Pięknieś mi Prima Aprilis
na blogu poczynił
drogi Alfredzie.
Napisz jeno RRK
A wkurzone pisostwo
samo pojedzie.
I pojechało. I uśmiałam się serdecznie, jako że NIE MAJĄ DOŚC! I nie taka ze mnie nudziara, skoroś drogi Alfredo notką o mnie wjechał na szczyt swojej własnej popularności, gromadząc komentarze rozliczne tych, którzy jako żywo dość nie mają.
Zanim jednak do „ad remu” przejdę piękne podziękowania kieruję do wszystkich, którzy mnie w obronę wzięli. I wybaczcie moi mili, że o Waszych komentarzach pisać nie będę – bo najtrudniej jest dziękując w szczegóły wchodzić. Jeszcze raz najpiękniej dziękuję.
Właśnie minął drugi dzień świąt Wielkiej Nocy – a to, że święta te, najważniejsze dla katolika , znaczenia dla pisostwa nie mają – właśnie „państwo pisostwo pokazali” w pełnej krasie, wykazując się zrozumieniem całkiem świeckiej, nowej dla nich tradycji, z ulgą przyjmując świąt tych zakończenie nawet nieco przed czasem.
Zabawne tez, ze nie połapali się w alfredowym Prima Aprilis – ale to już na karb tak typowej tępoty kładę i zacietrzewienia, owych szalonych emocji w nich buzujących, jakie słusznie zauważa Waldemar 44 wywołuje w nich rzeczony „pomidor”- czyli niewinna zbitka trzech literek: RRK.
Zanim odpowiem Alfredo na postawione przez niego pytanie, chcę zwrócić uwagę Teesy, że stary poczciwy kucyk w piekielną smołę obleczon i w pierzu pod zwinięciem mocno wytarzany jako Infernus niezdarnie siarą boć przecie nie siarką prawdziwą tu popluwa. Znać go piecze mocno w przełyku.
Nieradzący sobie w zwyczajnej pozornie wymianie zdań niejaki Mojrzesz 64 jak to stary i schorowany włóczęga, co to świadom jest, ze do żadnego portu i żadnej ziemi obiecanej nie dopłynie, zwłaszcza z tym swoim równie starym Kaczyńskim – nawet w nicku swoim przegraną zawarł – typowy dla kręgów swojego guru błąd ortograficzny umieszczając i żali się jak stara baba, że go obsobaczam, albo banuję. A z braku własnych słów moimi się podpiera, łapiąc nieco wiatru w żagle. Dobre i takie odreagowanie dla niezbyt kumatego biedaka.
Sławuś Sztompka wsiada na swojego bujanego, mocno zdezelowanego już tym bujaniem konika i chociaż dobrze wie, ze o SWOICH, swojskich, z PiS, PZPRowcach i pracownikach Moskwy pisze – projekcje snując stara się chłopina, jak może innym własne grzechy przypisać – jak nie tak dawno samego siebie do rodziny TYCH Sztompków usiłował przykleić, zaszczytów nienależnych sobie przydając.
Jest tam jeszcze ta biedaczka, co to kamulec optymizmu z takim trudem pcha mozolnie pod górkę, a grzęźnie coraz bardziej w rozbełtanym tuptaniem własnymi nożynami błocku kłamstw, obłudy i głupoty. No i jakieś „drugie” nicki z jej bloga, co to czasem drąga, jak Zeus nie patrzy, pod kamulec podkładają – jednako bez widocznego efektu, bo kłamstwo i hipokryzja pisowskie ciążą siłą grawitacji jednakowoż nie ku górze, a ku dołowi bagienka.
Niegłupi Milord, którego komentarze w innych sytuacjach czytam nawet z niejaką przyjemnością, urazą osobistą kierowany, nie jest od tego, by szpilki nie wsadzić w laleczkę voodoo ( jak podejrzewam z wypisanym może nawet całym imieniem i oboma nazwiskami) – bo tak mocno zadra z jakiegoś starcia w nim pozostała. Milordzie drogi, a wyhamuj wreszcie, bo sam na ten oddział trafisz, tak się w złości zatracając, zwłaszcza w czas z martwych wciąż jeszcze nie wstającej wiosny.
Nie macie dość i nie będziecie mieli – bo mój blog to miejsce, z którego dowiadujecie się prawdy nie tylko o PiS, ale o sobie samych. A tego właśnie najbardziej potrzebujecie. Możecie się złościć, nie komentować, nawet nie czytać przez jakiś czas....ale będziecie wracać...nie dla mnie, ale dla tej prawdy.
No i czas na odpowiedź Alfredo,
Pytanie brzmiało:
„Czy podobnie, jak Róża Thun. która zadeklarowala publicznie, że za Michnikem wskoczyłaby w ogień, czy na podobny, desperacki krok, zdecydowałaby się pani RRK, skacząc w ogień za Donaldem Tuskiem ?
Wszak miłość wymaga ofiary”
Odpowiadając krótko - powiem: NIE!
A uzupełniając odpowiedź, żeby jasność była, dodam:
To tylko w literaturze dla kucharek, w Harlequinach – ludzie kierują się we wszystkich aspektach życia kocham – nie kocham, lubię – nie lubię.
Donald Tusk jest politykiem, którego cenię. Cenię za wiedzę, kulturę, pracowitość, za talent polityczny. Dokładnie tak, jak cenię w literaturze dobrego pisarza, czy w muzyce wirtuoza lub kompozytora.
Oczywiście nie bez znaczenia jest fakt, że w dużym stopniu w myśleniu o polityce rozumianej, jako służba krajowi, odnajduję u Tuska moje własne poglądy.
I tak długo, jak długo będę odnajdywać tę wspólnotę dążeń, realizowanie moich własnych przemyśleń, przynajmniej w kwestiach dla Polski zasadniczych – tak długo premier rządu RP Donald Tusk ma moje poparcie.
Może tez liczyć na to, ze jeśli z czymś się zgadzać nie będę – zawsze o tym szczerze i otwarcie powiem, jak powiedziałam w sprawie profesora Stefana Niesiołowskiego i domagania się od niego absurdalnych przeprosin tej panienki do zadań specjalnych od Sakiewicza, czy w sprawie występów medialnych ludzi PO pozwalających sobie włazić na głowę wszelkiej maści chamstwu i tępocie o znanym wszystkim dobrze pisowskim rodowodzie.
Ale jasno i wyraźnie powiem też, że nie skoczę w ogień DLA Tuska.
Natomiast jestem gotowa RAZEM z Tuskiem wskoczyć w ogień dla Polski.
Dla MOJEJ Polski!


Komentarze
Pokaż komentarze (274)