W sporze między Lechem Kaczyńskim (i jego dworem) a Radosławem Sikorskim (i dworem Donalda Tuska), prezydent zyskał wsparcie z zupełnie nieoczekiwanej strony. W rozmowie z Tomaszem Sekielskim (TVN24) rację Kaczyńskiemu przyznał Aleksander Kwaśniewski. Były prezydent skomentował także wypowiedzi Tuska w sprawie Rosji i OECD, przyznając, że sam gest był dobry, ale zarzucając z drugiej strony brak technologii dyplomatycznych, a nawet mówiąc o dziecinadzie.
Ot, ciekawostka. Chyba nie warto wyprowadzać z tego zbyt daleko idących wniosków. Koalicji PiSu z LiDem nie należy się w najbliższych dniach spodziewać. Kwaśniewski ma jednak 10-letnie doświadczenie na stanowisku prezydenta, kiedy to wielokrotnie musiał stawać przed podobnymi wyzwaniami. Więc - niby wie co mówi. Niby, bo i umiejętności dyplomatyczne Kwaśniewskiego mogą pozostawiać wiele do życzenia, jeśli przyjrzeć się finiszowi jego prezydentury, kiedy to znacznie pogorszyły się nasze stosunki z - przede wszystkim - Rosją i Niemcami, a także z Francją i częścią UE, zaś mimo wsparcia "koalicji antyterrorystycznej" nie udało się nam wzmocnić naszej pozycji względem USA. Dużym plusem był udział Kwaśniewskiego w rozwiązaniu sytuacji na Ukrainie w czasie "pomarańczowej rewolucji". Trzeba jednak przypomnieć, że z początku Kwaśniewski nie kwapił się do angażowania w tę sprawę, wstępnie akceptując wyniki wyborów prezydenckich na Ukrainie - które, jak się okazało, były sfałszowane. Ale tak czy siak, zasług w kijowskich negocjacjach nikt Kwaśniewskiemu nie odbierze.
Poza tym Kwaśniewski ma również czteroletnie doświadczenie kohabitacji, za czasów rządu Buzka. Tamta kohabitacja zostanie chyba zapamiętana jako czas względnie udanej współpracy między prezydentem a rządem. A przynajmniej jako czas, w którym nie doszło do otwartej konfrontacji (nie mówiąc oczywiście o drobnych starciach, dotyczących m. in. wetowania niektórych kluczowych dla AWS ustaw, np. o powszechnym uwłaszczeniu oraz o poważnym medialnym starciu z Marianem Krzaklewskim w czasie kampanii wyborczej w 2000 r.). To właśnie w ciągu tych kilku lat Kwaśniewskiemu udało się umocnić swoją polityczną i społeczną pozycję, co pozwoliło mu w 2000 r. wygrać wybory prezydenckie w I turze.
To ciekawe, że Kwaśniewski nie przyłączył się do głośnego chóru krytyków, którzy utopiliby Kaczyńskiego w szklance wody przy każdej możliwej okazji. Z drugiej strony były prezydent od lat próbuje umocnić swój społeczny odbiór jako polityka koncyliacyjnego i łagodzącego konflikty. Jednak to nieoczekiwane wsparcie może się okazać balastem dla obozu prezydenckiego. Ciekaw jestem czy słowa Kwaśniewskiego zostanął w jakikolwiek sposób wykorzystane w tocżącym się sporze. Trudno będzie sztabowi z Pałacu Namiestnikowskiego "posłużyć się" Kwaśniewskim bez narażania się na zarzut hipokryzji. PO może podchwycić wystąpienie Kwaśniewskiego i napomknąć conieco o nieformalnym sojuszu PiS z postkomunistami. Tym bardziej że jeszcze nie tak dawno temu to PiS straszył wyborców przyszłą koalicją PO i SLD. Przecież jeszcze tydzień temu, komentując expose Tuska, Jarosław Kaczyński przemawiając z trybuny sejmowej, poszerzył rządzącą koalicję właśnie o SLD. Do zadania tego ciosu PiSowi najlepiej nadawałby się Stefan Niesiołowski, ale ten sprzed paru lat, bo dziś i on zmiękł jeśli chodzi o krytykę postkomunistów. Pewien problem z tą wypowiedzią może mieć LiD, którego politycy ostatnio raczej nie komentowali sporu kompetencyjnego prezydenta i rządu. A przecież i oni muszą zajmować jakieś stanowisko, jeśli zależy im na obecności w świadomości społecznej wyborców.
Ostatecznie jednak dochodzę do wniosku, że ta wypowiedź Kwaśniewskiego nie zostanie wykorzystana jako broń ostra w wojnie Dużego z Małym Pałacem i raczej szybko zostanie zapomniana. Chyba że jednak sztabowcy jednego i drugiego obozu postanowią inaczej.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)