, jako być może dla nich niezrozumiałe i na pozór z życiem zwyczajnego człowieka niewiele mające wspólnego – ale skoro oni o nich piszą z powagą swojego zawodu, wykształcenia i pozycji lub pobieranych za to pisanie pieniędzy – to maluczki ma wierzyć i wiedzieć, że one ważne są.
W tabloidach groch z kapustą. Seks oralny obok księdza Natanka, Marta Kaczyńska i Weronika Marczuk ze swoimi miłościami i nowymi torebkami za tysiące złotych oraz Górniak u psychologa obok skopanego psa i ślubu Ziobry, polityka obok prognozy pogody i porad czym pozbyć się świerzbu lub trądzika, arcybiskup Michalik obok straszliwej przepowiedni dla świata i zabójczyni męża obok rewolty w Egipcie, a nad tym wszystkim „Zgrzyt w „Tańcu z gwiazdami”.
A w tak zwanych poważnych mediach – dokładnie to samo, tyle, że podlane sosem paru tekstów nudnych, jak flaki z olejem, tekstów o niczym, poza straszliwie schematycznym widzeniem świata i polityki a przede wszystkim autoprezentacją autora pod tytułem: „Proszę, jaki ja jestem mądry”.
I komiczne rozdarcie tych, co pośrodku, szukających swojego miejsca w mediach – chcieliby równocześnie być mądrzy, jak ci mądrzy od tych nudnych tekstów, ale i czytani, jak ci niemądrzy, ale cwani, którym poczytność bzdur daje to, na czym zależy najbardziej – pieniądze. Zresztą jednym i drugim jedynie o pieniądze chodzi.
Nasze życie publiczne jest jak te nasze media. Z jednej strony tabloid pod redakcją wspólną Janusza Palikota i Jarosława Kaczyńskiego – z tym całym chłamem tworzonych przez nich faktów medialnych, bez żadnego znaczenia, głupich i sensacyjnych.
Z drugiej zdarzenia polityczne podporządkowane schematom uprawiania polityki, kompletnie nieinteresujące i nudne.
A między tym ludzie szukający swojego miejsca, usiłujący przekonać widza, czytelnika, słuchacza, obywatela, że są wyjątkowo mądrzy nawet wtedy, gdy ględzą pseudonaukowe brednie przeplatając je znajomością faktów z życia Dody.
No to i ja coś w tym stylu wam powiem:
Gdy licznik moich blogowych tekstów przekroczy 1000 – Jarosław Kaczyński i jego PiS, którym te teksty w większości są poświęcone – znikną z polskiej polityki.
Kto mi powie: sprawdzam?


Komentarze
Pokaż komentarze (108)