Tytuł został zaczerpnięty z jednego ze skeczy Laskowika i Smolenia. Tak zwykle układały się w PRL-u kariery działaczy, którzy "wypadali z obiegu".
A będzie znowu o piłce. I znowu o Euro 2012. Jakoś powróciła do mnie informacja z tego tygodnia, że na czele Komitetu Organizacyjnego Euro 2012 ma stanąć Kazimierz Marcinkiewicz. Co ciekawe o tej kandydaturze równie ciepło wypowiedzieli się i minister sportu Mirosław Drzewiecki, i była minister, a obecnie szefowa sejmowej Komisji Kultury Fizycznej Elżbieta Jakubiak. Co mniej ciekawe najcieplej o tej kandydaturze wypowiada się sam zainteresowany.
Gotowość do objęcia tej funkcji budzi moje skromne zażenowanie. Mówimy w końcu o byłym premierze, którego jeszcze jakiś czas temu przymierzano do ważnych funkcji publicznych. A jednak kariera Marcinkiewicza zaczyna się powoli układać podobnie do tej z Kabaretu Tey. Zjednoczenie (Chrześcijańsko-Narodowe) i Ministerstwo (Edukacji) już zdążył Marcinkiewicz zaliczyć. Co będzie dalej? Jeszcze półtora roku temu premier, potem prawie-prezydent Warszawy, potem niedoszły wicepremier i minister dowolnego resortu, a ostatnio niedoszły minister skarbu w rządzie Tuska. Nie wiem, czy Marcinkiewicz ma rozpisaną jakąś ścieżkę kariery, ale jeśli ma, to zapewne jej ukoronowaniem będzie objęcie stanowiska naczelnika Wydziału Promocji Urzędu Gminy Chrząszczyrzewoszyce, Powiat Łękołody.
Niedługo Marcinkiewiczowi skończy się kadencja w EBOiR. Wtedy, zgodnie z głośnymi już zapowiedziami, były premier "ma zamieszać" w polityce. Spodziewam się, że dopiero wtedy rusza lawina spekulacji, które będą "upychać" Marcinkiewicza po różnych fuchach. Niewykluczone, że red. Jan Wróbel dostanie od Marcinkiewicza list motywacyjny z prośbą o zatrudnienie w liceum w roli nauczyciela fizyki.
Wpychanie Marcinkiewicza do Komitetu Organizacyjnego Euro 2012 jest z kolei dowodem, z jakim lekceważeniem traktują nasi politycy tę dosyć jednak istotną imprezę. Wolałbym szczerze, żeby tą sprawą zajęła się np. pani minister Bieńkowska, czy może ktoś formatu Rafała Dutkiewicza. Kiedy Marcinkiewicz był prawie-prezydentem Warszawy warszawscy rowerzyści zgłosili się u niego z problemem braku sieci ścieżek rowerowych. Marcinkiewicz potraktował sprawę w dobrym, starym stylu polskiej polityki - zamiast opracować kompleksowy program rozbudowy ścieżek i wdrożyć go w życie, powołał jakiegoś anonimowego urzędnika na stanowisko "Pełnomocnika ds. rozbudowy ścieżek rowerowych". Efekty jego pracy były oczywiście żadne, a po paru tygodniach Marcinkiewicz wyniósł się z ratusza, zostawiając miejsce dla HGW. Przy okazji warto wspomnieć, że nie tak dawno temu HGW postanowiła rozwiązać problem nadmiaru remontów dróg w stolicy - powołała "Koordynatora ds. koordynacji remontów dróg".
Tak groteskowo wygląda to na szczeblu samorządowym. Na szczeblu państwowym jest również śmiesznie. A śmiesznie jest, że tym razem Pełnomocnikiem ds. Koordynacji ma zostać były premier, który już niedługo straci dobrze płatną fuchę w Londynie i trzeba mu koniecznie znaleźć jakąś robotę w kraju.
Na szczęście Donald Tusk zagwarantował, że Mistrzostwa Europy w 2012 odbędą się w Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)