„Weseli, Baranek. Podskoczil,
Czerny, Bobek, Wypustil”
/skład drużyny/
Nadął się i zadął: „Kaczyński nie wyklucza przyspieszonych wyborów”... jakby on mógł wykluczać lub nie wykluczać. Przecież to nie od niego zależy, czy decyzja o wcześniejszych wyborach zapadnie czy nie. Ciekawe czy on wie, że już nie jest premierem?
To nadęte zadęcie to jeden z elementów przydawania znaczenia kiepskiemu politykowi, któremu co rusz, któryś z czołowych aktywistów jego partii woła w twarz: „do widzenia panna Gienia..” opuszczając posłuszne „zbawicielowi” szeregi karnego wojska miernot.
Zadęcie musi być, bo bez tego Kaczyński jest jedynie piątym rzędem intelektualnym świata polityki, przegrywającym wszystko, co się da przegrać, i traktowanym przez rzeczywistych włodarzy PiS jako kiepskie bo kiepskie, ale jednak działające na pewną część elektoratu, żywe logo. I niczym więcej - ale też na więcej mocodawcy Kaczyńskiego nie liczą, bo liczyć nie mogą. Aż tylu naiwnych frajerów w Polsce nie ma. Nie da się ogłupiałych ludzi tumanić szumem limuzyn i obstawą, kiedy Kaczyńskiego przywożą do lokalnej remizy lub wiejskiej salki parafialnej i mówią mu gdzie właśnie jest, a jemu i tak się nazwy miejscowości pomylą. Trzeba robić wrażenie na maluczkich, olśnić, oszołomić, rzucić w bojaźni i pokorze na kolana, że oto ich przeszły, i już za chwilę przyszły panpremierprezers raczył ich swoim wieliczestwem zaszczycić.
Pomińmy jednak te gierki pijarowskie za ciężkie publiczne pieniądze nadymające szeregowego pisowskiego posła. Tym niech się zajmą media – one lubią taki kabaret czy cyrk i syk uchodzącego powietrza z przekłutych balonów – w końcu z tego żyją. A przy okazji zajmuje się tym już prokuratura – bo utrzymywanie tak niewspółmiernie do rzeczywistej wartości kosztownego „logo” z pieniędzy podatników – prawo ujmuje jako nienależne korzyści i traktuje jak przestępstwo.
A propos nadymania – sprawa Wiplera. Otóż kilka tekstów autorów, nie całkiem nieświadomych paskudnej sytuacji w jakiej Wipler postawił PiS i Kaczyńskiego - dowodzi, że towarzystwo się łudziło, że niedawna „wielka nadzieja białych” zgłupieje do reszty i jako pożyteczny idiota przysłuży się Kaczyńskiemu gromadząc wokół siebie młody, liberalny gospodarczo elektorat, oczywiście zabrany PO. A tu Wipler ogłasza, że on, jak PJN, jak SP, chce rozwalając teraz morale partii Kaczyńskiego i samą partię ....pracować na przyszłą koalicję z PiS. No heca! Bo kto z młodych liberalnych wyborców chce glosować na partię starego Kaczyńskiego złożoną z byłych PZPRowców, z leninowsko-marksistowskim programem, oraz z premierem Tabletem trzymanym na zapleczu, jakby trzeba było samego Kaczyńskiego znowu w jakimś „Klarysewie” na czas jakiś przed ludzkim okiem schować.
Jasne, że na Wiplera może zagłosować elektorat młodych radykałów, trochę korwinowców, a przede wszystkim młodzi z PiS, dla których przyszłość w tej partii jest pozbawiona jakichkolwiek szans na kariery – bo te są zagwarantowane już dawno dla dzieci, siostrzeńców i bratanków oraz wnuków obecnych starych wyjadaczy pisowskich zakorzenionych w biznesie partyjnym jeszcze w czasach PC. Młodzi w PiS są od roboty, od pracy, po to, by jakiś Hofman i jego żońcia mogli spokojnie opływać w luksusy zabawiając się częstymi zmianami wypasionych aut, wszak pieniądze same na konta spływają. No i właśnie ci bez szans w PiS - staną za Wiplerem – bo on jakieś wolne miejsca na listach wyborczych mieć będzie.
Nie rozpisuję się o zapraszaniu posła Gowina przez posła Wiplera do nieistniejącej partii, ponoć republikańskiej – bo po pierwsze poziom Wiplera wyznacza osoba Kaczyńskiego i obaj razem, gdyby nawet stanęli jeden na drugim do poziomu Gowina i tak nie dosięgną. A po drugie Gowin to nie ta liga, co Wipler z Kaczyńskim razem wzięci i też gra swoją własna grę.
Chciałam jeszcze wspomnieć o jakimś forum wolnego słowa, które okazało się spędem pisowskich propagandzistów o to „wolne słowo” walczących. Ach, jak oni walczą, jak się poświęcają. I to za takie w końcu niezbyt duże pieniądze... bo co to jest, te kilka, czy kilkanaście tysięcy miesięcznie..Są nawet takie/tacy co się sprawie wolnego słowa oddały/li za kilka stówek kapiących co miesiąc. Rycerze „wolnego słowa” na pisowskim, partyjnym żołdzie
Chciałam o tym napisać, ale jak przeczytałam listę panelistów – to mi się odechciało, bo na dzisiaj i tak już zbyt wiele czasu poświęciłam na pisanie o byle kim.
A mnie za moje wolne słowo nikt nie płaci.
6699
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (268)