23 obserwujących
483 notki
266k odsłon
  289   2

„jack-in-the-box" Dlaczego rosyjskie wieże czołgowe latają?

Foto.defence24
Foto.defence24
Nowoczesne uzbrojenie przeciwpancerne wykazało bezlitośnie na Ukrainie, że rosyjski, karuzelowy sposób dostarczania i magazynowania amunicji w czołgach jest zabójczy dla ich załóg. Trafienie z boku w pojazd kończy się bowiem najczęściej zerwaniem wieży i odrzuceniem jej nawet na kilkadziesiąt metrów w górę, razem z dwoma czołgistami.

Nie jest to naszym zmartwieniem, ale sami powiecie, że to musi być widowiskowe (dla obserwatorów) i piekielnie stresujące dla owych dwóch czołgistów, wytypowanych na „biełkę i striełkę” niskiej orbity..Wyrwane wieże rosyjskich czołgów na ukraińskich polach stały się swoistym symbolem wojny na Ukrainie. Amerykanie określają to nazwą zabawki-niespodzianki „pajacyk w pudełku" („jack-in-the-box"), z którego po otwarciu wieczka wyskakuje figurka klauna. Liczba leżących oddzielnie wież świadczy o tym, że taki sposób destrukcji rosyjskich „tanków" nie jest wynikiem przypadku, ale defektem zastosowanej konstrukcji systemu przechowywania i ładowania nabojów. W czołgach wywodzących się z rodzin: T-72 i T-90 oraz T-64 i T-80 zastosowano bowiem karuzelowy sposób ładowania wkładów amunicyjnych, w którym ładunki miotające i pocisk są ułożone w obracającym się zasobniku w kształcie pierścienia. W ten sposób można przekręcić magazyn w taki sposób, aby uzyskać dostęp do potrzebnej w danej chwili amunicji. Wtedy potrzebny ładunek miotający i pocisk są wyciągane do góry przez specjalny automat i ładowane do lufy tworząc w ten sposób gotowy do strzału nabój. W przypadku T-64 taki zasobnik zawiera 28 wkładów amunicyjnych, natomiast T-72 ma ich 22. Pierścieniowy magazynek znajduje się bezpośrednio pod główną wieżą i dwoma członkami załogi (dowódcą i celowniczym). Na Ukrainie okazało się dobitnie, że trafienie pocisku przeciwpancernego w odpowiednie miejsce w tak zbudowanym czołgu powoduje reakcję łańcuchową i wybuch zrywający wieżę lub nawet wyrzucający ją w powietrze. Oznacza to automatycznie natychmiastową śmierć całej załogi. Panzerfaust 3 na przykład jest do takiej zabawy idealny.

Tak naprawdę karuzelowy sposób podawania amunicji w rosyjskich czołgach miał być symbolem wyższości technologicznej sowieckich a później rosyjskich czołgów nad zachodnimi. Mechanizm zastosowany po raz pierwszy przez Sowietów w czołgach T-64 (tzw. przenośnik karuzelowy) miał bowiem dwukrotnie przyśpieszyć ładowanie odpowiedniego naboju do lufy zwiększając szybkostrzelność, a dodatkowo pozwolił na pozbycie się ładowniczego. Załogi czołgów T-64, a później rodziny T-72 składały się więc „tylko" z trzech osób: dowódcy, celowniczego i kierowcy. Jak się później okazało taki postęp i automatyzacja nie znalazły uznania w niektórych krajach zachodnich, w tym w najnowszych czołgach amerykańskich (np. M1Abrams) i niemieckich (np. Leopard2). Zdecydowano się w nich bowiem wybrać prostsze rozwiązanie i pozostawić czwartego członka załogi – ładowniczego. Wykazano bowiem, że dobrze wyszkolony ładowniczy może być równie szybki jak rosyjskie automaty. Ponadto czwarty członek załogi upraszcza utrzymanie czołgu w sprawności i później w działaniu (przyśpieszając np. naprawę zerwanej gąsienicy czy proces uzupełniania zapasów). Ale wybranie takiego, a nie innego sposobu ładowania wynikało też z innego podejścia do tolerowanych strat. Kraje zachodnie na pierwszym miejscu stawiały bowiem przeżywalność załogi, a nie jak Rosjanie: wykonanie zadania za wszelką cenę. Amerykanie wiedzą bowiem, że łatwiej jest dostarczyć nowy czołg niż wyszkolić jego obsługę. Pozostawili więc ładowanie „ręczne", ponieważ pozwala ono na odseparowanie załogi od magazynu amunicji. W czołgach Leopard 2 i M1 Abrams pociski przechowuje się bowiem w chronionej kapsule z tyłu wieży i oddzielonej od części załogowej specjalnym włazem przeciwwybuchowym. Włazy te są mocniejsze niż górny pancerze, przez co eksplozja amunicji po trafieniu jest skierowana do góry przez panele wydmuchujące (blowout panels), a nie do przedziału załogi. Zapobiega to dekapitacji wieży, jaką często widać w przypadku czołgów T-72/T-64 i pochodnych. I nie ma tu znaczenia, że czołgi wywodzące się konstrukcyjnie jeszcze z czasów Związku Radzieckiego są niższe mając mniejszą wieżę (2,19 m w porównaniu do 2,44 m w przypadku M1A1 Abrams), są lżejsze mając m.in. mniej zaawansowany pancerz (41 ton w porównaniu do 67 ton w przypadku M1A2 Abrams) i podobno są zwrotniejsze od większości swoich zachodnich odpowiedników. Wojna w Ukrainie, udowodniła, że takie rozwiązanie nie sprawdza się jednak w zetknięciu z nowoczesnymi systemami przeciwpancernymi i nowatorską taktyką działania ukraińskich żołnierzy.


Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale