W dzisiejszej (wtorek) porannej audycji radia TOK FM prowadzący ją redaktor Igor Janke ("Rzeczpospolita") powołując się na informacje z macierzystej redakcji ostro i pryncypialnie skrytykował funkcjonariuszy Policji, którzy mieli znęcać się w komisariatach nad piłkarskimi KIBICAMI (!!!) aresztowanymi przez wspomnianą Policję po burdach i demolowaniu centrum Warszawy po niedawnym meczu Legia Warszawa - Polonia Warszawa. Oburzony redaktor Igor Janke pomstował, że "funkcjonariusze bili KIBICÓW (!!!) śrubami po jądrach". O zgrozo! Otóż panie redaktorze. Nie chodzi mi o zachowanie i działania funkcjonariuszy Policji. Jeśli było tak, jak pan mówi to sprawą powinna zająć się prokuratura. Chciałbym natomiast zapytać się pana od kiedy to stadionowa hołota, stadionowe bydło, stadionowi bandyci zasługują na miano KIBICÓW (!!!)? Bo twierdząc, że na komisariatach funkcjonariusze Policji wyżywali się na KIBICACH (!!!) obraża pan setki tysięcy (jeśli nie miliony) prawdziwych kibiców, którzy dzisiaj w Polsce są na meczach żeńskiej, męskiej koszykówki, piłki ręcznej, siatkówki, żużla itd. Ale na pewno nie na stadionach piłkarskich. By to uzasadnić pozwolę sobie na garść osobistych wspomnień. Na mecze I-szej Ligi piłki nożnej w Naszym kraju chodziłem w czasach, gdy pan na księdza mówił "Zorro". W tamtych czasach na wspomniane mecze mecze chodziło się całymi rodzinami (jak np. dzisiaj w Hiszpanii, Portugalii, Holandii, czy Francji). Przede wszystkim po to, by obejrzeć mecz, poemocjonować się, zarazić futbolem syna, pokibicować swoim. Owszem. Piło się i wódkę, zakąszało ogórkiem, pomidorem. Spijało się "jabola". Bo mecz piłkarski to był swoistego rodzaju piknik. Na boisku naprawdę sportowo grali, a o tym, że sędzia, piłkarz mógł być przekupiony nikt nie myślał. To nie idylliczne czasy. Tak naprawdę było. I zapewniam pana, że temperament i adrenalina wśród kibiców nie były mniejsze od tych, które dzisiaj widzimy np. na boiskach w Anglii, czy Szkocji.
Dzisiaj panie Igorze na tzw. mecz piłkarski Orange Extraklasa tzw. kibice (stadionowe bydło) chodzą przede wszystkim po to, by rozładować swoją agresję, czyli mówiąc krótko i treściwie - dać komuś w mordę, rozwalić łeb innemu pseudokibicowi, a po meczu (ci "kibice" niejednokrotnie nie bardzo wiedzą kto z kim grał i o co) zrobić burdę w mieście, zdemolować, porozbijać i po drodze byłoby dobrze jeszcze z buta skopać czyjąś Bogu ducha winną twarz. No i oczywiście przede wszystkim LAĆ SIĘ Z POLICJĄ! Tu jest "punkt honoru" dzisiejszego polskiego "kibica". Ileż to opowieści o "bohaterskiej walce" z Policją miałem okazję wysłuchać jadąc razem (niestety) z kibolami tramwajem, czy autobusem. A jakim to "autorytetem" i mirem cieszy się taki "bohater i weteran" stadionowych i pozastadionowych walk z Policją!!! I pan panie Igorze to stadionowe bydło, tych stadionowych bandytów nazywa KIBICAMI (!!!)?! Ludzi, którzy takich jak ja "przegnali" swego czasu z piłkarskich stadionów. Ja w przeciwieństwie do pana w ogóle nie martwię się losem owych "kibiców" na komisariatach Policji. Panu radziłbym to samo. Jak już napisałem - jeśli byli bici to sprawą powinna zająć się prokuratura. A ci "kibice" niedługo będą na wolności. Nic im się nie stanie. Nie zapłacą żadnych odszkodowań, nie pójdą siedzieć. Będzie, jak zawsze. A zakaz stadionowy - o którym się tak często mówi w inteligenckich dyskusjach radiowych, telewizyjnych, prasowych - wspomniani "kibice" mają głęboko w d... Nie jest egzekwowany, jest nieprecyzyjny itd. Ta niereformowalna stadionowa hołota wie, że jak nie wejdzie na stadion Legii, to wejdzie na stadion Polonii. A jak nie w stolicy to ruszymy na Łódź, Kraków itd. Niech pan nie będzie naiwny panie Igorze i niech pan szanuje KIBICÓW! Tych naprawdę prawdziwych. Bo stadionowi bandyci to po prostu stadionowi bandyci (nie jestem pewien, czy mówiąc bydło nie obrażam bydła). Pulitzer


Komentarze
Pokaż komentarze (4)