289
BLOG
Zdawać by się mogło, że temat jest błahy i nie:warty nawet blogowego wpisu. A jednak (przypomina mi się hasło z młodości - seks to nie wszystko, a jednak...), kolejne represje przeciwko palaczom tytoniu w USA i UE zaczynają zagrażać wolnościom także niepalącego człowieka. Chodzi o puby, kawiarnie i dyskoteki, w których w myśl prawa nie będzie można wkrótce palić papierosów. Zapewne większość czytelników przyklaśnie, bo zapach palonego tytoniu nie jest zbyt przyjemny, a dym tytoniowy jest naprawdę szkodliwy. Wszystko prawda, ale osoby które udają się do takich miejsc wiedzą, że to im szkodzi. Są na tyle inteligentni, że tam nie pójdą, a na pewno nie zabiorą tam swoich dzieci. I najczęściej nie chodzą. I to jest sedno problemu. Osoby, które nie lubią palić papierosów, nie zaciągają się nikotyną i pochodnymi, chcą chodzić do miejsc dla palących, tylko oczywiście żeby tam nie można było palić. Dlaczego? Bo to szkodzi. To ciekawe z jaką łatwością udało się wmówić ludziom, że nawet 3 godzinne siedzenie wśród palaczy, nawet przez 3-4 razy w tygodniu (nie znam nikogo, który chodziłby do lokali 3 razy w tygodniu), jest tak strasznie niebezpieczne i tak strasznie szkodliwe dla zdrowia, że trzeba zakazać palenia we wszystkich lokalach publicznych w mieście, łącznie z palarniami tytoniu. Ludzie dają sobie wmówić, że płeć jest istotna przy tworzeniu sztuki, że sztuka homoseksualna czymś się różni od sztuki heteroseksualnej, tak więc można im także wmówić, że kilka godzin wśrod palaczy tytoniu zabija boleśnie, skracając życie o jakieś 10 lat. Najczęściej jednak nie tacy optują za takim prawem, często są to ludzie, którzy w życiu nie byli w pubie, a tym bardziej nie zapalili papierosa. To najczęściej fanatycy zdrowia innych ludzi. Nie tylko zdrowia, także moralności, zarobków, życia intymnego, orientacji seksualnych,etc) Gdzie tu socjalizm? Choćby prawo właściciela do sprzedawania i konsumpcji legalnej używki. Nie bardzo rozumiem dlaczego właściciel nie może zezwolić na palenie papierosów jeśli większość gości nie ma nic przeciwko? Jeśli właściciel uzna, że palenie papierosów się nie opłaca, założy lokal dla niepalących. I skoro takich ludzi jest już większość, to dlaczego takich lokali jest tak mało? Dlaczego naklejki i wielkie napisy „tu się pali, wchodzisz na własne życzenie” albo "głupcze, biernie palisz - żyjesz 20 lat krócej" nie wystarczą? Dlaczego nie pójść drogą Krakowa, który najemcom lokali gastronomicznych obniża czynsz o kilkanaście procent, jeśli tylko w ich lokalach nie będzie można palić? Co smutne, państwo rości sobie prawo do decydowania za mnie, za moje postępowanie, za moje wybory i moje nałogi. Czy zakazać ludziom przychodzenia do fastfoodów, bo jedzenie tam jest szkodliwe? To że ktoś pali papierosy w pubie jest za obopólną zgodą gości, a ci którzy tego sobie nie życzą, nie przychodzą. Podobnie jak ja nie przychodzę na spotkania Młodzieży Wszechpolskiej, Młodzieży Samoobronnej, Młodzieży Obywatelskiej, Młodzieży Ludowej, Młodzieży Socjalnej i Młodzieży Zagubionej w sPiSie. Dorosły człowiek odpowiada za swoje czyny, choćby w tym wypadku szybszą śmiercią, ale dlaczego dorosły człowiek nie mam prawa zapalić papierosa wśród ludzi, którzy to akceptują i się godzą wchodząc do takiego lokalu? To nowe prawo jest tak absurdalne, że kiedyś może wpaść komuś do głowy sugestia, że głośne słuchanie muzyki w lokalach jest szkodliwe. Znajdzie do zmiany prawa większość i głośna muzyka przestanie niszczyć uszy tych, którzy są w takich lokalach kilka razy w życiu. Absurd? Do czasu. Rozumiem argumenty dotyczące zdrowia pracowników takich lokali i ich możliwości wyboru. Umówmy się, nie zawsze pracownik może powiedzieć, że nie pali, to mu szkodzi i chce większe pieniądze (świadczenia zdrowotne, inne miejsce pracy) albo się zwalnia. To nie jest takie łatwe, szczególnie w Polsce. Można to oczywiście załatwić uregulowaniem prawnym obligując pracodawców do wypłacania dodatków za szkodliwą pracę czy zatrudnianiem jedynie ludzi palących. To można zrobić bez całkowitego zamykania lokali dla palaczy. Drugi mocny argument to zdrowie obywateli, a co za tym idzie mniejsze pieniądze na leczenie i ratowanie palaczy tytoniu. To zawsze musi cieszyć jeśli państwo osiąga dobre rezultaty w walce z nałogami, ogranicza wydatki, pieniądze przeznacza na zbożniejsze cele. Szczególnie w kraju gdzie ubezpieczenie społeczne jest obowiązkowe. Jeśli ten zakaz ograniczy spożycie papierosów, spadnie zachorowalność na raka płuc, to nie można być przeciwko, choćby ze względu na podatki i własne pieniądze. Tylko czy tak się stanie? Skąd przekonanie, że niemożność palenia w środku lokalu (a tylko na zewnątrz) ograniczy śmiertelników umierających z powodu nikotyny? (Nawiasem mówiąc wpływy do budżetu z powodu tego narkotyku sięgają jakieś 10 miliardów PLN. koszty leczenia pewnie koło miliarda) Najgorsze jednak jest to, że państwu znowu dajemy pewne prerogatywy, z których efektów końcowych możemy zdać sobie sprawę dopiero za kilknaście lat, jak z lokali wyrzucą głośną muzykę(szkodzi bardziej niż wdychany biernie dym w pubie), wysokoprocentowy alkohol(agresywne żule na ulicach są niebezpieczne i niemiłe w obyciu), jednorękich bandytów(wstęp do hazardu), albo nawet skąpo ubrane kelnerki(nie wszyscy faceci nie lubią kobiet jak obecne władze). A dlaczego by nie? Wtedy to socjalistyczne prawo nie będzie dotyczyć jedynie palących. PS. Czekam jeszcze na rozwiązanie polubowne, mądry kompromis, w stylu restauracje, miejsca gdzie sie je - absolutny zakaz, puby i kawiarnie - mozna palic w niektorych, ktore sa oznaczone. Jesli nie bedzie możliwości wyboru - całkowity zakaz, to partia ktora to przeprowadzi da kolejny asumpt do tego by nazywac ją socjalistyczną.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)