Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
289
BLOG

Swoje zarobił, niewiele zrobił

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Oczywiście mowa o Smudzie.  Franek Smuda czyni cuda - nie sprawdziło się. Po prostu to nie jest trener na ten czas. Jan Tomaszewski, który nie kryje swojego niechętnego stosunku do selekcjonera uważa, że porażka polskiej piłki w tych mistrzostawach, to w dużej mierze zasługa Smudy. Jest w tym sporo prawdy, ale z kolei prawda i taka, że z pustego i Salamon (jak mawiał niejaki gomułka) nie naleje.
 Ciekawe. Ciekawe, że chłopaki, które grają w najlepszych klubach europejskich i tam gryzą trawę i na co dzień grają najlepszą piłkę, kiedy przychodzi do reprezentowania własnego kraju, to nie są już te same chłopaki. Ospali na boisku, ciężcy w dochodzeniu do piłki, a kiedy przyjdzie do strzelenia na bramkę, zwykle  zawodzą. Mogę zrozumieć, że można przegrać z Niemcami, z drużyną z najwyższej półki, ale aby dać plamę z Czechosłowacją? Po grze, która właściwie dyskredytuje cały zespół, na równi  z trenerem, jak i z tym żałosnym prezesem polskiej piłki (widzieliście państwo, jak się puszył siedząc obok prezydenta - obaj są siebie warci). Po grze, która dyskredytuje metody szkoleniowe i całą organizacje polskiego piłkarstwa. Co z tego, że jest nad kosztowny stadion narodowy, że się dyskutuje nad wysokością źdźbła trawy, oblicza się lot piłki Błaszczykowskiego (dla mnie, to najpiękniejszy gol nie tylko tych mistrzostw, ale kto wie, czy w ogóle nie jeden z najładniejszych w historii piłki - oglądany w tv, kiedy w pewnym momencie piłka zmienia kierunek lotu i zmierza wprost do bramki! - to był majstersztyk) - co z tego, skoro na co dzień piłka jest mizerna. Odpadliśmy z dalszych rozgrywek i jako gospodarze tych zawodów oglądać będziemy wyłącznie obce drużyny, które na polskich stadionach rozgrywać będą swoje mecze.
   Piłka, która jest niejako narodowym sportem Polaków, jest dla nas mało łaskawa. Albo inaczej: to my nie potrafimy jej odpowiednio wykorzystać. Sportowo, organizacyjnie, wizerunkowo. Z kolei wiem, że w Ameryce Polacy oglądali w telewizji wszystkie polskie mecze, było bardzo odświętnie, pisze mi Bieta z NYC, że do jej banku przyszedł pan z małą córeczką, która miała na sobie piękną bluzeczkę z wyhaftowanym Białym Orłem. Dla tych wszystkich Polaków gdzieś tam hen, w świecie, ta dzisiejsza polska piłka była swoistym wyznacznikiem ich polskości. Mogli się poczuć dumni z gola Błaszczykowskiego, z polskiego hymnu granego na stadionach i z tej ogromnej polskiej flagi, na którą musiało być specjalne zezwolenie europejskiej federacji. Prawda, nie ma już tej spontaniczności boiskowej, wszystko podporządkowane jest  ścisłym regułom, stadionowe bramki wejściowe wykryją wszystko, co nieprawomyślnie wnoszone jest na stadion. Czuwają kamery, które wyłowią każdy odruch kibicowski. Z jednej strony, to sami kibice i kibole jakby wyprosili takie metody, z drugiej jednak, nawet w sporcie nie jesteśmy sobą. Czuwają kamery, kontrolerzy, czasem i helikopter z powietrza. Są szpicle na trybunach.
  Jesteśmy jednym z najbardziej inwigilowanych krajów w Europie. Podsłuchują nasze telefony, te stacjonarne i komórkowe. Czytają naszą korespondencje pocztową, nasze internetowe maile.  Nie wiem, może mój sąsiad z naprzeciwka także kapuś?
  No dobrze, to przywilej każdego państwa, które w ten czy inny sposób strzeże swojej tożsamości. Albo inaczej: bezpieczeństwa. Bo tożsamość narodową mamy w sobie i tego nam nikt nie odbierze, ani nie upilnuje.
  I a propos bezpieczeństwa. Wpadł mi w ręce bardzo ciekawy dokument z lat siedemdziesiątych zeszłego wieku. Pamiętamy tamten czas. Czas wybujałego bolszewizmu w Polsce, ogólnej smuty, pustych półek sklepowych i wszechogarniającej inwigilacji. Dokument jest sygnowany jako" tajny spec. znaczenia". A jego tytuł: "Plan operacji zaczepnej frontu nadmorskiego." Zwracam uwagę na słowo "zaczepny". To nie my jesteśmy atakowani. To my atakujemy.  I atakujemy z zachodniej Polski w pierwszym rzucie Danię i stamtąd rozwijamy uderzenie na całą zachodnią Europę. Sztabowców sowieckich i polskich interesowało przede wszystkim zaskoczenie przeciwnika, naiwny Zachód mógł uwierzyć w pokojowe zamiary cccp i jego wszystkich sprzymierzeńców.  U góry mapy zaznaczono: "Zatwierdzam -minister obrony narodowej generał broni Wojciech Jaruzelski".  Data sporządzenia tego dokumentu, to  25 lutego 1970. Autorami planu są szef sztabu generalnego gen. dywizji Bolesław Chocha i jego zastępca do spraw operacyjnych, gen. brygady Wojciech Barański. Plan, jak ogólnie wiadomo, przewidywał uderzenie atomowe, za pierwszymi atakami z powietrza miały ruszyć na pierwszą linię oddziały polskie i dopiero po nich kolejne wojska układu warszawskiego. Taką wizję gotowali nam sowieci i tutejsi rodzimi zdrajcy. A główny inicjator tych planów kryje się dziś za ciemnymi okularami, uważa się za ofiarę polskich przemian, a rządowi funkcjonariusze medialni roztoczyli nad "schorowanym generałem" swoistą poduszkę powietrzną.
  I skoro o wojsku mowa. Generał Sławomir Petelicki miał się sam zastrzelić.Nie wierzę  w generalskie samobójstwa. Być może za wiele wiedział, może chciał za wiele powiedzieć...

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura