Wczoraj na rodosie w środku dnia +8C, w domku +3, w piwnicy +1.
Tak ta planeta płonie. W zeszłym roku już w połowie kwietnia
z przyjemnością siedziałem w piżamku na werandku
sącząc to-i-owo niskobudżetowego, acz skutecznego.
Teraz w dzień się nie dało usiedzieć. Ale podobno w weekend
ma wystrzelić powyżej +25C. Zobaczymy jakie będą nocki.
Zaryzykowałem i przykręciłem wodę, mimo że jeszcze mogą być przymrozki.
Musi być na majówkę, gdy będę produkował ceodwa, by potem dogaszać.
Okrutnie sucho. Erkowa dziś wylała prawie dwa metry wody. Bo lubi.
Cytryniec chiński przeżył zimę i się puszcza.
Iglaki ruszają nieśmiało, klon-samosiej też (już ma 4metry!),
kasztany-erkosieje też ruszyły, zaś dęby jeszcze śpią, nawet te czerwone.
Dekli nie spotkałem, ale powiesiłem fotopułapkę i będę wszystko wiedział.
Rude maupy (jedną widziałem) nie ruszają fioletowych
i koreanka już szaleje - pięć nowych (+dwie zeszłoroczne):




Komentarze
Pokaż komentarze (8)