Będzie o Millerze. Ale spokojnie, nie o Leszku, tylko o Jerzym.
Dzisiejszy "Dziennik Polski" donosi, że obecny zastępca prezydenta m. st. Warszawy Jerzy Miller szykowany jest na stanowisko wojewody małopolskiego.
Dla Tak Zwanego Ogółu Społeczeństwa, zwanemu też "ciemnym ludem" (J. Kurski) lub "milionami Polaków" (D. Tusk) Jerzy Miller jest prawdopodobnie postacią mało znaną, żeby nie powiedzieć anonimową. A tymczasem należy on chyba do rekordzistów w naszym kraju jeśli chodzi o wędrowanie po rozmaitych urzędach i stanowiskach publicznych. Można powiedzieć, że jest taką kieszonkową wersją Józefa Oleksego. Z tym że Oleksy kolekcjonował stanowiska z najwyższej półki, z marszałkiem Sejmu i premierem na czele. Nie udało mu się sięgnąć - ku jego rozpaczy, a ku uciesze Aleksandra Kwaśniewskiego - po stanowisko prezydenta. Podobno celował w poważne fuchy w UE, ale na przeszkodzie stanęły - zupełnie jak w 1995 r. - zmory przeszłości.
Nie znęcajmy się jednak nad byłym premierem, tym bardziej że ten, jak wiadomo - dużo czyta i będzie jak brzytwa, co oznacza że być może jeszcze będzie próbował spróbować swoich sił w wielkiej polityce.
Wracając do Millera - ów wędrowiec zadowolał się zwykle stanowiskami niższego szczebla niż Oleksy. W większości przypadków był "tym drugim", czyli zastępcą jakiejś ważniejszej tuzy. Tak było w krakowskim Urzędzie Wojewódzkim, gdzie był wicewojewodą, w Ministerstwie Finansów, gdzie był wiceministrem, w NBP, gdzie był doradcą, dyrektorem departamentu i członkiem Zarządu, a ostatnio w Urzędzie m. st. Warszawy, gdzie pełni zaszczytną funkcję zastępcy prezydenta. Dwukrotnie jednak powierzano Millerowi samodzielne kierowanie poważną publiczną instytucją: najpierw objął on Agencję Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa, a później Narodowy Fundusz Zdrowia.
Jak widać, Miller jest specjalistą od wszystkiego. Ciężko mówić o jakichś jego poważniejszych osiągnięciach. Tym bardziej, że z większości stanowisk odchodził po góra 2 latach pracy. Na swoje usprawiedliwienie może mówić, że najczęściej zwalniano go z mało merytorycznych przyczyn. Stanowisko szefa ARiMR to zawsze "gorący stołek" - tam Miller przetrwał polityczne burze zaledwie parę miesięcy. Z NFZ został wysiudany po objęciu kierownictwa resortu zdrowia przez Religę. Jego miejsce zajął Andrzej Sośnierz. Czy wyszło to społeczeństwu na zdrowie - ciężko stwierdzić.
Sam jednak nie wiem co myśleć o tej kandydaturze. Przypomina mi się mój niedawny wpis o Marcinkiewiczu i jego aspiracjach. Dwa lata temu, gdy spekulowano o możliwym wspólnym rządzie POPiS, mówiono, że Miller może objąć któryś z resortów "społecznych" (MZ lub MPiPS). Z wiadomych względów jego kandydatura przepadła, a później na dodatek stracił on fotel szefa NFZ. Jego nazwisko wróciło parę tygodni temu. Znów spekulowano, że stanie na czele MZ lub MPiPS. Nic z tych planów nie wyszło. Nie ma nawet nominacji na sekretarza stanu. A szkoda. Bo kierując poważnym resortem Jerzy Miller miałby wreszcie możliwość zaprezentować swe kompetencje przed Ogółem Społeczeństwa. Czy ten rzekomo genialny urzędnik i fachowiec od problemów wszelakich podołałby wymaganiom jako stawia praca ministra? Tego już się prawdopodobnie nie dowiemy. Posada wojewody, choć nie tak eksponowana, wydaje się jednak wygodniejsza i spokojniejsza.
Jako warszawiak ubolewam jednak, że (jeśli oczywiście zostanie powołany) Miller może tak ochoczo porzucić pracę w stołecznym magistracie, po niespełna roku na stanowisku wiceprezydenta. Po tak krótkim czasie ciężko oceniać rzeczywiste efekty jego działań. Szkoda też tracić czas na opróżnianie ważnej funkcji samorządowej, poszukiwanie następcy i wdrażanie go do zadań pozostawionych przez poprzednika.
O samego Millera jednak się nie martwię. Patrząc na jego CV, mam pewność że jeszcze nie raz będzie umiał się odnaleźć w dowolnym układzie rządzącym. Nie próbował co prawda jeszcze swoich sił w biznesie prywatnym. Ale biorąc karuzelę partyjną na różnych szczeblach władzy w Polsce, można liczyć na to, że i dla Millera się coś znajdzie. Jak nie NFZ, to Wydział Polityki Zdrowotnej Urzędu Gminy Chrząszczyrzewoszyce, Powiat Łękołody. Ujmując metaforycznie - trzeba wiedzieć, w którym momencie "przejść na drugą stronę Świętokrzyskiej" (do 2000 Miller był zastępcą Leszka Balcerowicza w MF, a gdy ten objął prezesurę NBP, Miller podążył jego śladem).
Aha. Jeszcze jedna sprawa. Mówisz Kraków, myślisz Rokita. Nie jestem najlepiej poinformowany, ale Miller średnio kojarzy mi się z Rokitą i jego środowiskiem. Jeśli więc nie mylę się w przypuszczeniach, nominacja Millera na wojewodę krakowskiego byłaby kolejnym prztyczkiem w nos dla Rokity. Jeśli się mylę, to proszę o wyprowadzenie mnie z błędu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)