Moja poprzednia notka spotkała się przychylnym komentarzem Desertrata (http://rocznik83.salon24.pl/48677,index.html#comment_728597), który wyraził zadowolenie, że w Salonie pojawił się jeszcze jeden miłośnik piłki nożnej. Miłośnik jak miłośnik, bo ostatnio rzadko oglądam mecze. LM w ostatnich sezonach śmiertelnie mnie znudziła, a do polskiej ligi nie mam dostępu (czytaj - nie mam C+). Pozostają mi jedynie mecze międzynarodowe, a te staram się śledzić z uwagą.
Nie mogę ominąć takiego wydarzenia, jak losowanie grup eliminacyjnych MŚ 2010. Jesteśmy świeżo po sukcesie w eliminacjach do Euro 2012, więc takie niusy powinny nas elektryzować. W komentarzach wyczuć można umiarkowany optymizm. Trafiliśmy na Czechy, Irlandię Północną, Słowację, Słowenię i San Marino.
Jak mawiają fachowcy: W Europie nie ma już słabych drużyn. Jest to slogan równie stary i oklepany, jak nieprawdziwy. Otóż w Europie SĄ słabe drużyny. A do takich bez wątpienia zalicza się San Marino. Nie słuchajmy zatem nikogo, kto będzie mówił, że nie wolno nikogo lekceważyć. Otóż San Marino należy zlekceważyć i po prostu rozbić ich tak, jak czynią to od lat Hiszpanie czy Włosi pakując im po 7 goli w meczu.
Irlandia, Słowacja i Słowenia wydają się prezentować podobny poziom. Czasem coś urwą komuś mocniejszemu, ale głównie dostarczają silniejszym punktów. Słoweńcy po niewielkich sukcesach na przełomie wieków (awans do ME 2000 i MŚ 2002) wrócili na niziny europejskiej piłki i raczej w najbliższym czasie do niczego się nie wybiją. Irlandczycy z Ulsteru ostatnie sukcesy zanotowali chyba w 1982 czy 1986. Zaszaleli trochę na początku eliminacji Euro 2008 (wygrali z Hiszpanią), ale potem znów wszystko wróciło do normy. Poza tym Irlandię Północną mamy już rozłożoną, bo wygraliśmy z nimi w eliminacjach do poprzedniego Mundialu. Słowacy też chyba nie stanowią większego zagrożenia. Zdarzają im się od czasu do czasu wyskoki w rodzaju awansu do baraży MŚ 2006. Ale w eliminacjach zbliżających się mistrzostw Europy osiągali już takie wyniki, do jakich przyzwyczaili kibiców.
Pozostają Czesi. Jeszcze niedawno była to drużyna z czuba rankingu FIFA i jedna z najefektowniej i najefektywniej grających ekip w Europie. Przypomnieć warto chociażby i mecz z Holandią na Euro 2004, gdy przegrywali 0:2 a wygrali 3:2. Jednak MŚ w Niemczech pokazały, że potencjał tej drużyny powoli się wypala. Ciekaw jestem co Czesi pokażą na Euro. Im akurat może się przysłużyć jakaś wymiana pokoleniowa. Prawie w każdej kategorii wiekowej mają liczącą się w Europie i świecie ekipę. W eliminacjach Mundialu 2010 zabraknie na pewno starszych graczy jak Koller, ale zostaną młodsi, ale bardzo doświadczeni - Rosicki, Baros, Grygera. Przyda się lekkie odświeżenie składu i kooptacja młodszych zawodników. Wtedy Czesi mogą być bardzo groźni.
Polacy muszą rozbić San Marino. Nie może im się przytrafić żadna wpadka z Irlandią, Słowenią i Słowacją. Będzie trudno, ale inaczej nie ma co liczyć na awans. Musimy wreszcie skończyć śmieszne kalkulacje, że jak ktoś tam wygra z kimś tam, a ktoś tam conajmniej zremisuje z kimś innym, to my możemy z kimś tam jeszcze nawet przegrać. Trzeba wygrywać co się da. A jeśli w Euro 2008 osiągniemy jakiś sukces (sukcesem będzie wyjście z grupy - na mistrzostwach Europy grupy są silniej obsadzone niż na Mundialach) i będziemy na fali, to awans jest w zasięgu ręki.
O składzie nie ma co w tej chwili dywagować. Pewnie wypadną starsi gracze jak Bąk, może Żurawski czy Żewłakow. Trzeba będzie sięgnąć po paru młodziaków. Ale to pozostawmy fachowcom. Mam nadzieję, że Leo Beenhakker ma, albo będzie miał już wkrótce kogoś, komu powierzy stery kadry po MŚ 2010. Cel - to wymierny sukces na Euro 2012. Najlepiej zwycięstwo w turnieju. Jedyna droga do tego sukcesu to udane mistrzostwa Europy w przyszłym roku i mistrzostwa świata dwa lata później. Nie możemy sobie tego odpuścić, jeśli myślimy o wygraniu Euro 2012.
Za tydzień losowanie grup Euro 2008.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)