Wczoraj zobaczyłem czwartą cześć disneyowskiej sagi o piratach.
Nie ukrywam, że część pierwsza czyli "Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły" z 2003 r. bardzo mi się podobała i nie dziwię się, że odniosła sukces.
Sukces filmu był powodem nakręcenia trzech kolejnych filmów.
Każda kolejna część podobała mi się coraz mniej, aż w końcu doszliśmy do "Nieznanych wód".
Szkoda tracić ponad dwie godziny czasu, gdyż akcja wlecze się jak flaki z olejem, często mamy do czynienia wręcz z autoplagiatami, ale to nic, bo najgorsze w tym wszystkim jest aktorstwo.
Nikomu się nie chce grać.
Johnny Deep parodiuje sam siebie, Penelope Cruz gra byle jak i nie wiadomo kogo, nawet Geoffrey Rush zawodzi.
Humor też nie jest tu najwyższego lotu, no może poza zabawnym dialogiem na bezludnej wyspie pomiędzy Johnny Deepem a Penelope Cruz.
Ona do niego: "Kocham Cię"
On: "Ja też siebie kocham".
Co gorsza ma być ponoć nakręcona część 5.
Nie no tego to już za wiele.
Czas zakończyć tę sagę.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)