Może i trudno nazwać ostatnie zmiany emerytalne jakąś wielką reformą. Niemniej jest to krok w dobrym kierunku. I nie ma co się dawać zwieść populistycznym gadkom Kaczyńskiego, czy Millera. Kto przede wszystkim zyska na zmianach emerytalnych?
Otóż przede wszystkim zdecydowana większość Polaków. Ci wszyscy którzy na starość, aby się utrzymać, zamierzają ciągnąć znaczną większość środków pieniężnych nie skąd indziej jak z państwowych emerytur. Ale żeby je stamtąd otrzymywać, to co musi być? Ano musi ten system w tej czy innej formie, ale nadal funkcjonować. Trzeba zrozumieć, że nie jest to kwestia czy podwyższać czy nie podwyższać progu emerytalnego, tylko o ile podwyższyć. Nie wiem na ile tej babie można wierzyć w to co mówi, ale jednak Kluzik-Rostkowska potwierdziła, że sam PiS w trakcie swoich epizodycznych rządów także rozpoczął prace nad zwiększeniem wieku emerytalnego. Zresztą słynący z lenistwa rząd Tuska chyba jakoś intensywnie nie skłaniał się ku temu rozwiązaniu - bo mógł zrobić to już wcześniej; wynika to zapewne głównie z tego, że przyjrzeli się, że jeszcze parę lat i tak dalej nie da rady już pociągnąć z emeryturami, gdyby miały zostać jak obecnie i nie pomogłaby nawet kreatywna księgowość Rostowskiego.
Te zmiany nie rozwiązują sprawy w sposób kompleksowy, ale mimo to dają nadzieję, że starsi Polacy - przynajmniej przez najbliższe dekady - będą otrzymywać jednak jakieś emerytury.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)