194 obserwujących
1452 notki
3594k odsłony
  1124   0

Wyszedł i powiedział : Duda!

Siała baba mak,
nie wiedziała jak, 
a Kaczyński wiedział,
i „Duda”powiedział,
bo to było tak!

 

Bo to było tak:

Postawiono słupy. Zaraz po uwłaszczeniu na majątku narodowym wszędzie tam, gdzie były pieniądze, dodajmy, bardzo duże pieniądze, postawiono słupy, dodajmy, doskonale opłacane słupy, żeby w razie, jak się zawali, kozły ofiarne były na podorędziu.

 

Tylko, że kozły, jak to kozły, gdy im wyrosły rogi, postanowiły przestać być słupami i przejąć na własność cały ten majdan razem, oczywiście, z tymi bardzo dużymi pieniędzmi, którymi zarządzały. Kozły nie są zbyt lotne politycznie i tak się przyzwyczaiły do tego zarządzania tymi bardzo dużymi pieniędzmi, że zapomniały o tym, że postawiono je jedynie jako słupy, a stos ofiarny gdzieś tam na nich czeka. Czekał, czekał ten stos ofiarny, aż …...

 

Gdy już... już...myśleli, że są w ogródku, że cały stworzony, dość toporny, jak się okazało, układ wykopania bossa na funkcję honorową, przyniesie oczekiwany efekt w postaci kandydatury najgrubszego kozła na prezydenta państwa i objęcia przez niego we władanie całej partii...boss, Jarosław Kaczyński powiedział: Duda!

 

Duda, nie Bierecki!

 

Wcześniej po cichutku przygotował grunt. Afera madrycka sprowokowana samolotową awanturą i knajactwem w samym Madrycie, z udziałem małżeństwa Jackiewiczów, oraz trójki drobnych kanciarzy pisowskich – to było zwrócenie uwagi prasy, mediów na określonych ludzi, których Kaczyński musiał się pozbyć, żeby mieć swobodę działania. Poszło gładziutko.

 

Po tym, jak mu ograniczono obstawę kosztującą podatników dwa miliony złotych rocznie, a wcześniej doprowadzono do usunięcia z PiS trzymającą kasę, prawą rękę Kaczyńskiego, Stanisława Kostrzewskiego – Kaczyński wiedział, że ma do czynienia z ludźmi tyleż bezwzględnymi, co prymitywnymi. I stary wyga, który nie po to się uwłaszczył, żeby stracić to, co na tym uwłaszczeniu zachapał, wyczekał na odpowiednią chwilę, na taki moment, gdy to, co zrobi, nie będzie mogło wywołać najmniejszego sprzeciwu, a on triumfalnie ogłosi, ze zamierza rządzić w PiS przez kilkadziesiąt najbliższych lat, po drodze robiąc czystki, czyli wysyłając niektóre kozły na ten czekający na nich stos.

 

Tak, moment ogłoszenia przez Kaczyńskiego, że kandydatem PiS na prezydenta jest Andrzej Duda, ten zjazd partyjny, gdzie nie skończyło się na zwyczajowym punkcie programu „przemówienie prezesa”, to zaskoczenie, osłupienie, ta chwila zamykająca gęby wszelkim oponentom wewnątrzpartyjnym – to był tryumf mistrza intrygi Jarosława Kaczyńskiego.

 

No i trzeba było stulić uszy po sobie i popierać tego Dudę, który przecież wyborów nie wygra, bo to po prostu niemożliwe, ale bez wątpienia stanie się wice-wodzem, który dokończy za prezesa wojnę i wyczyści partię ze złogów „wokółbiereckiech”..I żadna wściekłość, rozpaczliwe wrzaski pisowskich funkcjonariuszy, żadne listy profesora Nowaka, żadna obrona straconych pozycji, a raczej należy powiedzieć straconych wraz z pieniędzmi szans i nadziei, nic tu nie da. PiS – to Kaczyński. Reszta jest, ale każdej chwili może jej nie być. Każdy może być zastąpiony przez kogokolwiek, kogo wskaże Kaczyński. Tylko tym razem w sprawę zamotani są niektórzy starzy członkowie „zakonu PC”., Ci którzy dotąd mieli często głos ważniejszy od głosu Kaczyńskiego. Ich tez Kaczyński musi się pozbyć i sądzę, że przed wyborami parlamentarnymi to właśnie zrobi. Listy wyborcze – to groźne narzędzie posłuchu w rękach szefa partii. Widać to po kompromitujących występach sprowadzonego do roli mocno zabrudzonej flanelki Jacka Kurskiego, który w klęsce „układu Biereckiego” dostrzegł swoją ostatnią szansę.

 

Muszę przyznać, że obserwuję te zdarzenia z ogromną przyjemnością.

 

 

 

 

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale