Plakat jak z Powstania Warszawskiego, z głową groźnego, tępo rysowanego orła na tle ceglanego muru, wzywa do walki w kanałach powstańczych. Wrażenie rozszarpania i krwawej męki oraz gotowości do poświęceń
I tekst zapowiadający datę owej całopalnej ofiary patriotycznej:
9 lutego 2013 r.
w krakowskim „Grand Hotelu”
„Bal Niepokornych”.
W zapowiedziach czytamy:
„Zdecydowaliśmy się na zorganizowanie balu, ponieważ pragniemy przekuć słowa w czyn i stworzyć wespół z Wami klimat zabawy karnawałowej w najlepszym tego słowa znaczeniu. Chcemy by przy odpowiedniej muzyce spróbować swych sił na parkiecie, skosztować wyjątkowych potraw, powspominać i snuć plany na przyszłość”.
A więc żeby panie pięknie ufryzowane i umalowane, ubrane w szpilki, cieniutkie pończochy i wydekoltowane sukienki, a panowie w smokingach lub garniturach ze świeżo kupionymi śnieżnymi koszulami rozkosznie mogli się powygibać w głupich pozach do disco-polo – trzeba PRZEKUWAĆ SŁWA W CZYN!
Już widzę, jak zamiast wyżej wymienionych strojów, zjeżdżają (na bal! na bal!) przebrani w kostiumy „z epoki” wypożyczone z rekwizytorni grup rekonstrukcyjnych. W buciorach twardych, beretach, kurtkach skórzanym pasem przepasanych i karabinami związanymi sznurkami w dłoniach. Jak pląsają, wdzięcznie chuchając na partnerów oddechem „czystej” wstrząśniętej, niezmieszanej - w rytm pieśni patriotycznych przeplatanych pieśniami kościelnymi i dla podniosłości większej kawałkami Chopina i Moniuszki, śpiewając chóralnie „Szumią jodły na gór szczycie, szumią sobie w dal, mnie MŁODEMU smutne życie, bo mam w sercu żal”.
I snują plany na przyszłość, kiedy już spod tych ceglanych murów i dzioba orła, wyjdą na światło dzienne. Albo odwrotnie - zejdą do kanałów, by posileni skosztowaniem „wyjątkowych potraw” ( koniecznie śledzik, w śmietanie lub oleju, do wyboru, przepyszny nieśmiertelny, gorący barszczyk solo, sałatka jarzynowa, galaretka z drobiu i pieczeń wieprzowa z kartofelkami koniecznie na gorąco, plus oczywiście zestaw suróweczek) „wraz z Przyjaciółmi i nowo spotkanymi ciekawymi ludźmi”powspominać... dwa piękne lata, które już nigdy nie wrócą .
Dość. Nie będę rozważać, jakież to plany mogą snuć ludzie na ochlaju mięsopustnym, komicznie, a nawet tragikomicznie uważający się za niepokornych nawet w takich „okolicznościach przyrody”, zwłaszcza, że podejmują rozpaczliwą próbę by „wrócić do czasów, kiedy spotykano się w dobrze dobranym towarzystwie i wyjątkowej atmosferze”, co znając tego i owego, łatwe nie będzie.
Interesuje mnie czy ten bal się odbędzie.
Bo znowu niepokornym wiatr w oczy zawiał, a żałob...., ooooops, balownicy, wygibasy i tuptanie na grandhotelowym parkiecie zmuszeni będą zamienić na skupione oczekiwanie i tak zaplanowanych obowiązków partyjnych dnia następnego.
I kolejny raz nie da się przekuć słów w czyny!
A to pech!
Ale pociecha, że zostanie ten groźny orzeł i ten ceglany mur – wystarczy zmienić datę i na kolejny zryw powstańczy – jak znalazł. Tytułu „Bal Niepokornych” zmieniać nie trzeba. Jest zawsze aktualny..


Komentarze
Pokaż komentarze (91)