
Roxy Music (1972)
Olśniewający debiut, dla mnie osobiście najlepsza płyta tej formacji.
Najbardziej twórcza, najciekawsza, wypełniona świetnymi "piosenkami".
Wstawienie cudzysłowia jest jak najbardziej adekwatne, bo czy rzeczywiście tak pokręcone wielowarstwowe i wielowątkowe kompozycje jak "Re-Make/Re-Model" czy "If There Is Something" można nazwać piosenkami.
A na okładce pierwsza z całej serii modelek pojawiających się na okłądkach ich płyt - wyzywająca Kari-Ann Muller, która później wyszłą za mąż za Chris Jaggera, brata niejakiego Micka Jaggera.

"For Your Pleasure" (1973)
Na okładce pojawia się kobieta o męskim głosie, Amanda Lear, która w pewnym momencie została nawet gwiazdą disco, no może tylko gwiazdką.
Ta płyta to raczej kontynuacja, tego co tak udatnie Brian Ferry i jego kompani, w tym Brian Eno, zagrali i zaśpiewali na poprzednim albumie.
Niemniej są pewne nowości i odstępstwa od stylu poprzedniczki np. "In Every Dream Home a Heartache" z pięknie rozwijającym się tematem i atomową, hadrockową kulminacją czy monotonny a taki monochromatyczny "Bogus Man".
Kolejny bardzo dobry album.

"Stranded" (1973)
Tym razem na okładce pojawia się niegdysiejszy króliczek Playboya, Marilyn Cole, ale co do samej płyty to już mam wątpliwości.
Niby Brian Ferry śpiewa podobnie jak poprzednio, zespół gra z równym entuzjazmem, ale jakoś to się wszystko nieco rozłazi i nie jest tak przekonujące jak bywało wcześniej.
Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to zła płyta. Po prostu jest ona słabsza od jedynki i "For Your Pleasure".
Niemniej nadal jest to kawał niezłej i oryginalnej muzyki.
"Country Life" (1974)
Ta okładka swego czasu wzbudziła swoją śmiałością spore kontrowersje i nic w tym dziwnego (pojawiły się naiej dwie modelki, Constanze Karoli i Eveline Grunwald).
Co do płyty, to mogę powiedzieć tak, to kolejna płyta, która jest gorsza od poprzedniczki.
Niestety zespół obniża swoje wysokie loty, naszczęście tylko stopniowo, więc jeszcze tę płytę można bez obrzydzenia przetrawić, choć nic nie wnosi nowego do ustalonego stylu i wizerunku grupy.

"Siren" (1975)
Te tytułową syreną jest późniejsza była żona, a w czasie nagrywania fiancee Ferry'ego - amerykańska modelka , Jerry Hall.
Co tu dużo pisać, to już nie jest ten poszukujący zespół , który śpiewał 2 lata wstecz te dziwne, pokręcone piosenki.
Widać, że Brianowi Ferry zależy na dotarciu do szerszej publiki i stara się jak może, żeby być słodki, a muzyka maksymlanie komunikatywna.
Może nie powinno się robić z takich ambicji zarzutu, ale pod warunkiem, że kompozycje są najwyższej próby, tymczasem tak nie jest.
Wkrada się banał w te utwory , ale do końca nie jest jeszcze źle, wciąż słychać Roxy Music i nie sposób ich z kimkolwiek pomylić.

"Manifesto" (1979)
Tym razem na okładce pojawiają się manekiny modelek, a nie same modelki i tak samo jest z muzyką na tej płycie, zamiast żywej muzyki, pojawia się na niej jakiś taki popowy plastik .
Począwszy od "Stranded" każda kolejna płyta była gorsza od poprzedniej i tak jest tym razem, z tym, że o ile poprzednio te różnice klasy były niewielkie, to teraz między "Manifesto" a najgorszym albumem z pierwszego etapu kariery "Siren" to prawdziwa przepaść.
Słaba to płyta, choć jest parę utworów, które da się posłuchać np. Angel Eyes, My Little Girl.

"Flesh and Blood" (1980)
Szczęśliwie Roxy Music osiągnęło dno na "Manifesto" i płyta "w zdrowym ciele zdrowy duch" (moje swobodne tłumaczenie "Flesh and Blood") był już o niebo lepsza i zerwała z niechlubną tradycję pikowania w dół.
Anonimowe modelki przymierzają się do rzutu oszczepami, a Brian Ferry napisał i zaśpiewał znacznie lepsze piosenki.
Może jeszcze początek czyli potwornie beznadziejna wersja znakomitego utworu Wilsona Picketta "In the Midnight Hour" świadczyłby o słabej formie zespołu, ale kolejne utwory wskazują, że jest lepiej, dużo lepiej ("Oh Yeah" , "Flesh and Blood", "My Only Love", "Running Wild").
Płyta może nie rewelacja, ale w porównaniu z "Manifesto" to perła.

"Avalon" (1982)
Osobą w hełmie na okładce ostatniego albumu Roxy Music jest kobieta i to nie przypadkowa kobieta. To Lucy Helmore, a jakże również modelka, jak inne panie z poprzednich płyt Roxy Music, ale również narzeczona Ferry'ego, a po wydaniu płyty jego żona.
Znam takie zdanie krytyków, iż "to, że ze wszystkich płyt nagranych przez Roxy Music ta zdobyła największą popularność jest raptem zasługą jednej piosenki." (wiadomo, zresztą jakiej).
Absolutnie się z tym twierdzeniem nie zgadzam, bo co prawda utwór tytułowy jest absolutnym megahitem i czymś poza zasięgiem, to takie numery jak "Take a Chance with Me", "While My Heart Is Still Beating" czy "More Than This" sroce spod ogona nie wypadły.
Płyta, która udanie zakończyła karierę tego ciekawego zespołu.
Lepiej, gdy ostatnim akordem jest dobre dzieło niż marny, nudny gniot, dlatego lepiej dla Roxy Music, że ich końcem był "Avalon", a nie "Manifesto".
A na deserek "Let's Stick Together" z solowego albumu Ferry'ego


Komentarze
Pokaż komentarze (4)