Tak obserwuję poczyniania geopolityczne rządzących Polską i dochodzę do wniosku, że Polacy w ostatnich wiekach to ofiary losu na arenie międzynarodowej. Może brzmi to ostro, ale chyba taka prawda.
Przestaje mnie dziwić, że to na ten kraj - którego władze przebąkiwały coś o honorze, zamiast stosować realpolitik - dokonały najazdu dwie nienawidzące i niecierpiące siebie nawzajem potęgi; przy całkowitej bierności tzw. sojuszników RP. A wcześniej na dekady dokonano kilkustopniowych rozbiorów jednego z największych europejskich krajów jak gdyby nigdy nic, choć można było stosunkowo łatwo nie tylko się przed tym uchronić, ale i ... dokonać zaborów zaborców wespół z Turcją, Szwecją i Saksonią.
I tak współcześnie postkomunistyczny rząd wchodzi w zad USA oraz wysyła wojsko na egzotyczne wojny do Afganistanu i Iraku. Kolejny rząd utrzymuje ten stan rzeczy, a na dodatek podskakuje największemu krajowi świata, w tym wydziwiając z poparciem jakieś Gruzji chcącej okupować Abchazję i Osetię Płd. (a obecnie PiS to już zupełnie najchętniej wywołałby jakąś wojnę z Rosją). A teraz następni dodają do tego współpracę militarną z... reżimem syjonistycznym, wysyłając F-16 do Izraela, który nie tylko nie jest sojusznikiem, ale jeszcze stoi w przededniu potencjalnego dokonania nalotów na Republikę Iranu, a także który to Izrael dopiero co zerwał wszelkie kontakty z Radą Praw Człowieka ONZ.
Żal. Nie licząc okresu kiedy czuwał Marszałek, Polacy nie mają szczęścia, jeśli chodzi o prowadzenie geopolityki przez ich rządy w przeciągu 3 ostatnich stuleci.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)