Rocznik 1983 Rocznik 1983
26
BLOG

Oto czynię wszystko nowe

Rocznik 1983 Rocznik 1983 Polityka Obserwuj notkę 1

Nie ma lepszego dnia na inaugurację bloga, niż dzień, w którym Sejm udzielił wotum zaufania nowemu rządowi.

Oto bowiem mamy do czynienia z gabinetem, który jeszcze zanim zaczął na dobre działać, już został chyba przez większość Polaków uznany za najlepszy rząd w historii kraju. A być może i w historii świata.

Ale rząd Tuska cieszy się poparciem i zaufaniem społecznym jak chyba żaden inny w najnowszej historii Polski. Gwódź programu tkwi jednak w tym, że upadek z tak wysokiego konia jest szczególnie bolesny. A możliwość upadku jest bardziej prawdopodobna, niż przy nieco niższym poparciu. Może się szybko okazać, że poparcie dla PO oparte jest o bardzo wątłe podstawy. Niechęć do PiSu, która skłoniła elektorat do głosowania na PO, może okazać się niewystarczająca do dłuższego utrzymania władzy, tak samo jak obrzydzenie do AWSu nie wystarczyło Sojuszowi Lewicy Demokratycznej na dłuższe niż 4-letnie rządy. Przypominam, że gdy w 2001 r. SLD z ponad 40% wynikiem wyborczym sięgał po władzę, wielu komentatorów głosiło, że czeka nas 8 lat rządów lewicy, a w Millerze upatrywano albo kanclerza na tychże 8 lat, albo przyszłego prezydenta, idącego od sukcesu do sukcesu po trupach polskiej prawicy. 6 lat po tych wróżbach SLD jest średniopopularną partią szukającą na nowo swej tożsamości, a o Millerze nawet nie warto już wspominać. "Żelazny kanclerz" z początków XXI wieku utkwił dziś na dobre na marginesie wielkiej polityki. Próba powrotu w barwach Samoobrony zakończyła się wielką klapą.

Oczywiście SLD roztrwonił społeczne poparcie wikłając się w szereg afer, wzbudzających powszechne obrzydzenie Polaków. Bez tego obrzydzenia nie byłoby zwycięstw wyborczych PiSu w 2005 r. i PO w 2007 r. Ale w ostatnich dwu latach Polakom obrzydły na tyle rządy Prawa i Sprawiedliwości, że gremialnie poparli partię Tuska.

Nadal jednak nasuwają się skojarzenia z 2001 r. Wówczas Miller głosił, że jeśli SLD postanowi, że na wierzbach mają wyrosnąć gruszki, to one rzeczywiście tam wyrosną. Minęło 6 lat i dziś promineci rządzącej od niedawna partii bez żenady głoszą, że jeśli PO coś wymyśli, to napewno się tak stanie. Rzecz jasna, dziać będą się obiecane w kampanii wyborczej cuda.

PO jest jednak w o tyle lepszej sytuacji, że przez najbliższe miesiące, a może nawet i lata, będzie mogła spokojnie odwlekać reformy i odważne decyzje, tłumacząc niepowodzenia błędami PiSu. A "ciemny lud" to kupi. Skala niechęci do Prawa i Sprawiedliwości jest jeszcze na tyle duża i świeża, że będzie topnieć bardzo powoli. Chyba że jednak politycy Platformy szybko zaczną sami sobie podkładać nogi. Wówczas jednak nie będą grać na korzyść PiSu, ale na korzyść tęskniącej za ponownym dobraniem się do konfitur lewicy.

W tym wypadku nasuwają się porównania nie z 2001 r. ale z pierwszą połową lat 90. Rzecz jasna wydarzenia będą inaczej rozłożone w czasie. Ale, co ciekawe, aktorzy są niemal ci sami. Wiem, że jest to porównanie kulawe, ale póki co najlepsze na jakie mnie stać. Dwuletni okres rządów PiS jest niejako odbiciem premierskiego epizodu Olszewskiego. Rząd Tuska i Pawlaka to po troszę echo skonstruowanego przez "antykryzysową" koalicję gabinetu Suchockiej. I wówczas, i dziś, uczestnikami gry byli Jarosław Kaczyński, Donald Tusk czy Waldemar Pawlak. Lech Wałęsa i Jan Olszewski, wówczas postacie pierwszoplanowe, dziś przesunęły się w stronę tła. Brakuje tylko Jana Parysa w efektownym berecie.

Ciężko jednak Tuskowi wróżyć taką przyszłość jak Suchockiej. Tamten rząd oparty był nie o większość, ale raczej o mniejszość, a można go było obalić jednym palcem. Pomogła fatalnie skonstruowana konstytucja, złośliwość Wałęsy, pomysłowość posła "Solidarności" Alojzego Pietrzyka i niedyspozycja gastryczna ministra sprawiedliwości Zbigniewa Dyki. W tak groteskowych okolicznościach rodziła się polska demokracja (Byłem wtedy berbeciem i tak naprawdę znam tamte wydarzenia tylko z relacji prasowych i książkowych. Może gdybym był wówczas człowiekiem dojrzałym, to tamte czasy nie budziłyby u mnie tak wesołych skojarzeń).

Tusk dysponuje jednak stabilną i zdyscyplinowaną większością. Ale już teraz słychać głosy, że premier szybko może zostać pożarty przez wewnątrzpartyjną opozycję. Najgroźniejszy dla Tuska nie będzie zatem tandem Braci K. ale np. nie kryjący swych ambicji politycznych Radek Sikorski. Konkurentem może być równie dobrze także Bronisław Komorowski. Przez najbliższe 3 lata możemy zatem na polskiej scenie politycznej oglądać niesamowite przetasowania. Jak wiadomo, wraz z budową socjalizmu, walka klasowa się zaostrza. Już niedługo Platformą mogą zatrząsnąć wewnętrzne ruchy tektoniczne. I w tym momencie powraca z niebytu Leszek Miller. Akurat jego uwagi mogą być niezwykle cenne. Tusk powinien mieć na uwadze losy byłego premiera, by w najbliższym czasie ustrzec się brutusowych ciosów.

Zagadką pozostaje PiS, a o jego najbliższych losach mogą zdecydować ruchy w sprawie trzech zbuntowanych wiceprezesów. To że Ujazdowski i Zalewski rzucili wyzwanie prezesowi, może dziwić tylko na krótszą metę. Natomiast bunt Dorna, to już niemal "przewrót kopernikański". Jeszcze do niedawna wydawało się, że Dorn i Kaczyńscy to nierozerwalny związek, który przetrwa największe burze. Dorn trwał przy Jarosławie Kaczyńskim, gdy ten tkwił na najbardziej marginalnym marginesie. A dziś? Czy Kaczyński ma już kandydata na nowego Ramona Mercadera?

Interesuję się kulturą, a czasami nawet sztuką, której nie rozumiem. Ze spektaklu na podstawie Witkacego wyszedłem w połowie. Lubię obrazki Sasnala, bo ładne. Interesuję się też Wschodem, bliższym, niż dalszym. Ale byłem tam tylko przez chwilę. Od podstawówki uczę się rosyjskiego. Jak na razie umiem tyle, że potrafię kupić bułkę w sklepie spożywczym. Lubię dobrą literaturę, ale czytam wolno. Kiedyś zmęczyłem w całości "Granicę" Nałkowskiej, ale od razu zapomniałem, o czym to było. Kocham kino. Widziałem parę filmów. Miewam również poglądy polityczne. I tyle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka