Nie wiem, jakim cudem*, ale dopiero dziś dotarła do mnie informacja, że Ewa Kopacz proponowała stanowisko Naczelnej Pielęgniarki w randze podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia - uwaga! - DOROCIE GARDIAS!
Nie chodzi tu bynajmniej o sympatyczną pogodynkę TVN24 Dorotę Gardias-Skórę ale o przewodniczącą Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Brak słów. Ale aż żal, że Gardias się nie zgodziła. Potwierdzałoby to tylko hipokryzję, jaką od lat wykazuje się wielu działaczy związkowych. Teoretycznie mają oni reprezentować pracowników zrzeszonych w związkach, którzy tychże liderów obdarzyli swoim zaufaniem. W praktyce wykorzystują to zaufanie do robienia prywatnych karier, dysponując przy tym - z racji pełnionych funkcji - szeregiem przywilejów "świętych krów". Nominacja Gardias pokazałaby też, że nie ma lepszej drogi do prominentych funkcji niż organizowanie publicznych spędów i obłudne wykorzystywanie słusznego nieraz niezadowolenia rozmaitych środowisk zawodowych.
Nie dziwi, gdy ministerialne stanowiska były oferowane - i przyjmowane! za rządów AWS uwikłanego w niezdrowy związek z "Solidarnością". Nie dziwiło też za rządów SLD, gdy z OPZZ-u można było wskoczyć na fotel wiceministra pracy (M. Manicki) albo z doświadczeniem w innym ZZ zostać ministrem skarbu (Z. Kaniewski). Ale co powiedzieć, gdy taką praktykę chce uprawiać minister zdrowia w rzekomo "liberalnym" rządzie? Cóż to za liberalizm?
*prawdopodobnie jeden z cudów PO


Komentarze
Pokaż komentarze (2)