Nigdy nie byłem fanem tego zespołu.
Z lat młodzieńczych pamiętam, że przez moment zafascynował mnie album z 1982 r. „The Number Of The Beast”.
Przesłuchałem wtedy również ich dwie poprzednie płyty, ale już nie wywołały we mnie takiej ekscytacji jak „Beast”.
Później jeszcze posłuchałem „Piece Of Mind” i „Powerslave”, ale już bez entuzjazmu.
Nie poszedłem na ich koncerty w Polsce w 1984 r. (rzecz wtedy bez precedensu, światowa, świeża „wiecie o co chodzi” gwiazda przyjeżdża od Polski), które rozpoczynały ich sławne światowe tournee „Word Slavery”.
Co mnie wobec tego skłoniło do zainteresowania się Iron Maiden ponownie po prawie 30 latach.
Zobaczyłem film „Flight 666” dokumentujący trasę promującą składankowy album „Somewhere Back In Time”.
Film zapewniam Was fascynujący, nawet nie dla fanów metalu.
Postanowiłem po jego obejrzeniu zapoznać się świeżym, nieuprzedzonym uchem z dyskografią Iron Maiden.
W jakim sensie mój przegląd płyt Iron Maiden jest czasami polemiką ze świetnymi recenzjami znajdującymi się na witrynie rockers.
W przeciwieństwie do ocen z rockers moja skala ocen jest szkolna (1-6)
„Iron Maiden” (1980) – moja ocena 5
Odnośnie tej płyty występuje wszechobecne marudzenie, że jest to płyta źle wyprodukowana i źle nagrana.
Być może, zresztą powiedzmy sobie szczerze, większość płyt rockowych w przeciwieństwie do płyt jazzowych i płyt z muzyką klasyczną jest fatalnie nagrana, ale cóż z tego.
Who cares?
I kto to słyszy?
Wracając do sedna, ta płyta, to bardzo mocny wstęp do dalszej kariery zespołu.
Dla mnie nie ma na niej słabych numerów, ale mój ulubiony poza oczywiście „Running Free”, „Phantom Of The Opera” czy tytułowym, to instrumentalny „Transylwania”.
Kapitalna płyta.
„Killers” (1981) – moja ocena 4
Druga płyta nie jest już tak dobra jak pierwsza, ale widać, że zespół ma duży potencjał.
Moim ulubionym kawałkiem jest znowu utwór instrumentalny, tym razem to „Genghis Khan”.
Cała płyta jest warta posłuchania i jak to się zwykło pisać jest ona solidna, bardzo solidna.
Na tej płycie uwidaczniają się słabości wokalisty.
Dobrze, że na tej płycie zaśpiewał po raz ostatni Paul Di’Anno.
„The Number Of The Beast” (1982) – moja ocena 6
Zwykło się mówić, że dopiero trzecia płyta jest właściwym sprawdzianem dla młodego obiecującego zespołu, bowiem zazwyczaj dwie pierwsze bazują na materiale powstałym długo przed debiutem płytowym, wskutek czego często jest on przemyślany i przetestowany.
Materiał na trzecią płytę jest zaś pisany zazwyczaj w pośpiechu rozpędzającej się kariery i rosnących oczekiwań fanów.
Ironsi, z nowym wokalistą Brucem Dickinsonem sprostali tym oczekiwaniom, a nawet je przewyższyli.
Oczekiwano bowiem dobrej płyty, a wyszła wspaniała.
Trzy zabójcze numery (tytułowy, "Run To The Hills” i “Hallowed Be Thy Name”), jak również nieustępujące im, a równie dobre „Children Of The Damned”, „The Prisoner”, ale zwłaszcza “22 Acacia Avenue” ( mój ulubiony).
Po 30 latach ten album nadal lśni.
Nigdy później nie nagrali Ironsi tak dobrej płyty.
"Piece Of Mind” (1983) – moja ocena 4,25
Kolejna udana płyta, choć nie tak dobra jak „Beast”.
Wiem, że fani zespołu uwielbiają „Flight Of Icarus” i „Who Eagles Dare”, ale jakoś mnie te klimaty nie biorą.
Tak czy owak, Ironsi nadal trzymają poziom.
Dodatkowo należy zauważyć, że za bębnami zasiadł Nicko McBrain – bardzo zabawny facio, a przy tym kompetentny perkusista.
"Powerslave” (1984) – moja ocena 4,5
Płyta znacznie lepsza od poprzedniej.
To na niej znajdują się takie zabójcze killery jak „Aces High” czy „2 Minutes To Midnight”, jak również najdłuższy utwór Harrisa „Ancient Marines”.
Dla mnie to równa płyta i podobają mi się takie rzeczy jak innym się nie podobają np. instrumentalny „Losfer Words”.
Brawo, piękna seria.
„Somewhere In Time” (1986) – moja ocena 3,5
Nie podoba mi się ten album, jest jakiś taki zbyt miękki.
Chyba na nim pojawiły się syntezatory, których nie jestem przeciwnikiem, ale te złagodzenie brzmienia jakoś mi nie pasuję.
Chyba jedynie „Heaven Can Wait” jestem w stanie strawić.
„Seventh Son Of A Seventh Son” (1988) – moja ocena 5
Nie uwierzycie, ale dopiero dwa dni temu usłyszałem po raz pierwszy cały album.
