
Przeczytałem ostatni wpis Skurnaczi (polecam bloga hehe), gdzie wzmiankował o europośle, który nazywa się Daniel Cohn-Bendit.
I tak mi się o nim przypomniało. Próba wyrzucenia go z paryskiej uczelni w 1968 roku, podczas manif komuszo-anarcho-hippisowskich (skrytykował otwierającego obiekt Ministra Sportu i Młodzieży François Missoffe między innymi za to, że ten nie interesuje się problemami seksualnymi młodzieży). Coś wam to przypomina? Urodził się w rodzinie, która zwiała w latach 30. z Niemiec do Francji. Do wieku 18 lat był bezpaństwowcem, zyskał przydomek Czerwony Dany, w Niemczech kierował Urzędem ds. Wielokulturowości we Frankfurcie, a w ramach instytucji UE był m.in. członkiem Komisji Gospodarczej i Monetarnej. Zasiada w europarlamencie we frakcji Zielonych (raz to z francuskich okręgów, raz z niemieckich).
A oto parę określeń, które sądzę, że do niego pasują:
- ,,wybitny europejczyk" i internacjonalista (w jak najbardziej pejoratywnym znaczeniu tego wyrazu);
- lewak;
- pedofil;
- prosyjonista;
- do awersarzy w europarlamencie czy poza nim (m.in. nie cierpi Viktora Orbána) zwraca się m.in. ,,chory psychicznie'', jednocześnie w swojej obronie potrafiąc zasłonić się tzw. poprawnością polityczną.
Cóż widocznie, nie tylko Polska ma swoich Michników (Szechterów). Szkoda tylko, że na decyzję o losie Europy znaczny głos mają tego typu mendy, bleh.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)