Gdyby nie zupełnie cudowna jesień, kolory liści i góry na horyzoncie, to aktualne donosy codzienne przyprawiły by o rozstrój. Ale wystarczy dwa kroki za miasto, raz w tygodniu jakiś niedaleki wyjazd, i już nastrój poprawny. Wtedy Kopaczowa staje się jedynie otyłą starszą panią (przepraszam, że ja o niej tak elegancko). plichta zaś to złodziejaszek pośledniego gatunku, jakich w Polsce są tysiące, jeżeli nie miliony. I co? I nic!
I rozkwita nam wolny kraj pełen takich właśnie gangsterów. Pełen plicht, grasiów, tusków starych i młodych, jakichś niedowarzonych ministrów od kolei i dróg, od spraw zagranicznych i przemysłu. Kiedy patrzę na twarz Pawlaka, wicepremiera i właśnie zarządcy polskiej gospodarki to już wiem, że nic dobrego z tego nie może wyniknąć. Ale trwa Pawlak na tym stanowisku, jakby był przyspawany do stołka (podobnie jak Lato, ten od piłki); niechby się już na dobre i wyłącznie zajął ochotniczą strażą pożarną, gdzie jest generałem. I bardzo dostojnie wygląda z generalską bortą.I
I kiedy pisze mi ktoś z Nowego Jorku, obecny tam na jakimś koktajlu konsulatowym, że oni wszyscy, właśnie tamtejsi Polacy, z miejsca odróżniani są od autentycznych nowojorczyków - to już wiemy skąd przyszliśmy i dokąd idziemy. To już nie kwestia polskiej twarzy, bo tu jesteśmy nie najgorsi, ale sposób bycia i ubierania. A w konsulacie na Manhattanie pani Martha Eggerth Kiepurowa - tak zawsze była nazywana w czasach przedwojnia - odbierała jakiś medal za swą działalność społeczną i zawodową, to po prostu porażała swoim wyglądem i klasą. To wciąż piękna pani, wciąż dobrze mówiąca po polsku, z wysokimi manierami i poczuciem godności.Pani Komorowska, ta od tego pana z wąsem, podobno porażała brakiem tejże klasy, poczucia humoru, i jakby nie za bardzo umiejąca się znaleźć w tym towarzystwie. I dla jednych był to szok, dla innych normalka. Pan Komorowski zresztą w tym samym stylu i guście, ale to znana nam już postać i wiemy co się po tym panu możemy spodziewać. Najgorzej jednak, kiedy zabiera głos i kiedy podmienia kieliszki na raucie. Nie mówiąc już o duńskiej morskiej faunie.
Przypomnę, że Martha Eggerth, wiedenka, także pieśniarka, była żoną Jana Kiepury, stanowili podobno bardzo zgrane stadło, Sam śpiewak raczej rzadko bywał w Polsce, miał w tamtym czasie swój pensjonat "Patria"w Krynicy, oczywiście po wojnie natychmiast znacjonalizowany i funkcjonował przez wiele lat jako dom wczasowy. Jan Kiepura, w latach przedwojennych jeden z najwybitniejszych tenorów świata, to zresztą bardzo ciekawa postać i poświęcono Kiepurze wiele publikacji, filmów, opowiadań. Przyznam się, że nawet nie wiedziałem, że pani Kiepurowa żyje i do tego jest podobno w dobrej formie. Obawiam się, że kiedy wymrze to pokolenie, to pozostaną jedynie pokolenia pawlaków, tusków, kopaczów. Pokolenie porażające indolencją, nieznajomością prawideł polityki, zgarniających ku sobie wszelkie dobra, sprawy zaś publiczne, czyli nas wszystkich, mające głęboko gdzieś. Zaś wielki Jan, chłopak z Sosnowca, jak lubił siebie nazywać, ma w swoim mieście ławeczkę ze swoją postacią.
Polityka jest trudną sztuką, trzeba być dla ludzi i z ludźmi. Dla mnie kiedyś tak przedstawiał się Sikorski, ten od spraw zagranicznych. Młody, niebrzydki, z pewną ogładą na salonach i - tak się wydawało - z wiedzą o przedmiocie, w którym mu przyszło działać. Z czasem jednak okazało się, że to mydłek, dbający jedynie o swój image, a sprawy polityki państwa są mu całkowicie obce. Czego przykładem może być chęć zbycia się suwerenności Polski na rzecz naszych zachodnich sąsiadów. Schlebiający sowietom, mizdrzący się do Angeli, nie umiejący załatwić z Amerykanami najprostszych spraw, aby tu choćby o wizach. Wiem, to nie jest może takie proste, ale warto wiedzieć, że z europejskich krajów jesteśmy nieliczni (a może i jedyni), którzy musimy ubiegać się o wizy w konsulacie na Stolarskiej. Zaś na skutej jego polityki zagranicznej jesteśmy w świecie traktowani jako państwo drugiej kategorii. Kiedy likwidujemy swoje placówki dyplomatyczne i konsularne w wielu krajach świata i nasze sprawy przejmują kraje całkowicie nam obce, a często wręcz nam niesprzyjające. Ale kiedy przyjdzie do spotkania ministerialnego na terenie Polski, to władztwo przejmuje nie gospodarz, ale szef dyplomacji sowieckiej. Taki jest Sikorski, dzięki Bogu niespokrewniony z generałem Sikorskim, który poległ w Gibraltarze.
K. jak Kopacz. Ta pani, to trwoga i przerażenie. Jej głupota, przepraszam że ja tak bardzo bezpośrednio, jest porażająca. To co ta baba (jeszcze raz przepraszam czytelników) nawyprawiała w sprawie smoleńskiej nadaje się nie tyle do trybunału stanu i wieczystego więzienia, ale do Trybunału Boskiego. Naraziła nasz kraj na śmieszność, na ogromne koszty, naraziła rodziny poległych w zamachu smoleńskim na niewyobrażalne straty moralne i fizyczne. To w tym biednym kraju już każdy, nawet najgłupszy i bez honoru, może zostać politykiem i oddziaływać skutecznie na losy państwa? Plichcie także to groziło, ale późno bo późno, zdołano go unicestwić. Ale czy na stałe, tego nie byłbym tak pewny.
435
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze