Jakiś czas temu byłem przez rok ministrantem. Do kościoła miałem ponad 3 km, obsługiwałem często msze o 6 rano itd. 10% kieszonkowych z kolęd musiałem oddawać parafii (zacząłem miesiąc przed jedną kolędą i w związku z relokacją siebie, skończyłem być ministrantem miesiąc po drugiej kolędzie), choć to i tak dobrze, bo wiem, że w wielu parafiach połowę.
A dziś? Dzisiaj jestem antyklerykałem. Uważam, że episkopat drenuje to państwo gdzie się da i ile się da. Przy bierności samego państwa, którego władze nie chcą lub nawet nie zamierzają się postawić; a także przy układzikach z lokalnymi władzami samorządowymi (NIK powinien sprawdzić, czy dochodzi tu do procederu prania publicznych pieniędzy, zwłaszcza w Gdańsku).
Powinno się postawić przed kościołem rzymsko-katolickim sytuację jasno:
- koniec z jakimikolwiek roszczeniami wobec skarbu państwa;
- koniec z jakimkolwiek wspieraniem kościoła z budżetu;
- koniec z ukrywaniem księży-pedofilów i innych zboczeńców w sutannach przez kościół;
- w trakcie stawania się biskupem, mają oni składać przysięgę na lojalność państwu polskiemu (której przysięgi brak przestrzegania skutkowałby odpowiedzialnością karną);
- jak się nie podoba, to droga do Watykanu stoi otworem.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)