Gdybym miał wystarczająco dużo środków (podejrzewam, że trzeba będzie dużo!..), wziąłbym udział w licytacji na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nazwy pociągu TLK relacjiOlsztyn – Wrocław – Olsztyn lub Lublin – Szczecin (Świnoujście) – Lublin. Wystawiłbym nazwę: „Cezary Grabarczyk”.
To byłoby bardzo godne uhonorowanie działań pana ministra w odniesieniu do kolei.
A poważnie – druga wojna na kolei żelaznej jest świetną ilustracją różnych ideologicznych podejść do państwa, społeczeństwa i gospodarki. Etatyści najchętniej z powrotem przekształciliby PKP w przedsiębiorstwo państwowe, oddaliby kontrolę nad nimi ministrowi i… wiedzieliby, kogo winić za ich stan; a jeśli nie da się tych kolei znacjonalizować, to przynajmniej ścinajmy głowy ministrom, wiceministrom, menadżerom spółek – i już, lud zadowolony.
Leseferyści doprowadzili do tego, co mamy: sto kilkadziesiąt spółek i niech rynek sam rozstrzyga. Jak widać, nie rozstrzyga.
Socjalliberałowie zliberalizowaliby rynek przewozów pasażerskich, dopuszczając doń konkurentów z Unii Europejskiej, nakazaliby właścicielowi infrastruktury udostępniać ją wszystkim podmiotom – ale jednocześnie wprowadziliby mocnego regulatora tego rynku, który zapobiegałby takim awanturom, jak ta przy wprowadzaniu nowego rozkładu jazdy albo – niczym UOKiK lub UKE – byłby w stanie nałożyć dotkliwe kary za takie niedołęstwo, jak przy powrotach sylwestrowych (włącznie z wagonami w Olszynce).


Komentarze
Pokaż komentarze (4)