Jest coś moralnie wstrętnego, gdy odgrodzony od Polaków opłacaną z pieniędzy podatników obstawą licznych, rosłych goryli, człowiek, który nie założył rodziny, nie spłodził syna, który nie spełnił wobec Ojczyzny obowiązku służby żołnierskiej, który nie poświęcił niczego dla Polski, ale zawsze umiał z tej Polski wyciągnąć dla siebie duże korzyści – ma czelność, śmie pouczać innych o tym co jest patriotyzmem i poświęceniem dla Ojczyzny.
Karygodną bezczelnością jest, gdy taki ktoś podając w wątpliwość morale żołnierzy zawodowej polskiej armii, ich wyszkolenie, profesjonalizm, bojowość - domaga się by polscy młodzi mężczyźni szli obowiązkowo do wojska w ramach zasadniczej służby wojskowej.
Bo chce, by poświęcali „coś” dla Ojczyzny. By się tego nauczyli w tym wojsku z przymusowego poboru, odbębnianym za darmo, jak w czasach komuny.
W tych słowach jest jeszcze więcej. Jest domaganie się gotowości do oddania życia na wezwanie takich jak on, ten „komunistyczny inteligent” przepoczwarzony w „prawicowego” wodza partii byłych PZPRowców uwłaszczonych na majątku narodowym, żyjących za publiczne pieniądze grubo ponad stan, ponad poziom życia większości polskich rodzin.
Według tego człowieka to nie nauka, nie praca, nie troska o życie zakładanych rodzin, nie staranne wychowywanie dzieci i ich możliwie najszersza edukacja – są poświęceniem dla Ojczyzny.
Ci młodzi mają być gotowi oddać swoje młode życie na wezwanie takich jak on, tylko po to, by on i jego ludzie mogli dorwać się do władzy, lub „tylko” legalną władzę obalić.
Marzy mu się polski Majdan? Marzy mu się mit założycielski tej nowej, jego władzy, zbudowany jak w Kijowie, na śmierci 100 „męczenników”? Marzy mu się jakieś dziwaczne „pospolite ruszenie” obalające demokratyczny porządek państwa polskiego?
Marzy mu się kolejna makabryczna gra trumnami i śmiercią, bo właśnie na naszych oczach przestały się sprzedawać produkty przemysłu smoleńskiego? Bo kłamstwo smoleńskie Macierewicza zbankrutowało i nie wyniesie Kaczyńskiego do władzy, która wciąż jest jego egoistycznym, prywatnym, megalomańskim celem. Bo on wciąż rozpaczliwie krzyczy „CHCĘ MIEĆ WŁADZĘ”
Niech nikt się nie nabierze - to nie „zgoda narodowa”, to nie zrozumienie potrzeby jednego głosu Polski w nagle skomplikowanej sytuacji światowej, pchnęły Jarosława Kaczyńskiego do zwiedzenia Majdanu, wysyłania swoich ludzi na Krym i na Ukrainę, do obecności na posiedzeniach gremiów politycznych u premiera Donalda Tuska i wzięcia udziału w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego pod przewodnictwem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, na które to posiedzenie wepchał się nieproszony, wiedząc z góry, ze Prezydent wpuści go, nie chcąc w poważnej chwili skandalu.
Przeciwnie – on tam poszedł po słabe punkty rządzących, po nowe paliwo, po nowe narzędzia przyszłej władzy, bo najpoważniej w świecie jest przekonany o tym, że Polacy mu ją dadzą. Dadzą, poświęcając własnych synów i wnuków.
2874
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (121)