Podobał mi się (mimo, że użyto na nich syntezatorów).
Świetny album zawierający zróżnicowany materiał, poczynając od mocnego „Moonchild” przez przebojowy „Can I Play With Madness”, majestatyczny utwór tytułowy po galopadę „Only The Good Die Young”.
Bardzo fajna płyta, inna niż te klasyczne początkowe, ale trzymająca poziom.
„No Prayer For The Dying” (1990) – moja ocena 3
O poprzedniej płycie napisałem, że trzyma wysoki poziom.
O tej płycie już tak powiedzieć nie można.
Jest po prostu słaba i nudna.
Na dobrą sprawę zawiera tylko dwa dobre utwory: fajny, balladowy utwór tytułowy i “Bring Your Daughter...To The Slaughter” (już sam tytuł jest fajny, nieprawdaż?)
„Fear Of The Dark” (1992) – moja ocena 3,5
Daję trójkę z plusem z ciężkim sercem, bo płyta ta na nią chyba niezbyt zasługuje, ale faktem jest, że zawiera przynajmniej dwa kapitalne utwory: otwierający płytę „Be Quick Or Be Dead” i zamykający tytułowy.
Zwłaszcza ten ostatni jest powalający.
A tak poza tym, mizeria uszy chwytająca i nuda.
„The X Factor” (1995) – moja ocena 3,75
Na tej płycie nie śpiewa już Bruce Dickinson i to rzeczywiście słychać.
Nowy wokalista, Blaze Bayley nie jest złym wokalistą.
Jest inny i to tak diametralnie inny od Dickinsona, że jeżeli ktoś uważał wokal Bruce’a za kanoniczny styl Ironsów, to Ironsów z Blazem nie polubi.
Fani Ironsów zlali ten album i całkiem niesłusznie, gdyż jest on naprawdę ciekawy, chociaż sam mam wątpliwości czy to jeszcze Iron Maiden.
Mnie tam się podoba zarówno mroczny, otwierający płytę „Sign Of Cross”, jak i Fortunek Of War” (może zbyt patetyczne, ale cóż), „The Aftermath”.
Naprawdę fajna płytka i nie warto jej lekceważyć tylko dlatego, że lubiliśmy Bruce’a na wokalu.
Virtual XI (1998) – moja ocena 2,5
To chyba najsłabsza płyta Iron Maiden, chociaż mnie osobiście spodobały się dwa utwory: “When Two Worlds Collide” i kończący “Como Estais Amigos”.
Reszta to nieporozumienie i kompromitacja.
Brave New World(2000) – moja ocena 4,25
Jest to pierwsza od „Seventh Son Of A Seventh Son” płyta, która zdecydowanie zasługuje na pochwałę, no może nie bezwarunkową, ale jednak pochwałę.
Dziwna to płyta.
Dużo w niej klawiszy.
Nie jest też tak twarda i bezkompromisowa jak płyty z lat 80-tych.
Nie ma też jednoznacznie wciągających killerów, ale cała płyta, choć długa (66 minut) robi dobre wrażenie.
Miło się jej słucha i bez obrzydzenia, a to już jest bardzo ważne.
Reasumując, dobra płyta, choć nie tej samej wagi co te klasyczne z lat 80-tych.
„Dance Of Death” (2003) – moja ocena 4
Fani Iron Maiden czepiają się tej płyty, a mnie się ona podoba.
Oczywiście nie dorównuje tym z lat 80-tych (który to już raz powracam z rzewnością do tego okresu kariery Iron Maiden), ale naprawdę nie ma co się jej specjalnie czepiać.
Ma wykop, naprawdę nie jest zła.
Wystarczy tylko uważnie posłuchać.
Na plus zapisuję fajny „balladowy” utwór tytułowy, energetyczny „Gates Of Tomorrow” i pompatyczny „Journeyman”, na minus rozpoczynający płytę banalny do bólu zębów „Wildest Dreams”.
Może płyta powinna być nieco krótsza, ale i tak oceniam ją pozytywnie.
A Matter Of Life And Death(2006) – moja ocena 4
Strasznie długa płyta (71 minut), chociaż następna przebije ją jeszcze o 5 minut.
Po co nagrywać tak długie płyty metalowe, nie wiem, przypomnę tylko, że „Beast” trwała tylko 44 minuty i najzupełniej to wystarczało, przynajmniej dla mnie.
Płyta niezła i ciekawa, ale co tu dużo ukrywać nawet jej najlepsze momenty jak„Brighter Than A Thousand Suns”, „The Longest Day” czy „For The Greater Good Of God” nie mają w sobie tyle pasji co jakikolwiek numer z któregokolwiek albumu grupy z lat 80-tych.
To już jest całkiem inne Iron Maiden i tylko głos Bruce’a Dickinsona pozostał ten sam.
The Final Frontier(2010) – moja ocena 3,75
Nie zmieniać raz wypracowanego na tę dekadę nowego stylu Iron Maiden, taki chyba był cel zespołu.
Pozytywnie oceniam tę łupankę, ale lepiej byłoby jakby Ironsi skrócili ten album co najmniej o 1/3.
Trudno ocenić ten album, jakoś Iron Maiden XXI wieku nie wywołuje u mnie dreszczy jak dawniej.
Trochę szkoda.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)