Niestety, Donald Tusk zajęty redagowaniem dziennika „Fakt" i demagogicznymi wystąpieniami mającymi ukryć własne lenistwo i nieudolność całej ekipy rządzącej, zapomniał poinstruować Ministra Spraw Zagranicznych, jakie jest stanowisko Polski wobec wschodniego sąsiada. Spuszczony ze smyczy Radek, postanowił zaprosić do naszego kraju 3000 żołnierzy NATO i kilkanaście groźnie wyglądających samolotów, a całość tej menażerii ulokować w jakiejś wojskowej bazie. Co więcej, wystąpił o „ochronę" Polski przed potencjalną rosyjską agresją. Możemy się domyślać, że kiedy Minister Sikorski szarżował, Premier Tusk robił to, co lubi najbardziej, to znaczy kołysał się w fotelu bezmyślnie patrząc w sufit.
Na takie dictum Rosjanie zareagowali prawidłowo czyli wściekłą agresją. Rogozin zagroził nam powtórnym paktem z Niemcami, a prasa putinowska po raz kolejny nałgała o odpowiedzialności Niemców za Katyń. W ten sposób nadchodząca wizyta Tuska została zamieniona w farsę. Gdyby przełożyć zachowanie Rosji z języka dyplomacji na język „dnia codziennego", można powiedzieć, że Premier polskiego rządu jedzie na spotkanie z osobą, która kilka dni wcześniej napluła mu w twarz.
Łatwo jest wytłumaczyć skąd taka postawa imperium. Rząd Kaczyńskiego nie krył swojej niechęci wobec Moskwy i jawnie ją manifestował. Wtedy wszystko było jasne i Rosjanie uruchomili swoich agentów wpływu, którzy walnie przyczynili się do porażki PiS w ostatnich wyborach. Tusk natomiast rozpoczynał urzędowanie z uśmiechem niewiniątka na plastykowej fizys. Po wyskoku Radka, Rosjanie poczuli się oszukani, bo nastąpiła gwałtowna zmiana stylu. Ostatnie posunięcia polskiej dyplomacji są dla Moskwy całkowicie niezrozumiałe. Zresztą nie tylko dla niej. Nie wiadomo po prostu, o co chodzi rządowi Platformy. Czy chodzi tu o zabawę w dobrego (Tusk) i złego (Sikorski) negocjatora? Czy może to jakiś błąd albo lapsus? Taka niepewność wywołuje nerwowe reakcje, których właśnie mieliśmy przyjemność być świadkiem.
A prawda jest prosta. Tusk nie panuje nad niczym w swoim otoczeniu i nie rozumie podstawowych zagadnień geopolitycznych. Jego pomysł na medialne przetrwanie, poprzez promocję bełkotu i tematów zastępczych, jeszcze sprawdza się w polityce wewnętrznej, ale juz daje nam się we znaki w polityce zagranicznej. Rosjanie widzą strach w oczach polskiej kukiełki i pewnie nie omieszkają tego wykorzystać. Donald i Radek jako para polityków już chyba są pośmiewiskiem na salonach międzynarodowej dyplomacji. Za efekt negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej, prowadzonych przez nasz MSZ, nie dałbym nawet kopiejki. Po prostu nikt nie gada z frajerami. Tak było, jest i będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)